fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Rosja zadecyduje o przyszłości Syrii

Kruchy rozejm w ruinach Aleppo.
AFP
Jest szansa na początek negocjacji w sprawie zakończenia wojny domowej. Ale na warunkach Putina.

W poniedziałek i wtorek w Astanie dojść może do wstępnych ustaleń wieszczących początek końca morderczej wojny domowej w Syrii. Na kompleksowe rozwiązanie jeszcze za wcześnie.

Przy stole rokowań zasiądą przedstawiciele reżimu prezydenta Baszara Asada, Rosji, Iranu, Turcji. USA reprezentować będzie ambasador w Kazachstanie gdyż Departament Stanu nie przyjął zaproszenia szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa. Nie będzie nikogo z Arabii Saudyjskiej czy Kataru wspierających mocno zbrojną opozycję w Syrii. Dlatego oczekiwane ustalenia z Astany będą zaledwie małym krokiem w kierunku możliwego porozumienia w przyszłości.

Dotychczasowe rozmowy pod auspicjami ONZ załamały się jesienią ubiegłego roku. W atmosferze kampanii wyborczej w USA Moskwa otrzymała wolną rękę w Syrii i żadne rozmowy nie były jej na rękę do czasu zbrodniczych ataków na wschodnie Aleppo, będące jednym z ostatnich bastionów zbrojnej opozycji wobec reżimu prezydenta Asada.

Zwycięzców jest kilku

Sama sytuacja militarna w Syrii mówi więcej niż skład poszczególnych delegacji w Astanie. Zwyciężył prezydent Asad, przeciwko któremu powstanie rozpoczęło się niemal dokładnie sześć lat temu na fali arabskiej wiosny. Sukces odniosły Moskwa i Teheran. Turcja stara się dołączyć do grona zwycięzców, chociaż początkowo prezydent Erdogan (wtedy jeszcze jako premier) dążył do obalenia Asada.

Ale wojna przenosi się coraz częściej na obszar Turcji. Umocniły się kurdyjskie siły (YPG) po syryjskiej stronie granicy z Turcją, co utrudnia Ankarze zbrojną rozprawę z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK ).

To jednak porażka opozycji w Aleppo w grudniu ubiegłego roku przypieczętowała los zbrojnej opozycji złożonej z kilku ważniejszych i kilkudziesięciu innych ugrupowań, w tym złożonej ze związanych z Al-Kaidą islamistów z organizacji Dżabhat an-Nusra nazywającej się obecnie Dżabhat Fath asz-Szam. Ale niektórzy przedstawiciele umiarkowanej opozycji pojawią się także w Astanie, usiłując coś ugrać.

Od kilku tygodni panuje spokój w zasadzie na wszystkich frontach. Bilans syryjskiej wojny jest przerażający: pół miliona zabitych i połowa z 22 mln ludności Syrii na wygnaniu, z dala od swoich domów i mieszkań. Zniszczenia materialne idą w setki miliardów dolarów. Żaden reżim nie byłby w stanie samodzielnie przetrwać tak wyniszczającej wojny.

Trump czeka

Prezydent Asad nie miał z tym większych problemów. Przy pomocy Rosji i Iranu utrzymywał nie tylko swą armię w stanie mniejszej lub większej gotowości do walki ze zbrojną opozycją, którą wspierały oddziały irańskich bojówek szyickich czy libańskiego Hezbollahu. Mimo to w 2015 roku był o krok od utraty Damaszku. Wtedy do akcji wkroczyła Moskwa, rosyjskie lotnictwo, liczne grono wojskowych ekspertów, nowoczesne pociski manewrujące, a nawet, ostatnio, jedyny rosyjski lotniskowiec. Dozbrajana przez USA, Arabię Saudyjską i ich sojuszników zbrojna opozycja, nierzadko skłócona, nie dysponowała nawet częścią takiej siły uderzeniowej jak ich szyiccy wrogowie, wspierani przez Rosję. Wojna domowa w Syrii prócz wielu przyczyn jest także emanacją odwiecznego konfliktu szyicko sunnickiego w świecie muzułmańskim, zwłaszcza arabskim.

Przy tym prezydent Obama nie wykazał zdecydowania we wsparciu umiarkowanej opozycji w Syrii, wycofując się stopniowo z wcześniejszych obietnic. Dzisiaj to już bez znaczenia.

Donald Trump zapowiadał, że skoncentruje się w Syrii na walce z tzw. Państwem Islamskim. Dżihadyści władają już mniej niż jedną piątą terytorium Syrii. Jedna czwarta jest we władaniu sił Asada zamieszkana przez niemal dwie trzecie mieszkańców. W zwalczaniu islamskich terrorystów Trump liczy na współpracę z Rosją, rozdającą obecnie karty w Syrii. Ale bez udziału USA nie sposób sobie wyobrazić ogromnego wysiłku odbudowy kraju. – W chwili, gdy rządy Asada zostały przywrócone, Moskwa może być bardziej skłonna do rozmów na temat przyszłości Syrii – analizuje brytyjski „The Guardian".

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.jendroszczyk@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA