fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

"Spóźnieni kochankowie": Dwie osobowości i jedna miłość

fot.
Nigdy nie jest za późno, by pokochać Annę Polony – oto wniosek po jej najnowszej roli w „Spóźnionych kochankach".

William Wharton zdobył światową sławę powieścią „Ptasiek". Ta opowieść o przyjaźni i marzeniach, o miłości i wojnie, o szaleństwie i pięknie, rozsławiła jego nazwisko dzięki znakomitej ekranizacji Alana Parkera. Wtedy też ten amerykański psycholog, malarz i pisarz stał się uosobieniem artysty, któremu szczególnie bliski jest temat ludzi wyobcowanych, spychanych na margines w tzw. normalnym społeczeństwie.

Takie postacie – Mirabelle i Jacka – spotykamy w innej powieści Williama Whartona „Spóźnieni kochankowie". Ten utwór przed kilku laty zachwycił Jana Peszka do tego stopnia, że zapragnął wystąpić w jego teatralnej adaptacji. Za partnerkę wymarzył sobie Annę Polony. Ikona Starego Teatru uzależniła wszystko od dobrej adaptacji. Tej ostatniej podjął się syn Jana Peszka, aktor Błażej. A teraz pojawiła się świetna okazja, którą jest jubileusz Anny Polony, by zrealizować projekt.

Przedstawienie w Małopolskim Ogrodzie Sztuk – nowej scenie krakowskiego Teatru im. Słowackiego ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Zacznę od uznania dla reżysera, któremu udało się opanować tak silne osobowości, jak Anna Polony i Jan Peszek.

Spektakl pomyślany został przede wszystkim jako prezent dla Anny Polony na jej 80. urodziny i ona rzeczywiście jest tu pierwszą gwiazdą. Dla wszystkich, którzy mają ją w pamięci jako teatralną heroinę lub aktorkę także charakterystyczną, kolejne jej wcielenie stanowi spore zaskoczenie.

Mirabelle jest postacią liryczną, ale ów liryzm Anna Polony kontroluje, by nie stał się zanadto sentymentalny. A o to nietrudno, gdyż gra niewidomą kobietę w jesieni życia, która codziennie przemierza ulice Paryża. Od kiedy straciła wzrok, łatwiej jej nawiązać kontakt z gołębiami niż ludźmi. I oto, idąc przez park, wpada na ekscentrycznego kloszarda Jacka (Jan Peszek). Zaczyna się od ciekawości, która przechodzi we wzajemną fascynację i miłość.

Mirabelle promienieje z minuty na minutę. Jest fascynująca, bywa zabawna, trochę roztrzepana. Czasem ma się wrażenie, że ta dojrzała kobieta odbiera świat z naiwnością dziecka, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Tu przypomina się cytat Whartona ze słynnego „Ptaśka: „Ludzie nie potrafią latać, bo nie wierzą, że potrafią. Gdyby nie pokazano im, że mogą pływać, do dziś wszyscy by się topili po wrzuceniu do wody".

Anna Polony ma świetnego partnera w osobie Jana Peszka. Ciepło i liryzm jej Mirabelle przeciwstawia on odrobiną ekscentryzmu. Jack trochę boi się tej miłości, jest bardziej wycofany. Być może w dawnym barwnym życiu biznesmen, który z własnej woli postanowił zostać kloszardem, przeżył niejeden zawód miłosny. A może po prostu, czując siłę uczuć spotkanej kobiety, lubi być uwodzony.

Przedstawienie zrealizowane w koprodukcji z Teatrem Nowym w Łodzi, w ascetycznej (jak zwykle w przypadku Marka Brauna) scenografii opiera się na sile aktorstwa i wychodząc poza typowe wydarzenie jubileuszowe ma szansę stać się teatralnym hitem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA