fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Kwieciński: albo zniesienie limitu składek ZUS albo tniemy inne wydatki

Fotorzepa/ Piotr Guzik
To była moja decyzja, by nie kontynuować pracy w rządzie – mówi "Rzeczpospolitej" Jerzy Kwieciński, odchodzący minister finansów i rozwoju.

W Sejmie pojawił się znienacka poselski projekt zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS. To inicjatywa ministerstwa finansów, czy rzeczywiście posłów PiS?

Rząd i parlament muszą współpracować ze sobą. Przecież wcale to nie jest pomysł, który pojawił się znienacka. Decyzja na temat przeprowadzenia takiego działania została podjęta wiele miesięcy temu przy przygotowaniu Wieloletniego Planu Finansowego i Aktualizacji Programu Konwergencji. Program został zresztą przesłany do oceny Komisji Europejskiej, jako element koordynacji polityk budżetowych na poziomie europejskim, w którym to procesie uczestniczymy.

Dlaczego projekt nie został przedstawiony przez ministerstwo?

W naszym kraju inicjatywę ustawodawczą ma rząd, ma ją także parlament czy prezydent. Każda z tych ścieżek jest równoprawna.

A co się stanie, jeśli partia wicepremiera Jarosława Gowina nie poprze tej propozycji?

Taki wariant trzeba brać poważanie pod uwagę. Ale warto też pamiętać, że zniesienie limitu składek ZUS było decyzją całego rządu. Zostało to także zapisane w założeniach do budżetu i w samym projekcie ustawy budżetowej na 2020 r, który rząd zaakceptował i we wrześniu przesłał do Sejmu.

Jeśli jednak to rozwiązanie nie przejdzie, trzeba będzie poszukać nowych źródeł finansowania budżetu?

Warto to dokładnie wyjaśnić. Niektórzy sobie myślą, że może lepiej odpuścić temat limitu składek ZUS, bo za dużo hałasu i w sumie nic się nie stanie, jeśli o parę miliardów powiększy się deficyt budżetowy. Ale cały problem polega na tym, że chodzi nie tylko o sam deficyt. Chodzi o to, że jeśli nie zapewnimy do budżetu wpływów na takim samym poziomie jaki przyniosłoby zniesienie limitu, to dokładnie o taką kwotę musimy zmniejszyć wydatki w przyszłym roku. Tylko nikt nie chce wskazać, jakie to mają być wydatki.

Można ciąć wydatki, albo podnosić podatki.

Sygnały, że nie wszystkim podoba się pomysł zniesienia 30-krotności docierają nie tylko ze strony premiera Gowina. Prawdopodobnie prezydent też nie chciałby, by taka ustawa trafiła na jego biurko. Ale trzeba mieć świadomość, że brak tego rozwiązania oznacza konieczność szukania innych źródeł dochodów do budżetu, które wypełniłyby powstałą lukę.

Dla budżetu te kilka miliardów rzeczywiście nie byłoby wielkim problemem, chodzi więc o stabilizującą regułę wydatkową?

Dokładnie tak. Regułę wydatkową mamy zapisaną w ustawie o finansach publicznych. Została wprowadzona jako konsekwencja dyrektywy unijnej, nakładającej na wszystkie kraje członkowskie UE obowiązek wprowadzenia takiego instrumentu, który dyscyplinowałby finanse publiczne i zapewniał im większą stabilność. By w okresie prosperity ten mechanizm miał swoje efekty w postaci zmniejszenia zadłużenia państwa, a w sytuacji kiedy dochodzi do spowolnienia, by dawał pewną elastyczność.

Czyli poselska propozycja nie jest bronieniem za wszelką cenę pomysłu zerowego deficytu w 2020 r.?

Powtórzę, że problemem nie jest sam deficyt budżetowy.

A jak rząd rozwiąże problem, by w przyszłorocznym budżecie zmieściła się 13. emerytura? To koszt ok. 10 mld zł, czego nie ma projekcie.

W Sejmie jest już poselski projekt, by finansowanie programu Emerytura+ możliwe było z Funduszu Solidarnościowego, działającego jako Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. To rozwiązanie, które pozwoli nam wykorzystać te środki finansowe, które mamy w naszym państwie i które możemy przekazać naszym emerytom. Fundusz będzie mógł zaciągać pożyczki, m.in. z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

A nie będzie to jakaś próba ominięcia reguły wydatkowej?

Dla mnie jako ministra finansów, a to samo dotyczy premiera i innych członków rządu, priorytetem było trzymanie się reguł, w których funkcjonujemy. Reguł państwa prawa, reguł unijnych, a także reguł fiskalnych, w tym SRW. Oczywiście staramy się realizować różnego rodzaju programy i prorozwojowe, i społeczne, na które wydawało się, że nie było pieniędzy. To dotyczy nie tylko programu Emerytura+, ale też wielu innych, które przygotowaliśmy i realizujemy, takich jak choćby Dostępność+, Fundusz Dróg Samorządowych, program Mosty dla Regionów, itp. Pokazujemy, że potrafimy dobrze zarządzać państwem i finansami publicznymi, realizując różne ambitne projekty rozwojowe i społeczne, jednocześnie dochowując wszelkich reguł.

A jakie priorytety wskazałby pan dla nowego ministra finansów?

Po pierwsze, najważniejsze zadanie to zapewnienie stabilności finansom publicznym. Dotychczas robiliśmy to doskonale, o czym świadczy nasza pozycja międzynarodowa, ale również wskaźniki takie jak zmniejszające się zadłużenie państwa. W tym roku powinno ono spaść do ok. 47 proc. PKB, choć jeszcze parę lat temu groziło nam przekroczenie konstytucyjnych limitów. Korzystnie zmienia się też struktura zadłużania, ponieważ w coraz mniejszym stopniu jesteśmy zależni od finansowania zagranicznego.

Udało się też w poprzedniej kadencji bardzo silnie uszczelnić system podatkowy, dzięki czemu mamy zwiększone wpływy do budżetu. A to pozwala nam na sfinansowanie naszych programów. Dlatego kontynuację tych dobrych trendów, zapewnienie stabilności i dobrego zarządzania finansami państwa, uważam za najważniejsze zadanie i moją rekomendację dla nowego ministra.

Inne problemy, z którym będzie się musiał zmierzyć pana następca?

Stabilność finansów to cel długookresowy, a krótkim okresie priorytetem powinno być rozwiązanie kryzysu, jaki wywołała nagonka w mediach na administrację celno-skarbową. Nie wiem skąd wynikają te ataki, zapewne właściwe służby wiedzą lepiej, czy to działania polityczne, czy też działania wspierane przez mafie czy grupy przestępcze, które bardzo mocno ucierpiały przez naszą aktywność w związaną z uszczelnianiem systemu podatkowego. Istotne, że dotykają one i podważają dokonania ponad 60 tys. ludzi pracujących w administracji skarbowej. To dzięki ich wysiłkowi luka VAT spadła z 26 proc. w 2015 r. do 12 proc. w 2018 i być może 8-9 proc. w tym roku. I nie może być tak, by przypadek kilku osób, które się sprzeniewierzyły, a które w tej administracji przez jakiś czas pracowały, mógł podważać potężny dorobek całej organizacji.

A czy nowy minister sam sobie z tym poradzi?

Oczywiście, że nie. Informowałem o tym kolegów z rządu, premiera, służby, itp. Nie można w tej sytuacji pozostać obojętnym. Tym bardziej, że przed resortem finansów stoją kolejne wyzwania, takie jak dokończenie reformy administracji celono-skarbowej czy kontynuacja uszczelniania systemu podatkowego.

Czy spowolnienie gospodarcze będzie problemem dla nowego ministra w kontekście budżetu?

Jeżeli patrzmy przez pryzmat ustawy budżetowej, to faktycznie w przyszłym roku jest założony nieco niższy wzrost gospodarczy na poziomie 3,7 proc. Ale w poprzednich latach było niewiele więcej, zwykle 3,8 proc., choć dzięki rozpędzeniu gospodarki i uszczelnieniu podatków mieliśmy znacznie zwiększone wpływy budżetowe. W 2020 r. może takich dużych nadwyżek nie będzie, ale też nie ma obaw o jakieś braki. Warto też zauważyć, że spowolnienie gospodarcze jakie faktycznie obecnie mamy w strefie euro, moim zdaniem powoli się kończy. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku koniunktura w UE będzie lepsza, choć rzeczywiście w Polsce może być niższy wzrost PKB niż w tym roku.

Brak nominacji na ministra finansów w nowym rządzie premiera Morawieckiego był dla pana zaskoczeniem?

Absolutnie nie. Nie jest tajemnicą, propozycję pracy w nowym rządzie miałem od dawna. Ale to była moja decyzja, by nie kontynuować tej misji. Z wielu względów, w tym także osobistych. Ale chciałem zapewnić, że to nie koniec mojej kariery zawodowej, jeszcze nie myślę o emeryturze.

To gdzie się pan wybiera?

Zobaczymy. Na razie będę odpoczywał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA