fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Piotr Bernatowicz: Mainstream zagraża wolności

Piotr Bernatowicz
materiały prasowe, Mikołaj Bernatowicz
Nowy dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Piotr Bernatowicz zapowiada, jakich artystów chce promować.

Sytuacja wokół dyrektorskich nominacji w instytucjach kultury jest napięta. Stracił pan dyrektorskie stanowisko w Poznaniu i zyskał w Warszawie.

W 2017 roku upływała moja kadencja w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu. Trwała trzy lata, z czego przez pierwszy rok realizowałem program zaplanowany przez poprzedniczkę. W ciągu dwóch lat mojej pracy frekwencja wzrosła dwukrotnie, a oprócz mnóstwa atrakcyjnych wystaw, działań edukacyjnych, licznych wydawnictw udało mi się wprowadzić galerię technologicznie w XXI wiek. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak z PO postanowił jednak nie przedłużać mojego kontraktu, do czego miał prawo. Zgodnie z ustawą organizator może powołać dyrektora bez konkursu lub rozpisać konkurs. W Polsce standardem ostatnich dekad była raczej ta pierwsza opcja. Prezydent Jaśkowiak jednak zorganizował konkurs. Zgłosiłem się i wygrałem. Jednak prezydent powierzył to stanowisko lewicowemu artyście Markowi Wasilewskiemu, uczestnikowi demonstracji KOD-u. Natomiast ubiegłym roku minister kultury prof. Piotr Gliński poprosił mnie o przedłożenie koncepcji programowej Centrum Sztuki Współczesnej. Złożyłem koncepcję programową i organizacyjną zatytułowaną „Centrum refleksji nad sztuką", jest dostępna publicznie. Została zaakceptowana i w listopadzie otrzymałem powołanie na stanowisko dyrektora tej instytucji.

Dlaczego więc tak długo nie chciał pan umówić się na rozmowę? Pierwszą próbę spotkania podjęłam 3 stycznia.

Wolałem, żeby opadł szum medialny, a rozmowy dotyczyły kwestii merytorycznych, o co trudno pośród emocji. W pierwszym miesiącu urzędowania spadła też na mnie lawina spraw administracyjnych. Ograniczałem kontakty z mediami, co nie znaczy, że ich nie było.

Na przykład w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać"...

Umawialiśmy się na rozmowę jeszcze w grudniu. Niezwykle cenię i szanuję redaktora Jana Pospieszalskiego.

Podpisał pan siedmioletni kontrakt, pana poprzednicy w Zamku Ujazdowskim mieli pięcioletnie.

Tak zaproponował mi minister prof. Gliński. Ustawa stanowi, że kontrakt może trwać od trzech do siedmiu lat – więc jest to zgodne z prawem. Z mojej perspektywy to dobrze, mogę myśleć długoplanowo, także w kontekście planów inwestycyjnych.

Mianował pan już dwoje swoich zastępców. Media zarzucają im silne utożsamianie się z ideologią prawicową, nie widząc w nich właściwych kandydatów na te stanowiska...

Marcel Skierski odpowiada za sprawy merytoryczne i ma właściwe kwalifikacje, jest historykiem sztuki, finalizuje właśnie w Poznaniu doktorat dotyczący współczesnej rzeźby w nowej perspektywie metodologicznej. Studiował filozofię, jest kuratorem z praktyką w publicznej galerii i krytykiem sztuki. Krystyna Różańska-Gorgolewska jest artystką, absolwentką ASP, a także poznańskiej Akademii Ekonomicznej w zakresie zarządzania. Pracowała jako zastępca dyrektora galerii Arsenał, gdzie została zatrudniona w wyniku konkursu. Odpowiadać będzie za sprawy administracyjno-techniczne i jest do tego znakomicie przygotowana.

Miały dla pana znaczenie ich poglądy, kiedy postanowił ich zatrudnić?

Najważniejsze było przygotowanie merytoryczne, fachowość, obiektywizm. Poglądy to ich sprawa prywatna. Przy okazji warto sprostować, że Marcel Skierski nie był i nie jest członkiem Młodzieży Wszechpolskiej, jak podała niezgodnie z prawdą „Gazeta Wyborcza".

Do jakiej tradycji Centrum Sztuki Współczesnej zamierza się pan odwoływać?

Najbliżej mi chyba do koncepcji i stylu Wojciecha Krukowskiego. Znałem CSW za jego dyrektorowania. Wizyta tu w roku 1991 była jednym z istotnych powodów podjęcia studiów historii sztuki. To było dla mnie przede wszystkim centrum refleksji o sztuce, dyskusji i to chciałbym przywrócić. Dziś pojęcie sztuki współczesnej jest mocno zawężone do formacji wyrastającej z tradycji awangardy lat 60. A przecież to nie wszystko. Nie ma to tylko jednej tendencji – zarówno formalnej jak i światopoglądowej.

Jakie wystawy zobaczą w najbliższej przyszłości widzowie?

Przez najbliższy rok – zaplanowane przez poprzednią dyrekcję. Z pewnymi korektami wynikających z błędnego skonstruowania budżetu przez moich poprzedników, dlatego potrzebne są oszczędności. Nie będzie m.in. wystawy „Rzadkie języki", której pomysłodawczyni jeszcze w grudniu zrezygnowała z pracy.

Jakie będą pierwsze wystawy, pod którymi będzie mógł się pan podpisać?

Taki program będę mógł przedstawić w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, jak sądzę. Będzie to przecież nie tylko mój program, ale i kuratorów CSW.

W programie przedstawił pan jednak konkretne nazwiska, co pozwalało sądzić, że pojawią się oni jako pierwsi.

Każdy z tych artystów zasługuje na wystawę indywidualną, ale w koncepcji programowej są przykładem twórców, którzy nie funkcjonowali w sposób dostateczny w publicznych instytucjach. Na pokazywaniu takich artystów chciałbym się skupić. Dobrym przykładem jest Jerzy Kalina. W 2016 roku zrobiłem mu wystawę monograficzną w Galerii Arsenał i była to pierwsza taka wystawa od kilku dekad. Ludwika Ogorzelec poza okazjonalnymi prezentacjami nie miała w Polsce dużej monograficznej wystawy, a na Zachodzie jej sztuka budzi zainteresowanie. Jej spektakularne, przestrzenne realizacje wywodzą się właściwie z prostego elementu: linii – rudymentu języka plastycznego. Te prace są bezkarnie kopiowane przez wielu artystów zagranicznych, artystka z tym walczy, ale nie wspiera jej żadna polska instytucja. A Jarosław Modzelewski to jeden z najwybitniejszych żyjących polskich malarzy.

Czy uchylanie drzwi artystom mało pokazywanym będzie równoczesne z zamykaniem ich dla mainstreamowych?

Jeśli dany artysta miał niedawno wystawy monograficzne w znaczących, publicznych instytucjach w Polsce, jaki jest sens robienia kolejnej takiej wystawy?

A artyści zagraniczni?

Interesują mnie postawy twórców zepchniętych przez mainstream w różnych częściach świata. Dobrą robotę zrobił tekst oparty na moich wypowiedziach w „The New York Times". Zaczynają się zwracać do mnie bardzo ciekawi artyści i kuratorzy z zagranicy, którzy mają dosyć monotematyczności wyznaczanej przez lewicową poprawność polityczną instytucji na Zachodzie. Nakłada się im coraz ciaśniejszy gorset, ogranicza. Postawy rewizji mainstreamu pojawiają się w różnych miejscach globu, to nie tyle ruch konserwatywny, ile wyczuwający zagrożenie dla wolności artystycznej. Ale interesują mnie też artyści dysydenci z takich krajów, jak: Rosja, Chiny czy Korea, jak np. Gongsan Kim.

Przewiduje pan wystawy, na których spotkają się artyści mający odmienne, może i przeciwstawne sposoby myślenia o świecie?

Oczywiście. W 2017 roku zrobiłem wystawę „Historiofilia", która w nieplanowany sposób stała się dopełnieniem wystawy„Późna polskość" w CSW. Nie zrobiłbym jej, gdyby pokazywani przeze mnie artyści mieli szansę być w CSW, choć były wyjątki. Na każdej wystawie została pokazana grupa artystów o podobnym sposobie pojmowania świata. I tego rozdziału nie uważam za coś normalnego. Nie chodzi o to, żeby w jednym miejscu była pokazywana tzw. Sztuka lewicowa, a w innym – tzw. prawicowa, tylko żeby publiczna instytucja łączyła różne postawy. Na zasadzie równoprawnej. Kiedy otrzymałem nominację, lewicowa artystka, Dorota Nieznalska powiedziała, że nie będzie w CSW pokazywać swoich prac. A ja jestem otwarty.

Czy zamierza pan wchodzić w rolę kuratora?

Oczywiście, ale niezbyt często.

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

W 1985 roku pierwszym dyrektorem jednej z największych polskich instytucji wystawienniczych sztuki współczesnej został Witold Bobiński (kolejnym w 1990 roku – Wojciech Krukowski). Pierwsza wystawa odbyła się w 1988 roku. Od tamtej pory było ich ponad 600. Nowy dyrektor CSW Piotr Bernatowicz to absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, doktor i wieloletni pracownik naukowy tej uczelni. Był redaktorem naczelnym magazynu o sztuce „Arteon" (2006–2013), dyrektorem Galerii Arsenał w Poznaniu (2014–2017). Domagał się „tematyki smoleńskiej" w sztuce. Przygotował kontrowersyjną wystawę „Strategie buntu", chwaloną przez „konserwatywnych awangardzistów" a krytykowaną przez środowiska feministyczne i gejowskie. Ostatnio zaś był szefem Polskiego Radia w Poznaniu. —d.k.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA