fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Sejm nie wprowadzi zmian, na których zależało Kaczyńskiemu

Zakazu hodowli zwierząt na futra od lat domagają się organizacje zabiegające o ich prawa
Reporter, Beata Zawrzel
W tej kadencji parlamentu nie będzie już zakazu hodowli na futra ani innych zmian w ustawie o prawach zwierząt, na których zależało prezesowi PiS.

– Uzgodniliśmy na poziomie politycznym, że z tym ruszamy – mówił pod koniec ubiegłego roku poseł PiS Krzysztof Czabański. Zapowiedział złożenie autopoprawki, po której z impetem miały ruszyć prace nad projektem Prawa i Sprawiedliwości, radykalnie poprawiającym prawa zwierząt.

Autopoprawkę rzeczywiście złożył, ale prace już nie ruszą. Z informacji „Rzeczpospolitej", potwierdzonych w kilku źródłach, wynika, że z sejmowej zamrażarki nie wyjdzie już projekt, który w pewnym momencie uchodził za oczko w głowie Jarosława Kaczyńskiego.

Projekt z podpisem samego prezesa

Został złożony w listopadzie 2017 roku i zyskał taką opinię, bo był zaledwie drugim, pod którym w tej kadencji podpisał się Kaczyński. Pierwszym była inna, niewielka nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, mająca pomóc w walce z bezdomnością psów i kotów.

Opinię projektu, na którym zależy prezesowi, zyskał też dlatego, że tuż po jego złożeniu Kaczyński zaprosił do siedziby PiS działaczy fundacji prozwierzęcej Viva! i dał się nagrać na potrzeby spotu, popierającego nowelizację.

– To powinno być niedopuszczalne, my nie możemy być krajem drugiej kategorii – powiedział w nagraniu.

Prezes odniósł się do zakazu hodowli zwierząt futerkowych, czyli elementu nowelizacji, który stał się jej symbolem. Jednak projekt był dużo obszerniejszy. Przewidywał też m.in. zakaz uboju rytualnego, zakaz trzymania psów na łańcuchach i powszechny obowiązek ich czipowania, podwyższenie kar za znęcanie nad zwierzętami, zakaz występów zwierząt w cyrkach oraz wprowadzenie przepisów, pomagających walczyć z bezdomnością psów i kotów. W styczniu 2018 roku Kaczyński wystąpił w kolejnym spocie. Został wyemitowany przy okazji wystawy „Niech futra przejdą do historii" w Brukseli. Zaangażowaniu prezesa nie towarzyszyły jednak prace w Sejmie.

Niewygodny w kampanii

Do dziś projekt nie otrzymał numeru druku sejmowego. W dodatku przed rokiem marszałek Marek Kuchciński skierował go do zaopiniowania w Komisji Ustawodawczej, zwanej niszczarką. Gdy sprawę opisała „Rzeczpospolita", komisja w szybkim trybie pozytywnie zaopiniowała projekt.

W lipcu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski poinformował, że nie będzie zakazu hodowli zwierząt futerkowych. I rzeczywiście, autopoprawka, jaką w listopadzie zapowiedział Czabański, wyeliminowała z projektu najbardziej kontrowersyjne elementy, czyli zakazy hodowli zwierząt futerkowych, uboju rytualnego i trzymania psów na łańcuchu.

Dlaczego więc prace nie ruszą? – Partyjni specjaliści od wizerunku orzekli, że projekt nie jest dla nas wygodny w okresie kampanii wyborczych – mówi anonimowo jeden z wpływowych polityków PiS.

Zauważa, że projekt od początku budził kontrowersje, zwłaszcza z uwagi na zakaz hodowli na futra. W Polsce hoduje się głównie norki, a pod względem wolumenu produkcji jesteśmy na drugim miejscu w Europie. Hodowcy, przerażeni wizją likwidacji branży, uruchomili firmy lobbingowe i zyskali przychylność niektórych mediów, m.in. związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem.

Strach zajrzał PiS w oczy?

Jednak hodowców nie uspokoiło złożenie autopoprawki. Argumentowali, że nowe przepisy dadzą ekologom uprawnienia do wchodzenia na teren gospodarstw rolnych bez zgody właściciela, choć autorzy projektu odpowiadali, że to nieprawda.

„Autopoprawka o ochronie zwierząt to początek końca wszystkich hodowli w Polsce!" – to z kolei transparent, z którym w lutym pod Sejmem protestowało około stu osób. Obawiały się nowych przepisów dotyczących hodowli psów i kotów. Zdaniem autorów projektu mają one wyeliminować tzw. pseudohodowców, czyli osoby, które oferują rzekomo rasowe zwierzęta, wyposażone w wątpliwe rodowody.

Zdaniem Cezarego Wyszyńskiego z fundacji Viva!, po złożeniu autopoprawki projekt trudno uznać za kontrowersyjny, a PiS niepotrzebnie przestraszył się niewielkich protestów. – Po raz kolejny dobro zwierząt przegrywa kalkulacjami politycznymi i to chybionymi – komentuje.

Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt Paweł Suski z PO ma nadzieję, że decyzja PiS nie jest ostateczna. – Prezes może jeszcze pokazać, że dobro zwierząt rzeczywiście leży mu na sercu – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA