fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Rosyjscy najemnicy w Syrii: Patriotyzm za miliony Asada

AFP
Wydłubują jeńcom oczy i odcinają uszy. Rosyjscy najemnicy o tym, co można przeżyć i ile zarobić na wojnie w Syrii.

O tym, że Kreml utworzył oddział najemników, rosyjskie media donosiły już jakiś czas temu. Ustaliły, że na czele najemników stoi Dmitrij Utkin – zawodowy wojskowy i były funkcjonariusz wywiadu wojskowego (GRU) – znany pod pseudonimem Wagner. Nie jest tajemnicą również to, że baza oddziału Utkina mieści się w miejscowości Molkin koło Krasnodaru, gdzie od lat stacjonuje 10. brygada GRU.

Trzech najemników z kadry dowódczej oddziału Wagnera, zastrzegając anonimowość, zgodziło się na rozmowę z rosyjską redakcją Radia Swoboda. Są byłymi oficerami jeszcze Armii Radzieckiej. Pierwszym zadaniem rosyjskich najemników – wtedy jeszcze niezależnych od Kremla – było ochranianie w Syrii infrastruktury związanej z wydobyciem ropy naftowej. Gdy zaczęła się wojna domowa, walczyli po stronie Asada, ale do końca 2013 roku większość z nich zginęła, a reszta wróciła do Rosji. W ojczyźnie trafili w ręce Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Na początku 2014 roku, gdy Rosja zaanektowała Krym i zaczęła się wojna na wschodzie Ukrainy, Kreml wpadł na pomysł, by wykorzystać najemników w Donbasie. – Niektórych wsadzili do więzienia, a niektórzy dostali propozycję nie do odrzucenia – mówi jeden z rozmówców Radia Swoboda. To wtedy Utkin za pieniądze Kremla zaczął tworzyć oddział najemników, do którego przyjmowano byłych wojskowych. Gdy w 2015 roku walki w Donbasie ustały, wysłano ich do Syrii.

Rozmówcy stacji twierdzą, że oddział Utkina liczy około 2 tysięcy najemników (według innych źródeł – nawet dwa razy więcej), ale w sumie dla syryjskiego dyktatora pracuje nawet 8 tys. najemników i doradców wojskowych z Rosji. Jednak według oficerów Utkina w operacjach wojskowych uczestniczą tylko najemnicy. Działania konsultują z lokalnym centrum operacyjnym rosyjskich sił zbrojnych oraz z syryjską armią. Ich głównym zadaniem jest zajęcie i utrzymanie pozycji, które wcześniej „oczyści lotnictwo i artyleria".

Rosyjscy najemnicy podkreślają, że żołnierze syryjskiej armii walczą bardzo słabo i boją się przeciwników. – Stu syryjskich żołnierzy będzie walczyć dopiero wtedy, gdy dołączy do nich dwóch Rosjan – mówi cytowany przez stację jeden z dowódców oddziału Wagnera. Według niego w syryjskiej wojnie jeńców nikt nie bierze. – Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że trafienie do niewoli oznacza śmierć i tortury. Można coś komuś odciąć albo przestrzelić. A można wydłubać oczy łyżeczkami do herbaty. Mam specjalistów, którzy to robią – przyznaje. Ze szczegółami opowiada o odcinaniu uszu rannym przeciwnikom. – Jeżeli te zwierzaki mordowały moich chłopaków, to ja mam ich oszczędzać? Tam taka wojna – mówi.

Działalność najemników jest hojnie wynagradzana przez Asada. Po trzymiesięcznej wyprawie do Syrii szeregowy może dostać nawet 1 mln rubli (równowartość 60 tys. złotych). Rozliczani są gotówką po powrocie do Rosji. Rodziny tych, którym nie udaje się wrócić, dostają 3 mln rubli odszkodowania (około 180 tys. złotych). Według nich pieniądze z Damaszku trafiają do Moskwy poprzez firmę rosyjskiego biznesmena Jewgienija Prigożina, blisko związanego z prezydentem Putinem.

Najemnicy narzekają, że są traktowani jak „mięso armatnie". Twierdzą jednak, że nie są tam dla pieniędzy, tylko z „pobudek patriotycznych".

– Szeregowy od Wagnera zarabia tyle, co kapitan regularnej rosyjskiej armii – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksandr Golc, moskiewski analityk wojskowy. – Ale tu chodzi nie tylko o pieniądze. Choć najemnicy uczestniczą w tajnych operacjach, Kreml nie ponosi za nich odpowiedzialności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA