fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Miało być za darmo, trzeba będzie płacić

123RF
Pary biorące udział w rządowym programie refundacji in vitro mogą czuć się oszukane.

Minister zdrowia ogłosił skrócenie finansowania in vitro z budżetu. Program ma się zakończyć w połowie 2016 r. Z informacji uzyskanych w Ministerstwie Zdrowia wynika, że jeśli nie wszystkie zarodki utworzone dla pary biorącej udział w programie zostaną podane kobiecie, po 30 czerwca 2016 r. para będzie musiała za nie płacić z własnej kieszeni.

– To zmiana reguł w trakcie gry. Pacjentom obiecywano, że wszystko będzie za darmo – mówi dr Grzegorz Mrugacz, szef białostockiej kliniki leczenia niepłodności Bocian. I dodaje, że choć koszty samego przechowywania w stosunku do całej procedury są niewielkie (300-500 zł rocznie), to może się zdarzyć, że ktoś nie będzie chciał za to zapłacić. A kliniki nie będą miały żadnych podstaw, by te pieniądze wyegzekwować.

Dla Ministerstwa Zdrowia to jednak nie problem. Rzeczniczka resortu Milena Kruszewska tłumaczy, że pary i kliniki mają pół roku na to, by się z podaniem zarodków wyrobić.

– Realizatorzy programu zostali już powiadomieni o tym, że program nie będzie przedłużony na kolejne lata, oraz o konieczności odpowiedniego skalkulowania dostępnych w ich podmiotach cykli tak, aby móc zakończyć realizację procedury u poszczególnych par – tłumaczy Kruszewska. Jej zdaniem sytuacja z niewykorzystanymi zarodkami nie powinna mieć miejsca.

Tyle że ciąża to nie prosta matematyka. Może dojść do podania zarodka i ciąży, która potem się nie utrzyma. W takiej sytuacji podanie kolejnego opóźni się o parę miesięcy.

– Nie wyrobimy się z trzema cyklami u wszystkich par zakwalifikowanych do programu – mówi Mrugacz.

Aleksandra Bilewicz z InviMedu zapewnia, że każda para, która do zakończenia programu nie wykorzysta wszystkich zamrożonych zarodków, będzie miała prawo do ich bezpłatnego wykorzystania w późniejszym terminie. – Gwarantuje to umowa klinik z Ministerstwem Zdrowia – tłumaczy. I dodaje, że pacjenci kliniki są na różnych etapach leczenia, w tej chwili trudno powiedzieć, ilu z nich nie skorzysta ze wszystkich swoich zamrożonych zarodków do końca czerwca 2016 r.

Finał decyzji resortu jest taki, że kliniki leczenia niepłodności przestały przyjmować nowych pacjentów.

– Program rządowy jest rozwiązaniem dla pacjentów, których nie było stać wcześniej na kosztowne leczenie. To w nich uderzy decyzja ministra – przyznaje Agnieszka Wasik, dyrektor do spraw medycznych z klinik Invicta. Na leczenie w jej placówkach czeka ok. 700 pacjentów, których ze względu na ograniczoną liczbę miejsc zapewne nie będzie można włączyć do leczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA