fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Mimo konsolidacji rynek ubezpieczeń jest konkurencyjny

materiały prasowe
Konsolidacja zawsze wpływa na poprawę oferty i profesjonalizację usług. Nie ma ryzyka zachwiania konkurencyjności i związanego z nim wzrostu cen polis – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Bardzo ciekawe rzeczy dzieją się na polskim rynku ubezpieczeń. Uniqa przejmuje AXĘ, Allianz Avivę. Fuzje sprawią, że powstaną jeszcze silniejsi gracze. Skąd taki trend?

To nie jest trend polski. Konsolidacje to efekt decyzji międzynarodowych grup ubezpieczeniowych, które patrząc na swoje aktywa, na wyniki swoich spółek na świecie, podejmują decyzje o tym gdzie koncentrować swoje wysiłki. Polski rynek ubezpieczeniowy jest atrakcyjny, dla niektórych bardziej, dla niektórych mniej. Ci, którzy mają ugruntowaną pozycję na tym rynku i w niego wierzą, chcą się tu umocnić. Szukają takich możliwości poprzez akwizycję, czyli przejęcie innych firm. Wzrost organiczny jest trudny, konkurencja jest jednak duża, stąd przejęcia. Ruchy konsolidacyjne dotyczą całej Europy, czy też całego świata.

Ten trend może się u nas utrzymać?

Jak się popatrzy na strukturę rynku, to można przewidywać jeszcze kilka transakcji, ale nie będą to już tak wielkie ruchy, jak dotąd.

Co te konsolidacje oznaczają dla rynku, no i dla klientów? Będziemy mieli mniejszą konkurencję, a to przełoży się na wzrost cen polis?

Absolutnie nie. Pomimo konsolidacji, polski rynek jest w dalszym ciągu bardzo konkurencyjny. Nie ma mowy żeby to się zmieniło. Dla klientów jest to w sumie korzyść, bo największe firmy ubezpieczeniowe bardzo zwracają uwagę na ceny swoich produktów. Rynek bardzo się też sprofesjonalizował. Konsolidacja zawsze wpływa na dalszą poprawę oferty i profesjonalizację usług. Nie ma ryzyka zachwiania konkurencyjności i związanego z nim wzrostu cen polis.

Przejdźmy do wyników ubezpieczycieli w 2020 r. To był rok pandemiczny. Jak firmy ubezpieczeniowe poradziły sobie w tym okresie?

Zacznijmy od ważnej przemiany, którą przeszedł rynek ubezpieczeniowy. Przed pandemią za liderów digitalizacji na rynku finansowym uznawane były banki. Ubezpieczyciele postrzegani byli jako branża bardzo tradycyjna, która nie jest zbyt elastyczna. Pandemia pokazała, że nasza branża potrafiła, w zasadzie w tydzień, przejść ze stacjonarnego modelu obsługi, na model zdalny. Trzeba przy tym pamiętać, że u nas jest to zdecydowanie bardziej skomplikowane, bo olbrzymia częścią, jeśli nie podstawą działania ubezpieczycieli, jest likwidacja szkód. Czyli dotarcie do klienta, który miał szkodę i obsłużenie go. Zarówno od strony sprzedażowej, jak i likwidacji szkód, branża zdała egzamin i gładko przeszła na zdalną obsługę klientów. To pokazało, że nie jesteśmy aż tak nieruchliwi, jak się wydawało.

To jest trwały trend? Digitalizacja i zdalna obsługa utrzymają się po pandemii?

Ile osób zapytać, tyle opinii jest na ten temat. Myślę, że praca zdalna i telepraca, są bardzo przydatne do utrzymania biznesu już istniejącego. Gdy jednak mówimy o rozwijaniu i tworzeniu nowego biznesu, to kontakt bezpośredni z partnerami i współpracownikami jest niezbędny. Duża część pracy i usług zdalnych pozostanie, ale tam gdzie potrzebny będzie rozwój, gdzie pojawią się nowe produkty, ten kontakt bezpośredni wróci.

Co do wyników ubezpieczycieli, to sprawne przejście na zdalną obsługę sprawiło, że spadek przypisu składki był minimalny. Zebraliśmy w zeszłym roku 63,4 mld zł, a rok wcześniej 63,8 mld zł.

Można powiedzieć, że Polacy nie zrezygnowali z ubezpieczeń?

Nie zrezygnowali. I to dobrze, bo w takim momencie jak pandemia bardzo istotne jest to, żeby mieć ochronę. Spadły natomiast zyski ubezpieczycieli, mniej więcej o 16 proc. w ubezpieczeniach majątkowych i o 14 proc. w życiowych.

Dlaczego tak się stało?

Na pewno to efekt wzrostu kosztów, związanych choćby z digitalizacją biznesu. Na początku lockdownu było też bardzo dużo szkód, związanych z wypadkami w domach.

A czy w ubezpieczeniach życiowych widać większą śmiertelność związaną z covid-19?

Tak. Wzrost śmiertelności notujemy mniej więcej od początku listopada zeszłego roku. To zbyt krótki czas, żeby znacząco odbiło się to na wynikach ubezpieczycieli. Natomiast na pewno widać to będzie w tym roku, bo wysoka śmiertelność utrzymuje się niestety przez dłuższy czas. Jednocześnie widzimy wyższą śmiertelność w młodszych rocznikach. To przyniesie wzrost wypłat odszkodowań z ubezpieczeń ochronnych.

Gdzieś jeszcze widać wyraźne spadki?

No tak, należy pamiętać o pewnych liniach biznesowych, które w okresie pandemii całkowicie się zatrzymały. Chodzi tu na przykład o ubezpieczenia turystyczne. Mamy nadzieję, że w 2021 r, rynek turystyczny zacznie się odradzać, a co za tym idzie odrodzą się też ubezpieczenia turystyczne, ale zeszły rok przyniósł tu dramatyczny spadek, prawdopodobnie o ok. 80 proc. Z kolei udało się utrzymać, dzięki dobrej współpracy z legislatorem, ubezpieczenia należności, kluczowe dla polskiego eksportu.

Ubezpieczyciele włączyli się w pomoc w walce z pandemią.

Tak, pokazaliśmy, że potrafimy być solidarni. Dosyć szybko, na początku pandemii wypracowaliśmy rekomendacje proklienckie. Oprócz tego, zdając sobie sprawę jak bardzo Polacy potrzebują pomocy, 18 firm ubezpieczeniowych sfinansowało na sześć miesięcy call center, w których 100 konsultantów pomagało w obsłudze dziesiątków tysięcy klientów szukających pomocy w związku z zakażeniami covid-19.

W okresie pandemii, to dane PIU, na popularności mocno zyskują ubezpieczenia zdrowotne? Szukamy dodatkowego zabezpieczenia?

Tak. Robiliśmy ankietę, że co piąty ankietowany mówił, że kupił lub przedłużył ubezpieczenie zdrowotne ze względu na pandemię. Oczywiście deklaracje nie zawsze przekładają się na zakupy, niemniej ubezpieczenia zdrowotne ma już 3,3 mln osób. Drugie tyle to abonamenty medyczne. Mimo to, jeśli chodzi o ubezpieczenia zdrowotne, jesteśmy w tyle Europy. Polacy wydają prywatnie na zdrowie 60 mld zł rocznie. Ubezpieczenia i abonamenty to jednak tylko 6 mld zł. Większość ze wspomnianych 60 mld zł to wydatki nieusystematyzowane, na przykład na suplementy diety. Tak wydane pieniądze nie zasilają systemu ochrony zdrowia.

A co dzieje się na rynku komunikacyjnego OC? Od wielu kwartałów ceny polis spadają? Większość ubezpieczycieli woli unikać określenia wojna cenowa, niektórzy mówią jednak o agresywnej polityce cenowej prowadzonej przez niektóre towarzystwa. Mamy wojnę?

OC komunikacyjne to podstawowy produkt w ubezpieczeniach majątkowych sprzedawanych w Polsce. Oferuje je ponad 20 firm, jest więc bardzo ostra walka o klienta, tym bardziej, że polisa OC, niezależnie od towarzystwa, zawsze gwarantuje taką samą ochronę. Tym więc, co najczęściej decyduje o jej zakupie u danego ubezpieczyciela, jest cena. Średnia składka spadła w 2020 r. z 523 do około 500 zł. Jednocześnie wzrosła średnia wycena szkody. To oznacza, że rentowność w tym segmencie ubezpieczeń jest niższa. Dopóki jednak w danej linii biznesowej wyniki finansowe rynku są dodatnie, to nie ma mowy o wojnie, a raczej ostrym konkurowaniu o klienta. A wynik techniczny z OC jest ciągle dodatni. Był niższy o ponad 40 proc. niż rok wcześniej, ale pozostaje na plusie.

Warto też pamiętać, że OC jest pewną umową społeczną, gdzie ogół kierowców płaci składkę i chciałby płacić jak najmniej. Z drugiej strony część tych kierowców, mniej więcej 5 proc., ma wypadek i chciałoby jak uzyskać jak najwyższe odszkodowanie. Tymczasem legislator w Polsce w dalszym ciągu nie podjął działań, które uregulowałyby kwestie zadośćuczynień dla ofiar wypadków, w sposób podobny jak to jest w krajach zachodnich. W momencie kiedy to będzie uregulowane, najbliżsi poszkodowanego, mogą w prosty sposób dotrzeć do informacji, jakie zadośćuczynienie im się należy. Mogą zatrudnić pełnomocnika albo firmę odszkodowawczą, którzy jednak nie będą mogli obiecywać gruszek na wierzbie. Weźmy hipotetyczny przykład: pełnomocnik kusi rodzinę poszkodowanego mówiąc, że wywalczy dla nich 200 tys. zł, po czym w pozwie występuje już o 120 tys., a sąd zasądza 80 tys. Cały ten obszar powinien być w Polsce uregulowany. Lobby firm odszkodowawczych bardzo tego oczywiście nie chce, bo to odetnie im tlen. Nie neguję ich użyteczności, bo w przypadku skomplikowanych szkód osobowych, ubezpieczycielowi łatwiej rozmawiać z pełnomocnikiem niż z rodziną poszkodowanego gdzie jest dużo bólu i emocji. Nie mniej rodziny poszkodowanych powinny mieć pełną informację, np. dzięki tabelom, jak to ma miejsce w innych krajach, na jakie zadośćuczynienie mogą liczyć w danej sytuacji.

Co będzie się działo na rynku ubezpieczeniowym w najbliższych miesiącach? Może się pan pokusić o prognozę?

Wszystko tak naprawdę jest związane z gospodarką i tym jak szybko wyjdziemy z pandemii. Jeśli wyjdziemy w miarę szybko, to myślę, że ten rok zamkniemy spadkiem, ale nie będzie on znaczący. Gospodarka się odbije, a za nią ubezpieczenia. Jesteśmy bardzo związani z cyklami koniunkturalnymi, choć reagujemy z opóźnieniem, dlatego że umowy ubezpieczenia najczęściej zawiera się na rok. Jestem optymistą. Wierzę, że nasza gospodarka szybko się odbije, a w ślad za nią także rynek ubezpieczeń.

Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Do 2007 r. był prezesem zarządu Polskiego Biura Podróży Orbis Travel. Zasiadał też w radach nadzorczych spółek Canal Plus Cyfrowy oraz PBP. Był członkiem rady nadzorczej Robyg SA. Pełnił też kierownicze funkcje w organizacjach branżowych i stowarzyszeniowych. Był m.in. wiceprezesem Polskiej Izby Turystyki. Od 1981 do 1998 r. mieszkał w Anglii i we Francji, gdzie kierował firmami transportowymi i turystycznymi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA