fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Frakcja Czerwonej Armii wiecznie żywa

AFP
29 listopada 1974, współzałożycielka Frakcji Czerwonej Armii (RAF) Ulrike Meinhof została skazana na karę 8 lat pozbawienia wolności za zamach bombowy z 1972 roku na wydawnictwo Springera w Hamburgu.

Przypominamy tekst ze stycznia 2016 roku.

Byli członkowie RAF, lewackiej organizacji terrorystycznej, dają o sobie znać po latach, starając się zdobyć środki na życie na emeryturze.

Jak twierdzi telewizja NDR, ubiegłoroczny napad na transporter przewożący gotówkę w okolicach Bremy zorganizowali byli członkowie Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Prokuratura nie zaprzecza. Świadczyć ma o tym materiał genetyczny zabezpieczony przez policję w samochodach, którymi posługiwali się przestępcy. Na tej podstawie ustalono, jak twierdzi NDR, tożsamość trzech poszukiwanych do dzisiaj członków RAF, organizacji, która w 1998 r. zawiadomiła oficjalnie, że poniosła porażkę w walce z kapitalizmem i amerykańskim imperializmem i zaprzestaje działalności.

Do napadu doszło w czerwcu ubiegłego roku na parkingu jednego z domów towarowych. Stojący tam transporter został zablokowany przez bus marki Volkswagen. Wysiadło z niego trzech zamaskowanych ludzi: dwóch z automatami, trzeci uzbrojony w przenośny granatnik. Kilka strzałów ze zwykłej broni w kierunku transportera nic nie dało. Zabarykadowana wewnątrz obsługa wezwała pomoc.

Napastnicy zrezygnowali, odjeżdżając spokojnie drugim samochodem, odnalezionym kilka dni później w lesie. Materiał genetyczny znaleziony w obu samochodach miał dowodzić, że napastnikami byli: 57-letnia Daniela Klette, o rok starszy Volker Staub oraz mniej znany Burkhard Garweg. Wszyscy byli kiedyś aktywnymi członkami RAF.

Działali na własną rękę już po samorozwiązaniu się Frakcji Czerwonej Armii. W taki sam sposób jak w ubiegłym roku obrabowali transporter z gotówką w Duisburgu w 1999 r. Ich łupem padło wtedy milion marek, czyli pół miliona euro. Nie chodziło już o finansowanie działalności terrorystycznej, lecz o emerytury dla weteranów RAF. „Po 900 euro miesięcznie najwyraźniej im nie wystarczało" – ironizuje „Der Spiegel". Stąd pomysł kolejnego napadu rabunkowego.

– Nie ma mowy o powstaniu jakiejś nowej RAF czy kolejnego wcielenia w postaci tzw. czwartej generacji. Wszystko wskazuje na to, że napad był dziełem zwykłych kryminalistów, jakimi stali się niegdysiejsi członkowie organizacji terrorystycznej – przekonuje „Rz" Jürgen Roth, dziennikarz śledczy zajmujący się sprawami terroryzmu.

Prócz ukrywającej się trójki: Klette, Stauba i Garwega, nie jest znany los jedynie czterech innych terrorystów. 26 członków RAF zginęło w czasie akcji lub w starciach z policją, a 25 zostało skazanych na dożywocie. Za kratkami znalazło się także wielu zwolenników RAF. W więzieniach nie ma już ani jednego byłego terrorysty. Jako ostatnia, w czerwcu 2011 r., opuściła więzienne mury Birgit Hogefeld. Była przywódczynią tzw. trzeciej generacji RAF.

Skazana na dożywocie, musiałaby spędzić w więzieniu jeszcze dwa lata. Sąd zawiesił jednak resztę kary. Obyło się bez dyskusji i protestów, które jeszcze kilka lat wcześniej towarzyszyły prośbom o ułaskawienie dwójki głośnych terrorystów Christiana Klara oraz Brigitte Mohnhaupt, przywódców tzw. drugiego pokolenia RAF. Większość społeczeństwa była przeciwna darowaniu im reszty kary. Decyzja należała do prezydenta, który uszanował wolę obywateli.

Dla trzeciej generacji RAF walka rewolucyjna ze znienawidzonym systemem kapitalistycznym i amerykańskim imperializmem nie skończyła się w chwili, gdy było już jasne, że wsparcie w środowisku lewackim maleje; nie było też już Stasi, służby bezpieczeństwa NRD, która zaopatrywała terrorystów w broń, fałszywe paszporty i pieniądze. Trzecie pokolenie terrorystów walczyło o ideę.

Podobnie jak pierwsze, założycieli RAF: Ulrike Meinhof, Andreasa Baadera czy Gudrun Ensslin, którzy dość szybko znaleźli się za kratkami. Wtedy na scenę wkroczyło drugie pokolenie pod przywództwem Brigitte Mohnhaupt i Christiana Klara. Celem ich walki było już tylko uwolnienie liderów. Nastąpiła cała seria morderstw, uprowadzeń, napadów na banki i instytucje państwowe. Rząd się nie ugiął. Meinhof popełniła w 1976 r. w więzieniu samobójstwo. Rok później w jej ślady poszli Baader i Ensslin.

Zobacz także:

Kampania PiS w Europarlamencie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA