28 lutego świat miał oczy utkwione w ekrany telewizorów, komputerów, smartfonów. Amerykanie i Izraelczycy rozpoczęli naloty na Iran, padła wiadomość o śmierci Alego Chameneiego, irańskiego Najwyższego Przywódcy. Upadek reżimu ajatollahów wydawał się już tylko kwestią godzin. Trump, który kilka tygodni wcześniej zdołał porwać z centrum Caracas prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, zdawał się wchodzić w apogeum swojej władzy. Nic więc dziwnego, że mało kto zwrócił uwagę, iż tego samego dnia premier Kanady przyleciał do New Delhi. To miał być początek jego kampanii na rzecz budowy „aliansu średnich potęg” w obronie przynajmniej w miarę przewidywalnego porządku międzynarodowego. W tamtych dniach Kanadyjczyk odwiedził jeszcze Japonię i Australię.