fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Saakaszwili: wracam na Ukrainę

Fotorzepa, Robert Gardziński
Pod moją rezydencją zamordowano policjanta i nikt nie znalazł winnych. To był sygnał dla mnie, że ta banda jest gotowa na wszystko - mówi "Rzeczpospolitej" Micheil Saakaszwili, były prezydent Gruzji i były gubernator obwodu odeskiego.

Podobno miał pan być premierem Ukrainy?

Micheil Saakaszwili: To prawda. Prezydent Petro Poroszenko proponował mnie stanowisko premiera. Chciał bym został weselnym wodzirejem, któremu odgórnie będą układać scenariusz. Wtedy już rozumiałem, że prezydent Ukrainy i jego otoczenie jest mocno skorumpowane i nie zależy im na reformach.

Był pan innego zdania o Poroszence, gdy wysyłał pana do Odessy.

Wtedy nie znałem się na szczegółach bizantyjskiego systemu nad Dnieprem. Były poważne obawy, że Odessa znajdzie się pod kontrolą Rosji, nikt z kijowskich polityków nie chciał tam jechać. Pojechałem tam pod warunkiem, że będę miał swoich szefa policji i prokuratora. Po miesiącu władze w Kijowie odebrały im wszelkie uprawnienia, uniemożliwiając walkę z korupcją. Wtedy sondaże wskazywały, że byłem najpopularniejszym politykiem w kraju. Poroszenko więc uznał, że jestem dla niego zagrożeniem. Dał zielone światło odesskiej mafii, która najpierw zmusiła do odejścia moich ludzi, a później i ja musiałem stamtąd wyjechać. Pod moją rezydencją zamordowano policjanta i nikt nie znalazł winnych. To był sygnał dla mnie, że ta banda jest gotowa na wszystko.

Zapowiadał pan niedawno swój powrót na Ukrainę. Czy chce pan zaryzykować po raz drugi?

Nie mam chęci zajmowania jakichś stanowisk przy prezydencie Wołodymyrze Zełenskim. Zamierzam jedynie dostać z powrotem moje ukraińskie obywatelstwo, bezprawnie odebrane przez Poroszenkę. Nic więcej nie chcę. Czekam więc na inaugurację nowego przywódcy. Chętnie podzielę się swoim doświadczeniem, chętnie będę przeprowadzał wykłady dla młodzieży na Ukrainie.

A dlaczego nie w Gruzji?

Jeżeli zwyciężymy na Ukrainie, zwyciężymy w Gruzji. Gruzja jest mniejszym krajem i jest częścią wielkiego geopolitycznego wyścigu, który obecnie rozgrywa się na Ukrainie.

W trakcie tego wyścigu Ukraina doświadczyła już rosyjskiej aneksji Krymu i wojny na wschodzie kraju, która tli się do dziś. Gruzja doświadczyła tego w 2008 roku gdy straciła Abchazję i Osetię Południową.

Ukraińskie władze nie były przygotowane do tego co się stało na Krymie. Amerykańscy sojusznicy nalegali na rządzących w Kijowie by nie podejmowali żadnych działań. Sekretarz Stanu John Kerry ciągle dzwonił do Kijowa. To była zła rada. Ukraińskie jednostki na Krymie w 2014 roku mogły stawić poważny opór. W marcu 2014 roku byłem świadkiem tamtych wydarzeń, uczestniczyłem w licznych konsultacjach Rady Bezpieczeństwa Ukrainy, gdzie podejmowano wszystkie decyzje. Do wyboru mieli dwie opcje, albo stawić opór jak Gruzja, albo nie robić nic i posłuchać naszych zachodnich przyjaciół. Wybrali drugie.

Kijów miał biernie się przyglądać jak Rosja rozbiera Ukrainę?

Amerykanie nie chcieli dodatkowego kłopotu na głowę, mieli wystarczająco problemów. Ukraina nie znajdowała się na liście priorytetów. W Waszyngtonie nikt nie chciał by wybuchła tam wojna na dużą skalę, bo wtedy trzeba byłoby jakoś na to reagować. Uznano więc, że dla wszystkich będzie lepiej jeżeli Ukraina podda się bez walki.

Mówi pan wyłącznie o USA, ale co władzom w Kijowie w marcu 2014 roku doradzała Europa?

Z tego co wiem, Europa nic nie doradzała, wszystkie rady nadchodziły z Waszyngtonu. W kwietniu 2008 roku wbrew staraniom George'a W. Busha i naszych europejskich przyjaciół takich jak Lech Kaczyński, Niemcy i Francja zablokowali "mapę drogową" NATO dla Gruzji. To był sygnał dla Putina, że Zachód nie jest w stanie powstrzymać Rosji. Wtedy był to strategiczny błąd Merkel. Myślę, że kanclerz Niemiec wyciągnęła z tego wnioski i była pierwsza, która w 2014 roku opowiedziała się za wprowadzeniem sankcji wobec Rosji. Mam natomiast pretensje do ówczesnej amerykańskiej administracji, ponieważ od początku oświadczyła, że nie będzie dostarczać broni Ukrainie. Gdy w Warszawie był szczyt NATO w 2016 roku, zapytałem o to prezydenta Obamę. Z odpowiedzi zrozumiałem, że Waszyngton nie chce dodatkowych problemów. W wywiadach Obama wprost mówił, że Ameryka nie będzie walczyła z Rosją o Ukrainę. To jeszcze bardziej rozwiązało Putinowi ręce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA