fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Eksperci „Rzeczpospolitej" o lotach ważnych osób w państwie

Fotorzepa / Jerzy Dudek
Nie szczegółowa regulacja, ale kontrola lotów może zapobiec nadużyciom – wskazują eksperci „Rzeczpospolitej".

Nasi rozmówcy są zgodni, że pewne zmiany w przepisach o zasadach korzystania przez najważniejsze osoby w państwie z lotów specjalnych są jednak wskazane.

Oto nasze propozycje

– Ograniczyć loty HEAD do prezydenta i premiera i misji ściśle państwowych, ale zostawić prawo doboru osób na pokład, jeśli służą tej misji.

– Zapewnić kontrolę korzystania z tych lotów, ale następczą, np. przez NIK w rocznych raportach.

– Nie publikować nazwisk osób towarzyszących ViP-owi.

– Nie powinno być mowy o zabieraniu kogoś (choćby bardzo ważnego czy zasłużonego) tylko dlatego, że w samolocie jest wolne miejsce.

Do 16 sierpnia rząd ma przygotować projekt ustawy o organizacji lotów najważniejszych osób w państwie. To efekt głośnej sprawy lotów marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk zapowiedział, że członkowie rodzin VIP-ów nie będą mogli przebywać na pokładzie rządowych samolotów, jeśli nie wchodzą w skład oficjalnej delegacji. Tylko dla prezydenta i pierwszej damy przewidziano wyjątek.

Instrukcja HEAD rzeczywiście nie precyzuje, czy żona lub dzieci VIP-a mogą korzystać z jego lotów o najwyższym standardzie i kosztach, choć czasem ich obecność jest oczywista, zwłaszcza małżonki. Nie jest już tak oczywiste zabieranie na pokład samolotu dzieci, zwłaszcza na trasie ze stolicy do Rzeszowa czy innej rodzinnej miejscowości niejako przy okazji lotu.

Pytaliśmy osoby interesujące się sprawą, czy i w jakim zakresie należy te kwestie doregulować.

– Nie ma takiej instrukcji czy ustawy, która regulowałaby wszystkie przypadki. Trzeba raczej pracować nad świadomością polityków korzystających z procedury HEAD, bo przecież pilot raczej nie odmówi prezydentowi zabrania wskazanej przez niego osoby – mówi „Rzeczpospolitej" generał brygady rezerwy pilot Tomasz Drewniak, współautor „Instrukcji organizacji lotów z najważniejszymi osobami w państwie w Siłach Zbrojnych RP", dziś ekspert Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.

– Obecna instrukcja pozwala osobie korzystającej z lotu HEAD na zabranie np. dziennikarzy, tylko trzeba dochować procedur, zgłosić takie osoby wcześniej na liście pasażerów. Najważniejszy w tych sprawach jest rozsądek użytkowników.

Podobnie uważa Jacek Sadowy, były prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Wystarczyć powinno uczciwe zachowanie korzystających z lotów.

Życie pokazuje jednak, że zastrzeżenia budzą loty nie tylko polityków tej kadencji, i kluczowa staje się kwestia ich kontroli.

Koordynacja i kontrola

– Na pewno nie można publikować informacji o locie przed jego wykonaniem, może np. dopiero na koniec roku. Loty mają status HEAD w celu zapewnienia bezpieczeństwa, a nie np. szybkości, gdyż inny samolot leci z tą samą szybkością – wskazuje gen. Drewniak. – Konieczne jest natomiast ustanowienie komórki koordynującej te loty, jak to było kiedyś, bo może np. zgłosić się dwóch chętnych na jeden samolot.

– Nie każdy musi wiedzieć, gdzie i z kim leci premier czy prezydent – ocenia Jacek Sadowy. – Tak daleko posunięta jawność może być wykorzystana nie tylko przez obce służby, ale też zagrażać interesom państwa, gdy negocjowany jest np. kontrakt na zakup broni czy paliwa. Jakaś kontrola korzystania z lotów powinna jednak być, np. przez NIK, która każdego roku kontroluje działalność administracji i można ją zobowiązać do składania raportów o lotach.

Genowefa Grabowska profesor prawa międzynarodowego, była parlamentarzystka

Ostatnio wyczytałam, że premier Kanady podróżuje nie tylko z żoną i trójką dzieci, ale zabiera też trzy niańki. Różnie te kwestie są więc uregulowane. U nas zabrakło dobrych obyczajów. KIasa polityczna nie wykazała chwalebnej powściągliwości, żeby nie nadużywać tych lotów. Wstrząs z lotami marszałka pewnie ograniczy korzystanie z lotów HEAD. Regulacja ustawowa jest już jednak nieunikniona, choć moim zdaniem wystarczyłoby jedno wyraźne zdanie, że lot osób towarzyszących VIP-owi, które może sobie dobrać, powinien mieć bezpośredni związek z wykonywanym zadaniem. Po drugie już od katastrofy smoleńskiej jest wiadomo, że potrzebny jest koordynator tych lotów i regularna kontrola, ale niekoniecznie publikowanie listy pasażerów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA