fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Turysto, do domu!

Presse Tourismus BCN, Vicens Forner
Podróże i zwiedzanie nowych miejsc na świecie to wielka frajda dla turystów. Dla miejscowych – coraz większy problem.

Turystyka jest  dziś potężną gałęzią  gospodarki wielu państw, roczne wpływy obliczane są na ponad 400 miliardów euro. Tanie bilety lotnicze i zakwaterowanie sprawiły, że świat jest dziś łatwo dostępny dla chętnych. Mimo, że zostawiają pieniądze, nie wszędzie są witani z otwartymi ramionami. Dokument zrealizowany przez Antje Christ pokazuje na przykładzie Wenecji, Barcelony i Dubrownika, że szczyt sezonu turystycznego oznacza problemy dla stałych mieszkańców i zagrożenia dla przeciążonych miast.

- Co roku na wiosnę Dubrownik przestaje należeć do nas – mówi jedna z jego mieszkanek.

W zabytkowym centrum mieszka dziś tysiąc osób, 10 lat temu było ich pięć razy więcej. Za to w ciągu jednego dnia w sezonie przyjeżdża aż 15 tys. gości. Przypływające do nabrzeża statki dają turystom 4 godziny na zwiedzanie Dubrownika. Rozwija się zapotrzebowanie na usługi potrzebne przyjezdnym, miejscowi schodzą na drugi plan. Umiera organizm miasta: wyjeżdżają wykwalifikowani pracownicy i twórcy. Za to międzynarodowe konsorcja chcą rozbudować nabrzeże, by zmieścić na małej przestrzeni jeszcze więcej turystów.

- Najgorsze, że losy takich miast jak Dubrownik zależą od globalnego przepływu środków i gospodarki światowej – mówi mieszkająca w Dubrowniku antropolog kultury.

Także w Wenecji od 1950 roku spadła drastycznie liczba mieszkańców centrum miasta – ze 175 tysięcy zostało ich 55 tysięcy. Katastrofa zaczęła się w 1990 roku, kiedy ówczesny burmistrz stwierdził, że prywatyzacja jest sposobem na finansowe odciążenie miasta – wtedy Wenecja otworzyła się na kapitał międzynarodowy.

Petra Reski, niemiecka dziennikarka i pisarka, mieszkająca w Wenecji od 25 lat, obserwuje handel kamienicami i wie, że ich właścicielami są Prada, chińscy inwestorzy i Benetton. Dla nich kamienice to tylko interes. Wpisane do rejestru zabytków przemieniane są w restauracje i sklepy za sprawą magicznej urzędowej kwalifikacji: „zmiana przeznaczenia budynku”. Miasto stało się modelem biznesowym, a odwiedzający klientami. Problemem jest zabójcze dla Wenecji cumowanie przy nabrzeżu gigantycznych statków i promów. Monopol na tę działalność ma prywatna firma. Jedyne, co mogą zrobić w tej chwili mieszkańcy i organizacje ochrony przyrody to regularne manifestacje pod hasłem „Żadnych promów”.

W robotniczej 15-tysięcznej dzielnicy Barcelony - Barcelonecie, w której mieszka około trzech tysięcy rybaków, turyści też nie cieszą miejscowych. Ich protesty zaczęły się po publikacji zdjęcia pokazującego rozbawionych obnażonych młodzieńców na środku ulicy pełnej ludzi. Na ulicach pojawiają się coraz częściej napisy: „Tourist! Respect or die!” (szacunek albo śmierć), „Tourist go home” (Turysto do domu).

Do solidnego przemyślenia.

Emisja dokumentu „Turyści do domu – oblegane miasta Europy” w sobotę 23 maja o 19. w Planete+.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA