fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Syria: Tułaczka raz jeszcze. Trwa atak na Idlib

Bombardowanie miejscowości Maaret al-Numan przez wojska Baszara Asada
AFP
Od dwóch tygodni trwa atak na prowincję Idlib, ostatni bastion opozycji. Uciekło z niej ćwierć miliona osób.

– Jestem przerażony rozmiarami tragedii. Klnę się na Boga: ludzie śpią wprost pod drzewami, mimo że nocami wszystko zamarza – powiedział amerykańskim dziennikarzom w ósmym roku wojny w Syrii miejscowy lekarz Shaker al-Humeido.

Ucieczka ludności zaczęła się nie później niż 12 grudnia, mimo że syryjska armia rządowa formalnie poinformowała dopiero tydzień później o rozpoczęciu ataku. Jednak przed wyruszeniem piechoty rejon był ostrzeliwany z artylerii i bombardowany zarówno przez Syryjczyków, jak i wspierających ich Rosjan.

Deszcz pomaga

W atakowanej prowincji znajduje się około trzech milionów ludzi. Ponad 40 proc. z nich już co najmniej raz uciekała przed rządowymi oddziałami, pochodzą bowiem z prowincji i enklaw, które zajęły one wcześniej. Właśnie Ildib był miejscem, do którego wywożono stamtąd cywilów.

Teraz mieszkańcy uciekają głównie na północ, ale też do prowincji Aleppo już opanowanej przez wojska Baszara Asada. Jednakże w Idlibie od października zdrożała benzyna, wielu nie stać na jej kupno. Ponadto większość dróg jest bombardowana. Mimo to miejscowości leżące na południe od miasta na trasie armii rządowej praktycznie opustoszały.

Sama piechota Asada utknęła jednak w poniedziałek z powodu ulewnych deszczy. Dowództwo syryjskiej armii poinformowało o przerwaniu „operacji ofensywnych ze względu na warunki pogodowe”. Cały czas jednak strzelają rządowe „katiusze” i ciężka artyleria – broń niezbyt celna, za to niszcząca wszystko na znacznym obszarze.

Być może jednak żołnierzy powstrzymał nie deszcz tylko tweet. W drugim dniu świąt prezydent Donald Trump bowiem – niewiele dotychczas interesujący się Syrią – napisał na swoim koncie na Twitterze: „Rosja, Syria i Iran zabijają albo szykują się do zabicia tysięcy niewinnych mieszkańców (Idlibu – red.). Nie czyńcie tego!”

– Zachowanie terrorystycznej enklawy w Idlibie jest głównych celem naszych kolegów – mówił wcześniej rosyjski przedstawiciel w ONZ Wasilij Niebenzia. Rosja wielokrotnie oskarżała Zachód o wspieranie islamistów w Syrii. Sama zaś była oskarżana o dokonywanie zbrodni wojennych w tym rejonie, m.in. celowe bombardowanie szpitali.

Zastępca sekretarza generalnego ONZ Marc Lowcock przypominał jesienią, że przedstawiciele Organizacji przekazują właśnie Moskwie dane o tym, gdzie się znajdują miejscowe szpitale. – Co wy robicie z tymi informacjami? – dopytywał się. W końcu ONZ wszczęła śledztwo w sprawie zniszczenia przez rosyjskie lotnictwo sześciu takich placówek, ale pod naciskiem Rosji z listy zniszczonych zaczęły tajemniczo znikać kolejne szpitale.

– Dopóki Rosja popiera władze Syrii, niewiele można zrobić – stwierdził jeden z zachodnich dyplomatów w ONZ. Jak się wydaje, Moskwa obecnie nie cofnie się przed niczym, by przywrócić władzę Asada w prowincji Idlib. Tak jak zrobiła to w czasie oblężenia Aleppo pod koniec 2016 roku, gdy – przerywając miesiące walk rozejmami – w końcu doprowadziła do zdobycia ruin miasta.

Turcja chce rozejmu

Jednak w Syrii Kreml ma do czynienia nie tylko z Zachodem, ale i z Turcją, która w prowincji Idlib rozmieściła 12 swoich posterunków wojskowych, mających nadzorować rozejm wynegocjowany przez nią i Rosję. Obecnie jeden z nich został osaczony przez oddziały syryjskie. – Nie wycofamy się stamtąd – zapowiedział turecki minister obrony Hulusi Aktar, który pod koniec ubiegłego tygodnia wizytował oddziały w rejonach graniczących z Syrią.

Turcja przyjęła już około czterech milionów uchodźców z Syrii. W miasteczkach namiotowych na pograniczu mieszka około 300 tys. uciekinierów i nie chcą one już przyjmować kolejnych. Ankara boi się jednak kolejnej fali imigrantów, dlatego coraz natarczywiej domaga się od Moskwy, by ta zaczęła wypełniać wynegocjowany rozejm i przerwała atak na Idlib.

By być lepiej słyszanym w Moskwie, prezydent Reecep Erdogan rozkazał wysłać wojska do Libii, na pomoc rządowi uznawanemu przez ONZ, a zwalczanemu przez oddziały Chalifa Haftara – popierane przez Moskwę. Ankara przyznała, że wie, iż po stronie Haftara walczą rosyjscy najemnicy, ale nic sobie z tego nie robi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA