fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Wybory parlamentarne 2019: pomysły partii politycznych na leki

Adobe Stock
Pięć złotych za opakowanie, narodowa fabryka składników i walka z wywozem farmaceutyków to pomysły na poprawę bezpieczeństwa chorych.

Kryzys lekowy sprawił, że obok zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia partie polityczne zaczęły uwzględniać w programach wyborczych także politykę lekową. Najbardziej szczegółowy jest program Lewicy.

Niska opłata

I właśnie ona wychodzi z najodważniejszym pomysłem tej kampanii, czyli wprowadzenia stałej opłaty za leki w wysokości 5 zł.

– Dziś w Polsce mamy jeden z najwyższych współczynników współpłacenia za terapie lekowe: 60 proc. Wielu leków nie refundujemy, a wiele jest pełnopłatnych. Zdarza się, że pacjent wychodzi z oddziału kardiologicznego z receptą za 500 zł miesięcznie. Ludzie są w szoku – mówi Jerzy Przystajko, farmaceuta i kandydat Lewicy Razem do Sejmu. Nie boi się, że jednolita odpłatność za leki zwiększy wywóz za granicę, bo, jak mówi, w dobie cyfryzacji i w przeddzień pełnego wdrożenia e-recepty i e-karty pacjenta łatwo będzie prześledzić drogę wyprowadzanego z Polski leku.

Dostęp do leków chciałoby zwiększyć także PO-KO, wykorzystując pełną kwotę, jaką, zgodnie z ustawą, można przeznaczyć na refundację leków:

– Zgodnie z ustawą może to być „do 17 proc. budżetu NFZ". Tymczasem dziś na leki przeznaczane jest tylko 14,7 proc. budżetu NFZ – mówi prof. Tomasz Grodzki, senator i minister zdrowia w gabinecie cieni PO. Dodaje, że jego partia chciałaby rozszerzyć program nieodpłatnych leków 75+ na osoby 65+.

Kontynuację dotychczasowej polityki refundacyjnej zapowiada PiS – po seniorach i kobietach w ciąży dostęp do nieodpłatnych leków mają mieć kolejne grupy. PSL chce zwiększyć dostęp do innowacyjnych leków onkologicznych i ma na to prostą receptę:

– Polacy są w gorszej sytuacji niż obywatele UE. Wiele nowoczesnych technologii lekowych można sfinansować z 17,7 mld zł rocznie z akcyzy tytoniowej. Aż 70 tys. z wszystkich 400 tys. zgonów rocznie ma związek z paleniem. Pieniądze mogłyby zasilić programy wczesnego wykrywania nowotworów – podkreśla dr Marcin Mikos, kandydat na posła PSL i wicedyrektor Szpitala Specjalistycznego im. J. Dietla w Krakowie.

Czytaj także:

Niezależni od Chin

Zdaniem PSL Polska musi się uniezależnić od dostaw substancji czynnych z Chin czy z Indii, by producentom opłacało się otworzyć w Polsce ich fabryki.

Lewica Razem bezpieczeństwo lekowe chciałaby zapewnić, tworząc narodową fabrykę leków, która wytwarzałaby cały produkt – od substancji czynnej do gotowej tabletki. Z kolei PO-KO stawia na rezerwy strategiczne i fundusz na leki w razie zatrzymania ich dostaw. Podobnie jak PSL produkcję chce stymulować przez mechanizmy rynkowe, uwzględniając preferencje refundacyjne.

Zarówno PSL, jak i PO-KO krążą wokół pomysłu PiS z początków kadencji, czyli refundacyjnego trybu rozwojowego (RTR), który nie został wdrożony do dziś. Zakładał, że firmy, które zdecydują się na produkcję leków w Polsce, będą mogły liczyć na preferencje przy refundacji. PiS wciąż udoskonala swój RTR.

Podzielone są zdania o ustawie Apteka dla aptekarza (AdA), wprowadzającej ograniczenia demograficzne i geograficzne dla otwierania aptek. Takie zapisy przeciwdziałają przejęciu rynku przez zagraniczne sieci apteczne. Popiera ją Lewica i PSL. PO-KO chciałaby wprowadzić zgodę na warunkowe otwieranie aptek w małych miastach i wsiach.

– Farmaceutom nie opłaca się otworzyć tam aptek, a duża sieć może w nią zainwestować dzięki temu, że w mieście zarobi więcej. Zarobi więcej bilansując całą sieć. Chodzi o dostęp pacjentów do farmakoterapii – tłumaczy prof. Grodzki.

Zatrzymać przestępców

Pomysł na walkę z mafią lekową ma PiS. Jak tłumaczy wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, partia chce powołać urząd nadzoru farmaceutycznego (UNF), skupiający kompetencje wszystkich dotychczasowych instytucji odpowiedzialnych za nadzór na rynkiem leków.

Pozostałe partie są jednak za tym, by ściganie patologii na rynku leków zostawić Inspekcji Farmaceutycznej, która jest dobrze zorganizowaną, tylko niedofinansowaną. PSL i Lewica uważają, że trzeba podnieść pensje inspektorów, by zwiększyć nabór na te stanowiska, a więc i liczbę kontroli. PO-KO jest zdania, że inspekcja powinna ściślej współpracować ze służbami śledczymi, tj. CBŚ czy CBA.

– Jak przyznał szef CBA, dziś wykrywalność wywozu leków jest na poziomie 6 proc. Straty szacowane są na 2 mld zł, a złapano sprawców wywozu za 120 mln zł. Wywóz powinien być traktowany tak samo surowo jak przemyt narkotyków – podkreśla prof. Grodzki.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

prof. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową

Pięciozłotowa odpłatność za lek jest sensowna, ponieważ dziś istnieją rezerwy finansowe w lekach o odpłatności 3,20 zł. Podniesienie tej kwoty do 5 zł mogłoby uwolnić wiele leków w gorszym segmencie refundacyjnym, za które dziś dopłacamy 30 i 50 proc. Lek za 5 zł będzie dotyczył najprawdopodobniej podstawy limitu, a nie wszystkich substancji, które znalazły się w grupie limitowej. Pomysł sprzedawania wszystkich leków za 5 zł wydaje się mało realny, wymagałby renegocjacji cen większości leków będących już w systemie i pozostających poza nim. Sensowny wydaje się apolityczny plan organizacyjnego i finansowego wzmocnienia GIF, który ułatwiłby walkę z wywozem leków. Warunkiem jest współpraca z KAS czy policją. Podoba mi się również koncepcja stworzenia UNF, przymiarka do polskiego odpowiednika amerykańskiej FDA, która jednak dysponuje znacznie większymi pieniędzmi. Koncepcja modyfikacji AdA budzi podstawowe pytanie, jaki mechanizm rynkowy miałby zachęcić duże sieci apteczne do wchodzenia do małych miejscowości czy wsi. Rezygnacja z zapisów AdA może doprowadzić do oligopolu w następstwie konsolidacji rynku aptecznego, jak np. w krajach bałtyckich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA