fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Oddzielić państwowe od prywaty - nadużycia ws. lotów polityków komentuje Wojciech Tumidalski

Fotorzepa/Robert Gardziński
Zamiast zmieniać przepisy o zasadach lotów najważniejszych osób w państwie, wystarczy przestać nadużywać tych obecnych.

Gdy po przełomie z 1989 r. zaczęto w Polsce myśleć o zmianie konstytucji – a obowiązywała przecież ta uchwalona 22 lipca 1952 r. – ktoś przytomnie zauważył: po co zaraz wszystko zmieniać? Przecież tamta jest całkiem dobra, a na dodatek mało używana. Z zasadami lotów najważniejszych osób w państwie jest podobnie.

Czy gdyby rygorystycznie przestrzegano instrukcji MON, wydanej przecież zupełnie niedawno, bo w 2018 roku, i to przez ministra Mariusza Błaszczaka, rozmawialibyśmy dziś o ewidentnych nadużyciach, z których tłumaczy się teraz eksmarszałek Kuchciński? Jego zapewnienia, że nie złamał prawa, wspierane zresztą przez kierownictwo PiS, brzmią jak zaklinanie rzeczywistości. Żeby zaklęcie działało mocniej, poznajemy dodatkowo wykazy lotów byłych premierów Donalda Tuska czy Ewy Kopacz. Nic nam one nie wyjaśniają, może poza jednym: że jednak można mieć porządek w dokumentacji i przedstawić zestawienie oficjalnych lotów z czasów minionych... Bo całości zestawienia tych najświeższych, o które media wciąż dopytują – jak nie było, tak nie ma.

Wkrótce poznamy nową wersję instrukcji HEAD. Z tego, co słychać, ma być jeszcze bardziej rygorystyczna niż poprzednia i ma wprost zabraniać podróży małżonków najważniejszych osób w państwie. Całe szczęście, że w Kancelarii Premiera przypomniano sobie, że przynajmniej niektóre oficjalne wizyty składane przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wiążą się z obowiązkową obecnością jego małżonki. Choć może dopiero artykuł w „Rzeczpospolitej" uprzytomnił ten fakt przygotowującym nowy dokument...

Problem leży przecież zupełnie gdzie indziej: prezydent, premier, a i marszałkowie obu izb parlamentu mają pełne prawo korzystać z rządowej lub wojskowej floty powietrznej – ale wtedy, gdy jest to naprawdę potrzebne do wykonywania obowiązków państwowych. Patologią jest natomiast używanie lotnictwa – a i limuzyn z ochroną – do partyjnych czy wręcz prywatnych spraw, a także korzystanie z systemu transportu państwowego jak z taksówki, którą bez wyraźnej potrzeby zamawia się w ostatniej chwili i jeszcze zabiera się do niej kolegów, a potem się opowiada, że przecież to nie podniosło kosztów. Tak nie można. W lotach HEAD nie chodzi o to, by było taniej, ale ma być bezpiecznie. I w imię odpowiedzialności za dobro wspólne – a budżet państwa też nim jest – nie można tych uprawnień nadużywać. Szczególnie gdy będąc posłem, nie mówiąc już o funkcji marszałka izby, ma się zagwarantowany darmowy bilet na połączenia kolejowe i lotnicze. I na dodatek pobiera się tzw. kilometrówkę!

Kiedy ma się usta pełne deklaracji o stałym kontakcie ze społeczeństwem, to wypadałoby może być od czasu do czasu widzianym bez świty asystentów i ochrony w zwykłym rejsowym samolocie albo pociągu. Z jego okien dobrze widać, jak wyglądają gospodarstwa domowe, jakimi samochodami i po jakich drogach jeżdżą Polacy, i co dobrego można by dla nich zrobić. Dotąd rządzący PiS dobrze rozpoznawał ich potrzeby. Chowanie się za kordonem strażników robi złe wrażenie. A kłamanie, gdy sprawa się już wydała, jest całkowicie dyskwalifikujące.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA