fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Badanie kleszcza na boreliozę niepotrzebne i ryzykowne

Shutterstock
Wiele laboratoriów oferuje usługę badania kleszcza usuniętego ze skóry w celu sprawdzenia, czy był on nosicielem boreliozy, czy też był „czysty” i możemy spać spokojnie. Problem w tym, że w ocenie ekspertów badanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Kilkadziesiąt lat temu znalezienie po powrocie z lasu kleszcza na ciele nie budziło paniki ani pomysłów jechania z ukąszeniem na SOR. Mniej lub bardziej wprawnie usuwało się owada ze skóry i zapominało o sprawie. Dziś widmo zakażenia boreliozą, groźną chorobą przenoszoną przez kleszcze, nie pozwala przejść nad ukąszeniem obojętnie.

Świadomość chorób odkleszczowych jest nieporównanie większa, a lekarze uczulają pacjentów na objawy ugryzienia zainfekowanego kleszcza. Specjaliści podkreślają, że boreliozę, zwaną też chorobą z Lyme, lepiej leczyć we wczesnym stadium. Rozwijająca się w organizmie przez długi czas potrafi doprowadzić do poważnych zaburzeń neurologicznych, a także zapalenia nerwów czy mózgu.

Czytaj też: Najskuteczniejsza metoda przeciw kleszczom - owadobójcze ubrania

Nie zatem dziwnego, że pojawił się duży popyt na badanie, które dałoby odpowiedź, czy znaleziony w skórze kleszcz był nosicielem boreliozy i mógł nas zarazić, czy też nie. Taka odpowiedź ułatwiłaby wczesną diagnostykę i rozpoczęcie leczenia.

Coraz więcej laboratoriów oferuje więc możliwość zbadania kleszcza – wystarczy wysłać do placówki wyciągniętego ze skóry owada i uiścić opłatę od 100 zł do 400 zł. Badanie wykonuje się metodą PCR  na obecność w kleszczu DNA bakterii Borrelia. Wynik otrzymujemy po kilku dniach.

Czy badanie kleszcza na boreliozę jest wiarygodne?

Chociaż badanie oferują certyfikowane laboratoria, a jego wykonanie promuje  stowarzyszenie chorych na boreliozę ILADS (The International Lyme and Associated Diseases Society), kliniczna przydatność tej metody nie jest potwierdzona.

Badania kleszczy na boreliozę nie uznają ani polskie, ani światowe towarzystwa naukowe skupiające lekarzy i naukowców – specjalistów w dziedzinie chorób zakaźnych.

Zdaniem dr hab. n. med. Ernesta Kuchara, specjalisty chorób zakaźnych, podejmowanie decyzji co do dalszego postępowania po ukąszeniu kleszcza na podstawie wyników uzyskanych za pomocą niezalecanych i niezwalidowanych metod diagnostycznych jest ryzykowne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza.

Ekspert podkreśla, że badania kleszcza metodą PCR nie jest dostatecznie czułe i swoiste, co sprawia, że wyniki nie są wiarygodne.

Wykrycie boreliozy u kleszcza nie jest jednoznaczne z zakażeniem człowieka. Ryzyko zakażenia zależy od czasu żerowania kleszcza – jeżeli ekspozycja na kleszcza jest krótka, nie dochodzi do transmisji boreliozy. Test może wykryć też resztki martwych bakterii boreliozy, które nie stanowią zagrożenia. W obu przypadkach leczenie jest zbędne, naraża nas tylko na przyjęcie niepotrzebnej dużej dawki antybiotyków.

Z drugiej strony wyniki  mogą się też okazać fałszywie ujemne. Dzieje się tak ze względu na niedostateczną czułość badania, a także fakt, że mogło dojść do ugryzienia przez inne kleszcze, które nie były badane. To może sprawić, że będziemy bagatelizować niepokojące objawy, świadczące o rozwijającej się boreliozie.

Zgodnie ze standardami Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych (PTEiLChZ) boreliozę rozpoznaje się na podstawie charakterystycznych objawów klinicznych, potwierdzonych badaniami serologicznymi.

Źródło: rp.pl; mp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA