fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Pustoszejące peryferie Unii Europejskiej

AFP
Przystąpienie do Wspólnoty przyspieszyło wyludnienie Rumunii. To dramat, który przeżywa też Bułgaria, Chorwacja i kraje bałtyckie.

Dla Rumunki Monici Lupu nazwa kraju, który będzie jej nową ojczyzną, nie ma aż takiego znaczenia. Byle wyjechać z Bukaresztu na Zachód.

– Wszystkim rządzą tu układy, postkomuniści wszystko kontrolują, nie ma perspektyw – mówi „Rz" czterdziestoletnia informatyczka.

Na pierwszy rzut oka najnowsze dane Eurostatu nie potwierdzają takiego pesymizmu. W II kw. tego roku rumuńska gospodarka rozwijała się w tempie 4,6 proc. w skali roku. To szybciej niż Polska (4,1 proc.), choć z wyraźnie niższego poziomu.

Ale przy podejmowaniu życiowych decyzji od statystyk większe znaczenie ma subiektywne odczucie perspektyw kraju. A to zdecydowanie nie napawa optymizmem. Z opublikowanego parę tygodni temu raportu OECD wynika, że prawie co szósty Rumun (17 proc.) podziela plany Lupu i deklaruje chęć wyjazdu. To nie są tylko teoretyczne rozważania: zdaniem paryskiej organizacji emigrację wybrało już 3,6 mln mieszkańców kraju (minister ds. diaspory Natalia-Elena Intotero mówi nawet o 5,6 mln). Przy katastrofalnym wskaźniku płodności (tylko w ub.r. liczba zgonów przewyższała liczbę urodzeń o 75 tys.) musi to prowadzić do wyludnienia kraju.

Rzeczywiście, o ile jeszcze w roku 2000 w Rumunii mieszkało 22,4 mln osób, o tyle dziś jest ich tylko 19,5 mln. To tak, jakby Polska straciła w ciągu ostatnich 20 lat 6 mln obywateli!

Ale nasz kraj takiego dramatu nie przeżywa. Oceniając ludność Polski, Eurostat co prawda nie bierze pod uwagę ok. 2 mln mieszkających tu Ukraińców. A mimo to zdaniem luksemburskiego instytutu liczba Polaków pozostaje stabilna i wynosi od lat ok. 38 mln (1 stycznia 2019 r. było to 37,932 mln). Co prawda w pierwszych latach po przystąpieniu kraju do Unii blisko milion Polaków wyjechało do Wielkiej Brytanii, ale ta fala już kilkanaście lat temu zasadniczo opadła i dziś więcej rodaków z Wysp wraca, niż się na nich osiedla. Zdecydowało o tym blisko 30 lat nieprzerwanego wzrostu gospodarczego z jednej strony i dotkliwy kryzys finansowy w zachodniej Europie, a teraz narastające skutki brexitu.

W Rumunii wzrost gospodarczy był zaś skokowy, poprzedzielany fazami dotkliwych kryzysów. Kraj w 2007 r. przyjęto do Unii głównie z powodów politycznych, by powstrzymać wojny na Bałkanach i wzmocnić siłę państw, które Paryż uważał za frankofońskie. Ale gospodarka nie była do tego gotowa.

Zdaniem OECD 90 proc. Rumunów wyjeżdżających na Zachód nie jest w stanie znaleźć pracy, która odpowiadałaby ich kwalifikacjom. Połowa osób z wyższym wykształceniem przyjmuje proste, fizyczne zajęcia. Chodzi o zatrudnienie w tych sektorach gospodarki, które nie mogą być przeniesione za granicę, a gdzie liczy się niski koszt robocizny: budownictwo, rolnictwo, opieka na starszymi osobami, służba zdrowia, turystyka.

Mimo to tylko w ub.r. do samych Niemiec wyjechało 60 tys. Rumunów. Jeszcze więcej niż w Republice Federalnej (0,7 mln) żyje Rumunów we Włoszech (1 mln), a tylko nieco mniej (0,5 mln) w Hiszpanii.

Zdaniem Eurostatu w ub.r. liczba ludności w Rumunii skurczyła się o 0,66 proc. To jeden z najwyższych wskaźników depopulacji na świecie. A mimo to kraj wcale nie jest pod tym względem w najgorszej sytuacji w Unii. Jeszcze szybciej zmniejsza się ludność Łotwy (0,75 proc.), Chorwacji (0,71 proc.), Bułgarii (0,71 proc.), a tylko nieco wolniej Litwy (0,53 proc.).

Wszystkie te kraje łączy jedno: są położone na obrzeżach Unii, z dala od głównych ośrodków gospodarczych, takich jak Berlin czy Paryż. Fundusze strukturalne i udział w jednolitym rynku nie zdołały najwyraźniej zrekompensować tej słabości.

– Za pięć lat ludność Litwy spadnie do 2,5 mln. I będzie to ludność coraz starsza – uważa Boguslavas Gruzevskis, dyrektor Instytutu Badania Rynku Pracy LDTI w Wilnie. W chwili upadku komunizmu w kraju mieszkało 3,7 mln wobec 2,7 mln dziś. To proporcjonalnie tak, jakby Polska straciła 10 mln obywateli.

W sąsiedniej Łotwie ten spadek w minionych 30 latach jest porównywalny (z 2,7 do 1,9 mln). I tym bardziej niepokojący, że z tej liczby tylko 1,2 mln stanowią rodzimi Łotysze.

Bułgaria w tych dniach notuje nie mniej niepokojącą porażkę: liczba ludności kraju spadła poniżej symbolicznego progu 7 mln. W 1989 r. było ich jeszcze ponad 9 mln.

Wśród Bułgarów pojawiają się więc wątpliwości co do korzyści z integracji. Jak wynika z najnowszego Eurobarometru, Unii ufa 55 proc. z nich (52 proc. Rumunów). Na Litwie ten wskaźnik wynosi jednak 72 proc. To rekord w zjednoczonej Europie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA