fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Syria: Asad szykuje się na Idlib

Baszar Asad w czasie poniedziałkowego spotkania dotyczącego zwalczania terroryzmu. Jak wynika z analiz dokumentów rządowych znalezionych przez opozycję, w czasie wojny w więzieniach reżimu zakatowanych zostało na śmierć co najmniej 14 tys. osób. Pozostaje w nich wciąż 128 tys. osób. Los tysięcy jest nieznany.
AFP
Użycie broni chemicznej nie wpłynęło na losy wojny, potwierdziło jednak zbrodnicze zamiary dyktatora w przededniu ostatniego aktu dramatu.

Po ośmiu latach bratobójczych walk sytuacja w Syrii jest już właściwie jasna. Wygrał prezydent Baszar Asad. Do pełnego triumfu brakuje mu jeszcze zdobycia ostatniego bastionu rebeliantów oraz zbrojnej opozycji, jakim jest Idlib, stolica prowincji o tej samej nazwie.

W niedzielę (19 maja) miało dojść w tym regionie do ataku chemicznego. Test to obszar opanowany przez dżihadystów ze związanej z  Al-Kaidą Organizacji Wyzwolenia Lewantu (HTS) skonfliktowanej z działającym tam także Narodowym Frontem Wyzwolenia skupiającym liczne grupy zbrojnej opozycji antyasadowskiej.

Morderczy chlor

Skutki użycia bomb z chlorem są obecnie przedmiotem szczegółowych badań. Przedstawiciel Departamentu Stanu zapowiedział jednak, że jeżeli się potwierdzi, iż broni chemicznej użyły wojska prezydenta Asada, nastąpi nieuchronnie „odpowiednia odpowiedź" USA i ich sojuszników. Dwa lata temu lotnictwo USA i Wielkiej Brytanii zbombardowało syryjskie instalacje chemiczne w odwecie za zagazowanie kilkudziesięciu osób w pobliżu Damaszku.

Ani wtedy, ani obecnie żadne bombardowania sił sojuszniczych nie osłabiły zdolności bojowych armii Asada. Prezydent nie przestraszył się też prezydenta Obamy, który groził przed laty konsekwencjami militarnymi w razie przekroczenia przez reżim w Damaszku czerwonej linii, czyli użycia broni chemicznej. Była od tego czasu używana wiele razy.

W prowincji Idlib trwają przygotowania do ostatniej bitwy w wojnie syryjskiej. Po jednej stronie są wojska Asada wspierane przez rosyjskie lotnictwo oraz ekspertów. Po drugiej – oddziały liczące kilka tysięcy dżihadystów z HTS, organizacji uznawanej za terrorystyczną przez Departament Stanu USA. Są też oddziały zbrojnej opozycji oraz zaprzyjaźnionej z USA kurdyjskiej samoobrony YPG. Te siły nie mają jednak zamiaru walczyć po stronie dżihadystów.

W prowincji zamieszkanej przez 2 mln mieszkańców znajduje się dodatkowo ponad milion uchodźców z wielu regionów Syrii. Wielu z nich tłoczy się na niedalekiej granicy z Turcją, spodziewając się lada dzień wybuchu walk na wielką skalę.

Co zrobi Ankara?

Reżim w Damaszku pragnie uzyskać kontrolę nad ważną linią komunikacyjną z Aleppo do Hamy oraz portu Latakii. Rozwojowi sytuacji przygląda się z uwagą Ankara. Zgodnie z turecko-rosyjskim porozumieniem z września 2018 r. cała prowincja powinna zostać objęta zawieszeniem broni. Turcja liczyła na to, iż uda się doprowadzić do neutralizacji HTS.

Sytuacja uległa zmianie w chwili, gdy Donald Trump zapowiedział wycofanie amerykańskich żołnierzy z rejonów Syrii przy granicy z Turcją. Współpracowali tam blisko z kurdyjskimi siłami samoobrony YPG, które Turcja uznaje za organizację terrorystyczną i filię zwalczanej zbrojnie Partii Pracujących Kurdystanu. Wycofanie Amerykanów umożliwiłoby tureckiej armii rozprawienie się zbrojnie z YPG na terenie Syrii.

Dlatego Ankara nie ma nic przeciwko przygotowywanej ofensywie armii Asada na Idlib, traktując ją jako przygotowanie do własnych działań. Nie brak opinii, że prezydent Erdogan zdecyduje się na zaatakowanie YPG w Syrii, licząc na korzyści polityczne w kraju. Miałyby się zmaterializować w wyniku powtórnych wyborów burmistrza Stambułu 23 czerwca. Poprzednie zostały unieważnione, gdyż wygrał kandydat opozycji.

– Są to daleko idące spekulacje oparte na nieprawdziwych przesłankach. Partia rządowa ma w Stambule trudną sytuację i nawet zwycięska ofensywa w Syrii nie zmieni nastawienia wyborców w Stambule – tłumaczy „Rzeczpospolitej" prof. Ilter Turan z Uniwersytetu Bilgi w Stambule.

W Ankarze działa także wysłannik Waszyngtonu, którego zadaniem jest doprowadzenie do porozumienia pomiędzy Kurdami z YPG i tureckim rządem, aby zapobiec nowej wojnie w Syrii. Chodzi o utworzenie na północy Syrii wzdłuż granicy z Turcją strefy buforowej o szerokości 30 km. Miałyby się z niej wycofać oddziały YPG.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA