fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Różewicz wraca do telewizji

Materiały prasowe
W poniedziałkowym Teatrze TV premiera „Badyli”, które czekały na realizację 19 lat.

W 2000 roku Andrzej Barański, wybitny filmowiec, wyreżyserował dla Teatru TV „Moją córeczkę” z Agatą Buzek i Jerzym Trelą wg opowiadania Tadeusza Różewicza z 1964 r., przenosząc akcję w realia ówczesnej Polski. Była to historia o nieodwzajemnionej miłości ojca do córki, która z małego miasteczka wyruszyła na studia do Warszawy i nigdy już nie wróciła do domu.

– W 2001 roku napisałem adaptację dwóch kolejnych opowiadań pana Tadeusza Różewicza. Widział ją. Tytuł „Badyle” jest jego, napisany na egzemplarzu scenariusza dla Teatru TV. Niespodziewanie okazało się, że na realizację trzeba zaczekać aż do teraz.

Barański dotyka ponownie problemu starych rodziców niekochanych przez swoje dorosłe dzieci. Scenariusz „Badyli” napisał na podstawie dwóch opowiadań Tadeusza Różewicza: „Ta stara cholera” i „Na placówce dyplomatycznej” oraz opowiadania Marka Gajdzińskiego „Matka jest jedna?”. To ostatnie reżyser dołączył do scenariusza po latach.

– Istnieje łączność między tymi trzema tekstami – uważa.

Wszystkie opowiadają o matkach i ich dorosłych dzieciach. Właśnie rodzicielki Różewicz nazwał „Badylami”.
– Obydwa opowiadania Różewicza są zaczerpnięte z życia, opisane przez niego historie zostały mu wcześniej opowiedziane – ujawnia Andrzej Barański. - Dla Różewicza kwestia stosunku dzieci do rodziców była szalenie żywa. Sam stawiał się również po stronie tych, którzy nie spełniają misji bycia synem. Miał straszny wyrzut sumienia, bo obiecał matce, że zabierze ją nad morze i nie zrobił tego.

Zdaniem Andrzeja Barańskiego postaci matek ze spektaklu są spoza czasu – rodem z teatru antycznego.
– Równie dobrze mógłbym zrobić adaptację rozgrywającą się w Grecji, ponieważ poprzez matczyne cierpienie są matkami matek. To zjawisko ponadczasowe. Wystarczy przypomnieć „Drewnianą miskę” Edmunda Morrisa czy „Drzewa umierając stojąc” Alejandro Casona. Bohaterki są postaciami posągowymi o wielkiej mocy.
Spektakl prezentuje dwa różne pod względem socjalnym środowiska – rolnika i ludzi wykształconych, dyplomatów.

– Tyle, że dla opisywanego tematu wykształcenie, życiowe powodzenie, ani status społeczny nie mają znaczenia – uważa Andrzej Barański. - Dorosłe dzieci często nie robią niby nic nagannego, ale w ich stosunku do matek brakuje najważniejszego – miłości. Najczęściej nie zdają sobie z tego sprawy. Prawda o charakterze relacji z matką i ojcem może się objawić dopiero w chwili iluminacji. Gdybyśmy przełożyli takie doświadczenia na język teatralny - takie przedstawienie odbywa się w niezmiennym kształcie od stuleci. Ale ludzkość o tym nie myśli. Ludzkość się śpieszy.

Spektakl pokazuje trzy wcielenia matki, które gra Ewa Dałkowska. Występują też Edyta Olszówka, Radosław Pazura i Andrzej Mastalerz.

– Role dzieci łączy kwestia stosunku do matki – mówi reżyser. - Zastosowaliśmy montaż równoległy, który wzmacnia narrację i efekt bolesnego zawodu. Na przykład syn nie chce, by matka została przy jego rodzinie. Wywiózł ją do sąsiedniej wsi, ale matka uporczywie wraca. Apogeum to opowieść o córce, która przyjeżdża do rodzinnej wsi po 10-letnim pobycie w Ameryce i spotkanej na drodze matki nie rozpoznaje. Tu trzeba było użyć języka metafory, by pokazać, że córka oddaliła od matki nie tylko w sensie fizycznym, ale i psychicznym.
Reżyser podkreśla, że przedstawienie zrealizował wespół ze „starą gwardią”: scenografem Andrzej Halińskim, autorem zdjęć – Grzegorzem Kędzierskim, muzyki – Henrykiem Kuźniakiem. Po raz pierwszy od czasu nakręcenia „Kobiety z prowincji” (1984) spotkał się na planie z Ewą Dałkowską.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA