fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Łóżka na wynajem w suterenach

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Michał Kopczyński, historyk z UW.

Rzeczpospolita: Najwięksi polscy deweloperzy nigdy wcześniej nie sprzedali tak wielu mieszkań jak w mijającym roku. Nie rozwiąże to jednak problemu permanentnych braków mieszkaniowych w Polsce. Jak daleko w czasie sięga ten problem?

Prof. Michał Kopczyński: Przynajmniej okresu przyśpieszonej migracji do miast, czyli drugiej połowy XVIII w. W Królestwie Polskim ta migracja ruszyła po upadku powstania styczniowego. Sytuacja w miastach była wtedy dramatyczna. Nie dość, że brakowało mieszkań, to na dodatek ludzie przybywający ze wsi często byli bardzo biedni. Pod koniec XIX w. migracja ze wsi do miast była jeszcze intensywniejsza niż ta powojenna, a do tego ludzie mieli dużo więcej dzieci...

To jak mieszkali, skoro brakowało miejsca, a ciągle przybywali nowi?

Nie dość, że wielodzietne rodziny żyły na bardzo małej przestrzeni, to jeszcze w swoich izbach wynajmowały łóżka obcym, czasami jedno łóżko dwóm osobom. Najbiedniejsi mieszkali na poddaszu i w suterenach. Najlepiej uposażeni mieszkali na I i II piętrze. Pamiętajmy, że to nie był napływ do nowych miast, jak do Nowej Huty po II wojnie światowej, tylko była to migracja do miast już istniejących: trzeba było zmieścić się w mieszkaniach, które już istniały. Dlatego w miastach panowało niewyobrażalne dziś zagęszczenie.

Co władza w Królestwie Polskim robiła z tymi problemami?

Władze rosyjskie nie miały żadnej wizji czy strategii. Przyjęło się uważać, że Rosjanie nie ingerowali w te problemy w ramach politycznych represji po powstaniach. Jednak tak naprawdę władza ta była po prostu sklerotyczna. Zwyczajnie nie radziła sobie z nowoczesnością. Chlubnym wyjątkiem był Sokrates Starynkiewicz, rosyjski prezydent Warszawy z lat 1875–1892. Inicjatywa poprawy sytuacji często wychodziła od fabrykantów. Gdy Hipolit Wawelberg przeniósł swoje warszawskie zakłady z Powiśla na Wolę, to w nowym miejscu wybudował dla robotników domy, które zresztą stoją do dzisiaj. Podobnie działał w Żyrardowie Karol Dittrich.

Z brakami mieszkaniowymi nie uporaliśmy się do dzisiaj. Po 1945 r., w związku ze zniszczeniami wojennymi, sytuacja znów była dramatyczna...

Władza komunistyczna nie chciała powtarzać XIX-wiecznego doświadczenia i tych wynajmowanych łóżek. Oczywiście wprowadziła tzw. kwaterunek, ale równocześnie próbowano szybko odbudowywać miasta, a już za Gomułki zaczęto stawiać wielkie bloki mieszkalne. Zauważmy jednak, że w Niemczech zniszczenia wojenne były nie mniejsze. Tylko tam migracja ze wsi do miast zaczęła się dużo wcześniej i po wojnie przystopowała. Za to u nas trwała.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA