fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wizyta premier we Francji. Szydło – Macron: godzina prawdy

Premier Szydło i prezydent Macron na szczycie UE w Tallinie
PAP, Marcin Obara Marcin Obara
Polityczny paraliż Niemiec powoduje, że Francja stała się głównym rozgrywającym. Zepchnie Polskę na margines Unii?

Do spotkania polskiej premier i francuskiego prezydenta dojdzie w czwartek w Paryżu. Poprosiła o nie Beata Szydło, która tego dnia jest we francuskiej stolicy, bo uczestniczy w konferencji Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Będzie to pierwsza okazja do rozmów dwustronnych z prezydentem Francji – wcześniej widzieli się tylko w ramach wielostronnych formatów. – To Polska zorganizowała spotkanie premierów Grupy Wyszehradzkiej z Macronem po jego zaprzysiężeniu – podkreśla minister ds. europejskich Konrad Szymański.

Taki brak kontaktów przyczynił się do eskalacji napięcia między oboma krajami w ostatnich miesiącach. Do tej pory wszystko było jednak pod kontrolą, bo Niemcy gwarantowały, że kryzys dyplomatyczny między Francją i Polską w końcu nie wypchnie naszego kraju poza nawias Unii, choćby w wyniku sporu o przestrzeganie zasad praworządności. Jednak porażka rozmów o budowie nowej koalicji oznacza, że Angela Merkel długo nie wróci do europejskiej gry, o ile w ogóle weźmie w niej jeszcze udział.

Emmanuel Macron rozważa, czy nie wykorzystać tej niespodziewanej sytuacji, aby stać się nowym „liderem" Wspólnoty. Być może mógłby pojechać przedstawić swoje plany we Włoszech i w Hiszpanii, a następnie wygłosić „wielkie przemówienie" w Parlamencie Europejskim. To na razie tylko hipoteza, ale najwyraźniej na tyle poważna, że zmobilizowała polską dyplomację do działania.

Polskie obawy

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" Konrad Szymański nie odnosi się konkretnie do tego pomysłu. Ale przyznaje: „Niektóre francuskie wystąpienia robią wrażenie, jakby Francja była zainteresowana budową mniejszej Unii, a przynajmniej wprowadzeniem dyrektoriatu, który zarządzałby Wspólnotą. Jest to najprostsza recepta na dezintegrację UE, co nie jest w interesie kogokolwiek, także Francji. Uważamy, że miejscem podejmowania takich decyzji jest Rada Europejska, w gronie wszystkich 27 państw. Pani premier Szydło chce bardzo otwarcie o tym porozmawiać z prezydentem Francji. Ten problem z pewnością będzie więc postawiony podczas rozmów premier Szydło i prezydenta Macrona".

Francuzi są gotowi o tym rozmawiać. – Przedstawimy naszą wizję Europy. Mamy wiele pomysłów na przyszłość Wspólnoty, ale niczego nie narzucamy. Wszystko jest do dyskusji. W każdym razie pociąg integracji rusza i nie chcielibyśmy, aby Polska została na peronie – mówią źródła „Rzeczpospolitej". Jednak w przeszłości Macron organizował szczyty „wielkiej czwórki" UE bez naszego kraju.

Protekcjonizm, czyli populizm

Punktem wyjścia do przełamania impasu może być rozwiązanie kilku konfliktów, które do tej pory zatruwały stosunki między Warszawą i Paryżem. Macron od czasu kampanii wyborczej stawiał na ostrzu noża walkę z rzekomym „dumpingiem społecznym" ze strony krajów Europy Środkowej.

Pod koniec października doprowadził do wstępnego porozumienia w Radzie UE w sprawie reformy zasad delegowania pracowników, którzy mają otrzymać całość świadczeń socjalnych kraju, w którym świadczą usługi, przez co staną się mniej konkurencyjni. Polska, razem m.in. z Węgrami i Wielką Brytanią, sprzeciwiła się porozumieniu.

Ale wiele wskazuje na to, że na umowę zgodził się premier Mariano Rajoy pod warunkiem, że w odrębnej dyrektywie o usługach transportowych zostaną uwzględnione interesy państw „peryferyjnych", jak Hiszpania, ale też Polska.

Dlatego Szymański nie ukrywa w rozmowie z „Rzeczpospolitą" ostrożnego optymizmu: „Protekcjonizm jest częścią europejskiego populizmu, nie rozwiązuje żadnych problemów, a jedynie pogarsza konkurencyjność gospodarki. W sprawie pracowników delegowanych osiągnęliśmy wstępny, bardzo niewystarczający kompromis. Czekamy na jego lepsze dokończenie w regułach dla transportu międzynarodowego. Nie wykluczamy, że ten kompromis w końcu okaże się zadowalający, że całość rozwiązań wraz z dyrektywą horyzontalną da efekt akceptowalny. Ale to wymaga porozumienia obu stron, Polski i Francji".

Zaskakująca prawda o pracownikach delegowanych

W Paryżu uważa się, że gdyby sprawa pracowników delegowanych nadal zatruwała stosunki w Unii, mogłoby to zagrozić utrzymaniu swobody przemieszczania się osób, a nawet że kolejne kraje wezmą przykład z brexitu.

Jednak właśnie opublikowane dane pokazują, że choć w ub.r. liczba pracowników delegowanych do Francji skoczyła o 25 proc. (do 354 tys.), to już nie Polska wysyła ich najwięcej. To miejsce zajęła Hiszpania (17,5 tys. firm wysłało pracowników do Francji), a dalej Portugalia (16 tys.), Niemcy (15 tys.) i dopiero nasz kraj (14 tys.). – To nie jest problem polsko-francuski – słychać już w Paryżu.

Z pewnością zbliżeniu między oboma krajami pomoże niedawna decyzja o przystąpieniu Polski do inicjatywy unijnej polityki obronnej (PESCO). Zależało na tym prezydentowi Dudzie, ale już nie szefowi MON, który doprowadził do kryzysu z Francją z powodu niedyplomatycznego sposobu zerwania negocjacji dotyczących dostaw helikopterów Caracal.

– Przystąpiliśmy do PESCO, ale zależy nam na geostrategicznej równowadze między zaangażowaniem na południu i na wschodzie Europy – podkreśla Konrad Szymański.

We Francji z zadowoleniem przyjęto także to, że mimo wielokrotnych prób Londynu Polska nie wyłamuje się z solidarnego frontu UE w negocjacjach dotyczących brexitu, który koordynuje Michel Barnier.

– W sprawie brexitu Polska w pełni popiera mandat negocjacyjny UE, to także nasze oczekiwania, sami je tam w końcu wpisaliśmy. Ale jednocześnie nie widzimy żadnych zalet w karaniu Wielkiej Brytanii i z zadowoleniem przyjmujemy brytyjską koncepcję okresu przejściowego, który jako nowy element w grze może pomóc w osiągnięciu ostatniego porozumienia – mówi polski minister ds. europejskich.

Wielkim znakiem zapytania pozostaje rozwiązanie sporu o praworządność w Polsce. Ale i tu być może porozumienie dałoby się osiągnąć, gdyby Polska dała gwarancję, że nasze sądy nadal będą prawidłowo egzekwować reguły jednolitego rynku.

– Polscy sędziowie są też w tym sensie sędziami europejskimi – podkreślają nasi francuscy rozmówcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA