fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Niemcy: Siatka terrorystów w armii

Minister obrony Ursula von der Leyen wśród niemieckich żołnierzy w Afganistanie, grudzień 2016 r.
AFP
W armii działała siatka terrorystyczna prawicowych ekstremistów. Winę chcieli zrzucić na islamskich imigrantów.

Taka informacja to rzecz niewyobrażalna w każdej armii, ale w Bundeswehrze, której zależy na zerwaniu z niechlubną przeszłością niemieckiego militaryzmu, jest czymś znacznie więcej niż skandalem. Jest plamą na honorze państwa pragnącego uchodzić za wzór sukcesu demokratycznych przeobrażeń po katastrofie III Rzeszy.

W areszcie znajduje się obecnie dwu poruczników 291. batalionu strzelców oraz ich znajomy student. Organizator siatki Franco A. zwerbować miał brata swej narzeczonej Maximiliana T. Zgromadzili sporą ilość amunicji i czynili starania, aby wejść w posiadanie broni. Kto miał być celem ataku – to przedmiot śledztwa. Podobno istniała lista polityków, którzy zdaniem podejrzanych zaangażowali się jednoznacznie w realizację niewłaściwej polityki imigracyjnej.

Franco A. zdobył przed rokiem dokumenty syryjskiego uchodźcy, bez trudu wprowadzając w błąd pracowników punktu obsługi azylantów. Nie znał wprawdzie arabskiego, tłumaczył po francusku, że pochodzi z mniejszości chrześcijańskiej, która tym językiem się posługiwała. Znał francuski, bo jako żołnierz Bundeswehry studiował na francuskiej akademii wojskowej Saint Cyr. Tam też napisał pracę dyplomową, w której nie taił swych rasistowskich i ksenofobicznych poglądów, tak szokujących że jeden z francuskich wykładowców poinformował przełożonych porucznika w Bundeswehrze. Ci nie zareagowali.

W Niemczech zawrzało dopiero po aresztowaniu Franco A. – Przeprowadzimy reformę od rekruta do generała – zapowiedziała Ursula von der Leyen (CDU), minister obrony, atakowana obecnie za błędy w kierowaniu Bundeswehrą. Afera wybuchła na kilka miesięcy przez wyborami do Bundestagu i pani minister zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Zrezygnowała nawet z wizyty w USA, obiecując reformy w Bundeswehrze.

Bundeswehra przeszła wiele przeobrażeń od chwili swego powstania w 1955 roku. Była armią tworzoną wprawdzie pod nadzorem aliantów, ale przez wielu oficerów Wehrmachtu. Było to w czasach przed pierwszymi tzw. procesami oświęcimskimi, kiedy do dużej części niemieckiego społeczeństwa nie docierało jeszcze, jak wielki był ogrom zbrodni III Rzeszy. Kiedy z początkiem lat 60. stawało się jasne, co naprawdę działo się na ziemiach okupowanych, ugruntowywał się obraz Wehrmachtu jako armii nieomal o rycerskim etosie, armii, która nie miała nic wspólnego z dokonaniami zbrodniczego reżimu. Ale i ten obraz legł w gruzach w po słynnej wystawie sprzed kilkunastu latu o zbrodniach Wehrmachtu w czasie wojny.

Z tym musiała się zmierzyć i Bundeswehra. Rozpoczęto weryfikację patronów wielu koszar noszących nierzadko imiona generałów Wehrmachtu. Weryfikacji poddano sztandary, symbole jednostek, sprawdzano ich proweniencję.

Jednak do dzisiaj przetrwały w armii chronione pieczołowicie relikty z okresu III Rzeszy. W koszarach 292. batalionu strzelców w Donaueschingen w Badenii-Wirtembergii salę spotkań udekorowano stalowymi hełmami oraz orderami Wehrmachtu. W Ilikirch we Francji, gdzie stacjonują żołnierze Bundeswehry w ramach niemiecko-francuskiej brygady (w jej skład wchodzi także 292. batalion) w jednym z pomieszczeń znajdował się obraz z postaciami żołnierzy Wehrmachtu w bohaterskich pozach. Tam służyli porucznicy Franco A. i Maximilian T.

Kontrwywiad wojskowy prowadzi obecnie 284 dochodzenia w sprawie przejawów neonazizmu, rasizmu, ksenofobii. Jeden z żołnierzy zamieścił zdjęcie Hitlera i napisał:. „Zaginął w 1945 r. Zamelduj się, Adolfie! Niemcy cię potrzebują! – Naród niemiecki". Żołnierz skazany został na 800 euro kary. Inny żołnierz zaprezentował zdjęcie gotowej do strzału broni maszynowej z podpisem, że jest to najszybsza procedura azylowa. Co ciekawe, postępowanie wobec niego umorzono.

– Dla kogoś, kto gloryfikuje Wehrmacht, w Bundeswehrze nie ma miejsca – głosi Heiko Maas (SPD), minister sprawiedliwości, i domaga się od armii, aby znacznie energiczniej zwalczała prawicowy ekstremizm w swoich szeregach. Tak samo mówi minister von der Leyen.

– Armia jest częścią społeczeństwa i jest w pewnym sensie zwierciadłem nastrojów społecznych – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Jochen Staadt, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Przypomina, że siatka terrorystyczna powstała swego czasu w armii NRD, której celem było dokonanie zamachu w celu wyeliminowania kierownictwa państwa robotników i chłopów. Ale obecnie sytuacja jest inna. Zdecydowana większość społeczeństwa nie zgadza się z polityką imigracyjną kanclerz Angeli Merkel.

Przy tym nienawiść do obcych nie jest zjawiskiem nowym. Warto przypomnieć mordercze ataki na cudzoziemców w Hoyeswerdzie, Rostocku czy innych miejscach, tuż po zjednoczeniu Niemiec.

Przez wiele lat ubiegłej dekady działała komórka terrorystów o nazwie Podziemie Narodowosocjalistyczne (NSU), która zamordowała dziesięć osób, w większości Turków.

Mimo iż do ekstremalnych poglądów prawicowych przyznaje się niewielka część społeczeństwa Niemcy mają z tym problem. – Tym większy, że są obecne w armii, gdzie zwolennicy takich postaw mają nie tylko dostęp do broni i materiałów wybuchowych, ale posiadają profesjonalną wiedzę, jak ich użyć — mówi „Rz" Stefan Lamby, ekspert w dziedzinie terroryzmu. Nie jest przekonany, że minister von der Leyen oraz generałowie Bundeswehry wiedzą, jak oczyścić armię z tego rodzaju ludzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA