fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Kordon sanitarny wokół Beaty Szydło

Beata Szydło w Parlamencie Europejskim 3 lipca
PAP
W głosowaniach na mniej prestiżowe stanowiska kandydaci Prawa i Sprawiedliwości uzyskali poparcie.

Europejska lewica zapowiedziała blokowanie kandydatów PiS na stanowiska szefów i wiceszefów komisji w Parlamencie Europejskim, ale w praktyce w głosowaniach w środę ucierpiała tylko była polska premier. Beata Szydło dostała 21 głosów, 27 osób było przeciw, 2 wstrzymały się od głosu. Głosowanie było tajne, ale arytmetyka jest prosta.

Za Szydło głosowała prawica, a więc przedstawiciele jej własnej grupy politycznej, czyli Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, oraz Europejskiej Partii Ludowej (do której należą PO i PSL) i grupy Tożsamość i Demokracja (której trzon tworzą włoska Liga Północna i francuskie Zjednoczenie Narodowe).

Komentarz Jerzego Haszczyńskiego: Szydło i 3 x E, czyli emocje europejskich elektorów

Przeciw była natomiast lewica, czyli liberałowie, socjaliści, komuniści i Zieloni. Pierwsi, liberałowie z grupy Odnowić Europę, gdzie większość stanowią eurodeputowani z listy Emmanuela Macrona, już dzień wcześniej zapowiedzieli, że nie będą głosować na kandydatów PiS i Fideszu.

Inna kandydatura z PiS by przeszła?

– Nasza grupa oparta jest na wartościach, popiera demokrację i praworządność. Nie będzie głosować za kandydatami, których partie rządzą krajami objętymi procedurą artykułu 7 – powiedział szef liberałów Dacian Ciolos. Oficjalnego komunikatu nie wydali socjaliści, ale na spotkaniu przygotowawczym w środę wieczorem też uzgodnili, że nie będą popierać ani PiS, ani Fideszu. – Mieliśmy długą dyskusję, gdzie pojawiło się wiele elementów. Europosłowie przypominali, co premier Szydło robiła z unijnymi flagami, jak jej rząd traktował ludzi z niepełnosprawnościami czy jak rozgrywana jest teraz sprawa homofobicznego komentarza pracownika IKEI – powiedział „Rzeczpospolitej" Robert Biedroń, lider Wiosny oraz eurodeputowany grupy Socjalistów i Demokratów.

Według niego szans, przynajmniej u socjalistów, nie miałaby także Elżbieta Rafalska, której kandydatura była w pewnym momencie brana przez PiS pod uwagę. – Nikt z PiS nie dostałby poparcia socjalistów – uważa Biedroń.

Ale odmiennego zdania jest Andrzej Halicki, szef delegacji PO. – Rafalska by przeszła – powiedział „Rzeczpospolitej". Mogłaby liczyć na poparcie pojedynczych posłów czy to z SLD, czy to z innych grup lewicowych. Jest co prawda z PiS, ale nie budzi takich emocji jak Szydło, która była premierem rządu i została zapamiętana z bardzo prowokacyjnego wystąpienia w Parlamencie Europejskim, a ostatnio jak chowała unijną flagę w czasie inauguracyjnej sesji PE.

Odwet? Nie na wszystkich

O tym, że mogło chodzić bardziej o Szydło niż o cały PiS, świadczą też wyniki głosowań w innych komisjach. Witold Waszczykowski został wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, Zdzisław Krasnodębski – Komisji Badań Naukowych, Przemysłu i Energii, a Ryszard Czarnecki – Komisji Petycji. Przy wyborze szefów komisji parlamentarnych i ich zastępców, których zazwyczaj jest po kilku, obowiązuje umowa oparta na systemie d'Hondta.

Według niej każda frakcja dostaje określoną liczbę stanowisk, w zależności od ogólnej liczby mandatów, i sama decyduje, kogo desygnuje na dane stanowisko. Obowiązują wyjątki, bo zarówno w poprzedniej kadencji, jak i obecnej stworzono kordon sanitarny wokół kandydatów eurosceptyków. Czyli obecnie chodzi o grupę Tożsamość i Demokracja współtworzoną przez przedstawicieli Matteo Salviniego i Marine Le Pen. Nie ma natomiast oficjalnie kordonu sanitarnego wokół PiS. Teraz jednak dla Szydło liberałowie i socjaliści tę zasadę złamali.

Była premier nie chciała komentować swojej porażki. Ryszard Legutko, szef delegacji PiS, uważa, że to odwet lewicy za fiasko pakietu z Osaki. Mowa o planie wynegocjowanym przez przywódców kilku krajów UE na szczycie G20 w Osace, który przewidywał stanowisko przewodniczącego KE dla socjalisty Fransa Timmermansa. Plan upadł potem na szczycie UE głównie wskutek sprzeciwu przywódców należących do centroprawicy, czyli EPL, ale swój udział miały też Polska i kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Tyle że socjaliści nie blokują w odwecie kandydatów EPL, nie blokują też innych kandydatów Europy Środkowo-Wschodniej. Z kolei liberałowie też nie powinni się mścić za Timmermansa, bo to ich czołowy polityk – Emmanuel Macron – zaproponował Ursulę von der Leyen jako kandydatkę na przewodniczącą KE i generalnie wszystkie nominacje na unijnym szczycie uważane są za jego wielki sukces.

Małe biurko dla von der Leyen

Poza obsadą stanowisk w Parlamencie Europejskim trwa nieustająca debata z Ursulą von der Leyen. Niemka spotyka się z grupami politycznymi i próbuje je przekonać do swojej kandydatury. W ubiegłym tygodniu dostała nominację Rady Europejskiej, czyli przywódców państw UE. Ale do sukcesu brakuje jej jeszcze akceptacji w PE, do której potrzeba większości eurodeputowanych.

Urzędująca ciągle minister obrony dostała w budynku Komisji małe biuro i sztab kilku osób do pomocy, aby przygotować się na niekiedy bardzo szczegółowe pytania eurodeputowanych.

Radzi sobie tak, żeby nie odpowiedzieć konkretnie na żadne z nich, a więc nikogo nie zrazić. Von der Leyen musi dostać poparcie całej koalicji chadeków, socjalistów i liberałów. Ponieważ to jednak nie jest pewne, mogą sprzeciwić się choćby niemieccy socjaliści, bezpieczniej dla niej byłoby też przekonać innych, w tym Zielonych i EKR. Zieloni na razie są rozczarowani jej obietnicami i chcą więcej konkretów, takich jak. np. podatek ekologiczny. EKR na razie nie zadeklarował się.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA