fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Nowotwory taniej jest przechowywać za granicą

Adobe Stock
Zakłady patologii muszą przechowywać preparaty przez 20 lat. W kraju jest tak drogo, że wycinki opłaca się wysyłać za granicę.

Przechowywanie bloczków parafinowych i preparatów histopatologicznych przez 20 lat, a materiału cytologicznego przez 10 lat wymusza na zakładach patomorfologii rozporządzenie w sprawie standardów organizacyjnych w tej dziedzinie. Do stycznia 2020 r. utylizowanie preparatów z wycinków z ciała chorego jest niedopuszczalne. Placówki muszą więc znaleźć miejsce na dość duże bloczki, w których zatapiany jest fragment pobranego organu lub nowotworu, czy na szkiełka z preparatami do oglądania pod mikroskopem.

Chorych przybywa

Takiego materiału jest dużo. Lekarze z Katedry i Zakładu Patologii i Profilaktyki Nowotworów Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, mieszczących się w Wielkopolskim Centrum Onkologii (WCO), rocznie produkują ok. 2,5 tony szkiełek i bloczków. Materiał, przechowywany tu od 65 lat, nie mieści się już w pomieszczeniach, dlatego kierownik katedry prof. Andrzej Marszałek postanowił wynająć powierzchnię na wolnym rynku. Okazało się, że jest za droga. Firmy magazynowe w okolicach Poznania zaoferowały powierzchnię za kilka tysięcy złotych rocznie. Tymczasem firma z Walii proponuje cenę o 30 proc. niższą, i to z transportem.

– Te 30 proc. ma znaczenie. W wycenie procedur nie uwzględniono przechowywania materiału, a procedury patomorfologiczne nie zostały nawet wyodrębnione z innych świadczeń. Bloczków i szkiełek będzie przybywać, a cena proporcjonalnie rosnąć – tłumaczy prof. Marszałek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii i prezes Polskiego Towarzystwa Patologów.

– Rośnie liczba chorych na nowotwory, ale też wymaga się zachowania coraz większej liczby wycinków potrzebnych do postawienia właściwej diagnozy. Są takie nowotwory, w których trzeba zrobić kilkadziesiąt preparatów. To wszystko służy potem lepszej diagnostyce. Do preparatu można wrócić po latach, kiedy u pacjenta znów pojawią się zmiany – tłumaczy prof. Marszałek.

Magazynowanie wymaga zmian systemowych całej patomorfologii. Na posiedzeniu senackiej Komisji Zdrowia patolodzy mówili o konieczności wprowadzenia akredytacji dla zakładów patologii, uprawnionych do przeprowadzania badań finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Na razie zakłady mogą zdobyć licencję PTP, która jest dobrowolna, a świadczenia finansowane przez Fundusz można wykonywać także bez niej. System certyfikacji miałby powstać właśnie na jej bazie, jednak szef placówki nie mógłby odmówić audytu przeprowadzanego przez podległe resortowi zdrowia Centrum Monitorowania Jakości.

Zdaniem patologów certyfikacja pomoże wyeliminować błędy, które kosztują życie pacjentów. Niedawno opisywaliśmy wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, który przyznał 800 tys. zł bliskim ofiary błędnie zdiagnozowanego czerniaka.

W słoiku po majonezie

Tymczasem brak odrębnych wycen w patologii powoduje, że szpitale stawiają na outsourcing badań patomorfologicznych, a głównym kryterium przetargu jest cena. I tak badanie nowotworu piersi, które powinno kosztować 1,5 tys. zł, kupują za 15 zł, co pozwala stwierdzić, czy w tkance jest rak, ale już nie gwarantuje spersonalizowanego leczenia.

Outsourcing powoduje też opóźnienia w badaniu – biopsja cienkoigłowa powinna być przekazana do zakładu w ciągu 48 godz., ale zdarza się, że firma przyjeżdża do szpitala tylko dwa razy w tygodniu. W niektórych miejscach na wynik takiej biopsji czeka się 60 dni.

Szefowa CMJ Halina Kutaj-Wąsikowska mówi, że do dziś materiał do badania oddawany jest w słoiku po majonezie, co może wpływać na wynik.

– Dlatego certyfikacja jest niezbędna – wyjaśnia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA