fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Patryk Jaki: Wybory prezydenckie 10 maja to nie kaprys PiS

W czasie epidemii tylko Poczta Polska ma patent na szybkie dotarcie do wszystkich gospodarstw w kraju - uważa Patryk Jaki.
Fotorzepa/ Jakub Czermiński
Europa potrzebuje nowego planu Marshalla, nie wiatraków i aut elektrycznych - mówi Patryk Jaki, europoseł PiS.

Kiedy powinny się odbyć wybory prezydenckie i technicznie w jakiej formule?

To określa Konstytucja RP. Po to mamy ustawę zasadniczą i kadencje, aby ich przestrzegać, a nie wybierać sobie, jak nam się podoba. III RP chce wyborów jak najpóźniej, bo liczy na załamanie gospodarcze i spadek notowań Zjednoczonej Prawicy. Cała otoczka to preteksty. Idąc tym tokiem rozumowania, można by uchwalić ustawę, że o terminie wyborów nie decyduje konstytucja, tylko opozycja i jej ośrodki władzy. Wybory odbywają się tylko wtedy, kiedy opozycja ma dobre sondaże.

To absurd. Mimo trudnych warunków państwo musi działać. Ten kryzys właśnie pokazał, jak ważne jest państwo i jego instytucje. Jak ważna jest ciągłość władzy, a jej częścią są właśnie wybory na najważniejsze urzędy państwowe. Bezradna przebiurokratyzowana Bruksela tylko patrzyła, jak na pierwszej linii frontu walczą państwa narodowe. Doszło nawet do tego, że jeden z najbardziej proeuropejskich lewicowych rządów w UE – włoski – publiczne zaczął stawiać pytania o sens istnienia Unii. Wybory teraz to nie jest jakiś kaprys rządzących. Po prostu kończy się kadencja i to również nie jest nasza wina. A w sytuacji wielkiego kryzysu, który jest przed nami, państwo nie może być bez kapitana.

Unia Europejska zwiększyła środki na walkę z koronawirusem z 25 mld do ponad 37 mld euro. Polska otrzyma prawie 7,5 mld euro, z czego ponad 1,1 mld euro popłynie od ręki. To oznacza napływ ponad 30 mld zł na ochronę zdrowia i miejsc pracy.

To środki, które już były przeznaczone dla Polski na rozwój. Teraz UE proponuje, że nam je zabierze i odda na pandemię. Polska nie dostała ani euro więcej. Dodatkowo przypomnę, że te europejskie fundusze to rekompensata za eksploatację przez duże państwa naszej gospodarki. Jest już bardzo dużo analiz pokazujących, że jak policzy się wszystko, oni zyskują więcej niż Polska. Widać to teraz, w czasie pandemii, gdy najlepiej prosperujące firmy w naszym kraju to zagraniczne Biedronki, Lidle, Auchany etc., wywożące dużą część zysków za granicę. Dlatego opowieści o szczególnej pomocy dla Polski należy włożyć między bajki dla naiwniaków. UE, jeśli chce stanąć na wysokości zadania, musi zmienić swoje priorytety. Budżet Unii jest wielki, ale cała masa środków idzie na projekty ideologiczne, jak tzw. Green Deal. Dziś odpowiedzialność za przyszłość Europy wymaga, aby zabrać większość pieniędzy z niepotrzebnych projektów i stworzyć europejski plan Marshalla, który z jednej strony szybko pomoże budować szpitale ze sprzętem, respiratorami, a z drugiej zacznie ratować upadające każdego dnia firmy. Tego Polska i Europa dziś potrzebują, a nie wiatraków i elektrycznych samochodów.

Rozpad Unii jest możliwy?

Chcę wierzyć, że nie. Jednak bardzo wiele zależy od liderów UE, bo dziś szczególnie Włochom i Hiszpanom kończy się cierpliwość. A całkiem niedawno pożegnaliśmy Wielką Brytanię.

Jak zabezpieczyć Polaków chcących wziąć udział w wyborach oraz obsługujących wybory przed ryzykiem zakażenia?

Najlepszym rozwiązaniem są wybory tylko korespondencyjne. Mam starszych dziadków, boję się ich wysłać do dużych grup ludzi, ale jeśli dostaliby kartę do domu, nie byłoby problemów z oddaniem głosu. Jeżeli każdy do domu dostanie pakiet do głosowania, to jeszcze się zdziwimy, gdy okaże się, że frekwencja będzie wyższa niż w wyborach tradycyjnych. Tak było właśnie w Bawarii. Ten system jest narzędziem do efektywniejszej partycypacji, a co za tym idzie – wzmocnienia, a nie osłabienia demokracji. W tym systemie każdy ma prawo oddać głos, nie ryzykując wyjścia do lokalu i kontaktu z dużymi grupami ludzi, a państwo ma swoją kadencyjną ciągłość. Jeżeli ktoś dziś mówi, że to zbyt skomplikowana operacja jak na nasze państwo, to w ogóle zwińmy flagę i wróćmy do starego „Niemcy, prowadźcie”. Jeżeli Polska ma ambicje poradzić sobie w różnych sytuacjach zagrożenia, w tym militarnych, to musi sobie dać z tą sytuacją radę. Niewiele osób wie też o tym, że Poczta Polska jest strategiczną z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa spółką właśnie dlatego, że w sytuacjach zagrożenia ma jako jedyna patent na szybkie dotarcie jednocześnie do wszystkich gospodarstw w Polsce. A pandemia jest właśnie sytuacja wyjątkową. Nie ukrywam też, iż irytują mnie argumenty, że w Niemczech się dało, a w Polsce nie. Dyskredytuje się w ten sposób naszą ojczyznę i pogardza nią. Albo Polskę traktujemy poważne, albo to nie jest nasze państwo, lecz jakaś kolonia oddana jako lenno do gier dużych graczy w UE.

Czy w takim razie pomysł Jarosława Gowina zmiany konstytucji i przełożenia wyborów o dwa lata ma szanse powodzenia?

Zmiana konstytucji jest możliwa tylko z wolą opozycji, której nie ma. Ja również nie jestem, mówiąc delikatnie, zwolennikiem tego rozwiązania. Ta propozycja wprowadza jedną siedmioletnią kadencję prezydenta. Mimo że konstytucja mówi nie o jednej, tylko dwóch kadencjach, nie o siedmio-, tylko pięcioletnich, nie mówiąc już o ograniczeniu praw wyborczych prezydenta nie wiadomo na jakiej podstawie. Szukamy jednak rozwiązań, aby wyciągnąć rękę do opozycji. Skoro zależy jej, aby wybory odbyły się w sytuacji, kiedy na pewno nie będzie pandemii, to niestety nic nie wskazuje na to, że będzie to za rok. Wprost przeciwnie, wiele analiz zagranicznych ośrodków pokazuje, że za rok może być szczyt pandemii. Stąd pomysł, aby skoro mamy przekładać wybory, to na czas, kiedy jest większe prawdopodobieństwo normalizacji sytuacji. Dlatego optymalne i zgodne z prawem jest to rozwiązanie, o którym wspomniałem wcześniej. Wybory w terminie konstytucyjnym, dla bezpieczeństwa w formie korespondencyjnej.

A dlaczego rząd nie wprowadza stanu klęski żywiołowej?

Opozycja cyniczne gra na załamanie gospodarcze, niszczenie konstytucji, kadencji, państwa prawa i zwyczajów. Bo wie, że teraz będzie jej ciężko wygrać, ponieważ wybrała złego kandydata, który zalicza wpadkę za wpadką. Dodatkowo ludzie opozycji bardzo słabo radzą sobie z pandemią. Marszałek Grodzki skompromitował się, łamiąc wszystkie zasady po powrocie z Włoch. Rafał Trzaskowski złamał wszystkie zasady w komunikacji publicznej w Warszawie, narażając mieszkańców, a w kluczowym momentach był zmęczony. Jakby tego było mało, brakuje pieniędzy na bezpieczeństwo, a Platforma Obywatelska w stolicy wydaje publiczne środki na programy typu „Co lesbijka ma w słoiku”. To nie żart. Polacy widzą, gdzie jest powaga i troska o państwo, a gdzie są nieodpowiedzialne dzieciaki. Właśnie dlatego opozycja nie chce teraz wyborów, a pandemii używa jako pretekstu.

Czy jeśli nie uda się dojść do porozumienia co do terminu wyborów i spór w obozie władzy i z opozycją będzie się pogłębiał, to obóz władzy zastanowi się nad przyśpieszonymi wyborami parlamentarnymi?

Pamiętajmy, że jeśli nie będzie porozumienia z opozycją co do zmiany Konstytucji, to wybory muszą się odbyć w obecnie wyznaczonym terminie. Liczę, że wśród ludzi naszego obozu, którzy uwierzyli we wrogą narrację obozu III RP znajdzie się większość, która zrozumie, że w tak trudnej chwili trzeba odłożyć partykularne interesy i wybrać interes państwa. Co mówią specjaliści z najbardziej renomowanych ośrodków na świecie, zajmujących się epidemiologią: przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia, epidemiolodzy z Uniwersytetu Harvarda w USA i niemieckiego Instytutu Kocha, oraz brytyjscy uniwersyteccy specjaliści? Mówią, że epidemia potrwa co najmniej rok, a może nawet dwa lata, a swoje apogeum osiągnie najpewniej za kilka miesięcy. I w tym sensie lepiej jest wybory przeprowadzić korespondencyjnie 10 maja niż w apogeum pandemii.

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA