fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Prof. Jarosław Flis: Andrzej Duda nie przeszedł do drugiej tury jako faworyt

Rzeczpospolita, Piotr Guzik
Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie pięć lat było partią „nieprzysiadalną", czyli z nikim nie chciało się porozumiewać – mówi profesor Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Urzędujący prezydent Andrzej Duda wygrał pierwszą turę wyborów. Ale ponad 41 proc. głosów, wskazane w exit poll, to nie jest chyba bardzo mocna czwórka... Jaka to prognoza dla drugiej tury?

To prognoza wyrównanego pojedynku. Andrzej Duda nie przechodzi do drugiej tury jako wyraźny faworyt. Uzyskał przecież wynik niższy niż Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych jesienią ubiegłego roku. To dla niego niedobra perspektywa na dogrywkę 12 lipca.

Czytaj także:

Badanie late poll: Duda poprawia wynik, 14 proc. dla Hołowni

Ale wynik był wyższy niż ten, który uzyskał sam Andrzej Duda w pierwszej turze pięć lat temu, co zresztą bardzo mocno podkreślał w pierwszych słowach po ogłoszeniu wyników exit poll.

Miał lepszy wynik, to prawda, ale trzeba pamiętać, że wtedy te głosy, które oddano na Pawła Kukiza, to były głosy tych, którzy uważali, że PiS nie zasłużył na zwycięstwo, a Platforma Obywatelska jest skazana na porażkę. To były głosy domagające się wyraźnej zmiany. W drugiej turze podzieliły się pół na pół między Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudę. Doszli też jednak nowi wyborcy, bo frekwencja w pierwszej turze była bardzo niska – niewiele ponad 48 procent wyborców poszło do urn. I ci nowi chętniej głosowali na Dudę. Tym razem inni kandydaci, ci, którzy zebrali pozostałe procenty, są wyraźnie przeciwko Andrzejowi Dudzie. Tym razem to nie on i koledzy walczą z urzędującym prezydentem, tylko Trzaskowski plus koledzy walczą z urzędującym prezydentem, którym jest Andrzej Duda. To jest inna zmiana.

A czy PiS może prezydentowi jakoś pomóc w drugiej turze?

Trzeba powiedzieć, że przez ostatnie pięć lat PiS było, jak w wierszu Marcina Świetlickiego, bardzo „nieprzysiadalną" partią. Czyli taką, która nikogo przy swoim stoliku nie chciała widzieć. Z nikim nie chciało się porozumiewać. I dlatego jest im teraz psychicznie pewnie bardzo ciężko otworzyć się na innych i zabiegać o ich głosy. Przywykli do tego, że są samowystarczalni. Było to widać na przykładzie wyborów do Senatu, gdzie elektorat PiS okazał się wierny, ale notował zbyt małe zwyżki, by wygrać. To raczej wyborcy nie z PiS-u jednoczyli się przeciwko PiS.

Czy to znaczy, że teraz, w ciągu tych dwóch tygodni, prezydent może cierpieć na syndrom krótkiej kołdry? Czyli że jak zwróci się do wyborców Konfederacji, to straci tych z centrum, a jak pójdzie do centrum, to straci poparcie np. narodowców?

To nie jest aż takie proste. Tu raczej chodzi o mobilizację tych wyborców, którzy już są. Na co prezydent może więc liczyć? Pewnie na błąd drugiej strony. Ale to nie jest oczywiste. Liczenie na to, że druga strona zrobi coś głupiego, coś nie tak, to jest słaby argument dla przyszłego zwycięstwa.

A co może zrobić Rafał Trzaskowski, żeby wygrać? Na jakich wyborców powinien liczyć? Gdzie łowić głosy elektoratu?

Przede wszystkim trzeba zadać pytanie, czy Rafał Trzaskowski przedstawi odpowiednią ofertę adresowaną do wyborców, których chce przekonać.

Czyli których?

Przede wszystkim Szymona Hołowni, poza tym Władysława Kosiniaka-Kamysza, a w trochę mniejszym stopniu Roberta Biedronia. Przecież zsumowany wynik kandydata KO i Hołowni jest lepszy niż uzyskany przez Andrzeja Dudę! Jest, skąd czerpać. Pytanie więc o to, czy Rafał Trzaskowski jest w stanie przejąć wyborców Szymona Hołowni, jest kluczowe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA