fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

„Letnicy": Gorzki nokturn dla inteligencji

materiały prasowe
„Letnicy" Maksyma Gorkiego w Teatrze Narodowym tak wpisują się w dzisiejsze realia, że można im dać podtytuł: sesja wyjazdowa opozycji parlamentarnej.

Ten melancholijny nokturn, podzwonne dla grupy odsuniętej od wpływów inteligencji, zagubionej w dzisiejszej rzeczywistości i często bezradnej w swych działaniach, stoi w zdecydowanej sprzeczności z innymi utworami Maksyma Gorkiego. Inne jego dramaty – „Jegor Bułyczow", „Mieszczanie" czy „Na dnie" – są pełne akcji, świętego gniewu i oburzenia oraz wiary, że musi być inaczej. „Letnicy", pozbawieni tak charakterystycznej dla Gorkiego drapieżności, bardziej przypominają twórczość Czechowa.

Gorki zresztą bardzo świadomie do niej nawiązuje, co widać też w pracy rozmiłowanego w Czechowie reżysera spektaklu Macieja Prusa. W jednej ze scen „Letników" trzy bohaterki mówią o urojonych marzeniach niczym u Czechowa siostry Prozorow. Jest amatorskie przedstawienie jak w „Mewie", pisarz kabotyn Szalimow to bliski kuzyn Trigorina. Jest też próba nieudanego samobójstwa.

Gorki wykorzystuje jednak scenerię Czechowa, aby stoczyć bezlitosny bój z jego filozofią życiową i prezentowanymi postawami. Napisał ten utwór w 1904 roku, 13 lat przed rewolucją. Bohaterem „Letników" jest dobrze nam znana dzisiaj zbiorowość. Mieszczańsko-inteligencka, pogrążona w marazmie, niezdolna do wyzwań, które stawia przed nią obecna rzeczywistość.

Bohaterowie Gorkiego przebywają na letnisku z dala od tętniącej życiem stolicy. Są wykształceni, reprezentują prestiżowe zawody, a jednak mają poczucie pewnej społecznej „niepełnosprawności".

Na uwagę zasługuje obsada. Z pań przede wszystkim Beata Ścibakówna jako Maria, egzaltowana lekarka przeżywająca gorycz kolejnej niespełnionej miłości, Edyta Olszówka jako Olga, zahukana kura domowa, Dominika Kluźniak jako żyjąca w swoim świecie niespełnienia Warwara czy pełna dobrych chęci Kaleria Anny Gryszkówny.

Bardziej drapieżni są panowie: Paweł Paprocki jako adwokat Basow, Mateusz Rusin jako hamletyzujący Włas czy Piotr Grabowski jako pełen pretensji donżuan i grafoman Szalimow. Majstersztykiem aktorskim jest rola Mariusza Benoit jako Dwukropka.

Maciej Prus stworzył spektakl poetycki i refleksyjny, ale też gorzki i rozrachunkowy. Aktorzy grają powściągliwie i statycznie. Inteligenckie lęki i niepokoje bohaterów, wyhodowane w czasie bezczynności, prowadzą do konkluzji: „Jesteśmy letnikami we własnym kraju". Toniemy w marazmie i spalamy się w gorączce pozornych działań, nie bardzo wierząc, że może być inaczej. Jesteśmy jak pasażerowie „Titanica" nieświadomi zbliżającej się katastrofy.

W języku polskim słowo „Letnicy" nawiązuje do przymiotnika „letni", czyli ani gorący, ani zimny. Na premierze ta „letniość" wyrażała się w sposobie intonacji. Niektórzy mówili tak cicho, że byli ledwie słyszalni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA