fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Tajemnica gigantycznego manka w CBA. 8 mln zł na hazard

fot. CBA
Bezrobotny mąż kasjerki z CBA wydał na hazard ok. 8 mln zł. Śledczy zajęli konta bukmachera, gdzie obstawiał zakłady. Ten odwołał się do sądu.

Chodzi o aferę z udziałem Katarzyny G., która do niedawna w CBA zajmowała się finansami, i miała z firmy wynieść fortunę. Wstępne wyliczenia mówiły o ok. 5 mln zł, ale okazuje się, że kwota ma sięgać nawet 8 mln zł. Prokuratura założyła, że na hazard mąż kasjerki wydał wszystkie pieniądze zagarnięte z CBA – dlatego zajęła konta bukmachera – firmy STS.

Afera z mankiem w funduszu operacyjnym CBA wybuchła w styczniu, a kasjerka i jej mąż trafili do aresztu.

CBA uparcie twierdziło, że żadnych środków nie utraciło – teraz wiemy dlaczego: „odnalazła” je na kontach firmy bukmacherskiej.

Jak ustaliliśmy, blokady, a potem zajęcia kont dokonała Prokuratura Regionalna w Warszawie prowadząca śledztwo – postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym wydała 8 kwietnia. Spółka uważa, że niesłusznie, dlatego złożyła zażalenie do sądu – w jej ocenie prokuratura nie ma dowodów, że wszystkie środki, jakimi grał Dariusz G., to pieniądze z przestępstwa (wyniesione z CBA). Sąd Okręgowy w Warszawie zażalenie rozpozna 25 czerwca – odpowiadają nam służby prasowe.

Powiązanie wypływu gotówki z CBA z obstawianiem zakładów sportowych przez męża kasjerki wydaje się w łatwe. Dariusz G. od kilku lat był bezrobotny, po tym jak stracił posadę w firmie telekomunikacyjnej – już wtedy, jak twierdzą znający go pracownicy, miał problemy z hazardem. Choć jego stan majątkowy na to nie pozwalał, w grach mógł przepuścić co najmniej 8 mln zł – grał regularnie, obstawiał sumy do 20 tys. zł w internecie (hazard online) i w punkcie STS. Posiadał z tego tytułu nawet status klienta VIP – dzięki czemu od bukmachera otrzymywał nagrody i bonusy.

Katarzyna G. zarabiała w CBA ok. 10 tys. zł – to za mało, by jej niepracujący mąż mógł obracać takimi sumami.

Jednak ustalenie, ile dokładnie pieniędzy kasjerka wyniosła z CBA, będzie trudne. Nie istniały bowiem tu żadne procedury, np. zarządzenia szefa, które pozwalały co do złotówki kontrolować wpływy i wypływy z funduszu operacyjnego – wydatki księgowano co dwa, trzy miesiące, jednak poza jakąkolwiek kontrolą było przyjmowanie pieniędzy do funduszu, np. pobierano je bezpośrednio z NBP. Przez to CBA do dziś nie wie, jakie środki przepływały przez fundusz. – Pieniądze znajdowały się w pancernej szafie, do której były trzy kluczyki. To było całe zabezpieczenie – słyszymy od zorientowanego w sprawie rozmówcy.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, nie tylko szefostwo CBA popełniło błąd zaniechania (Ernest Bejda za ten błąd nie został na kolejną kadencję).

Firmy bukmacherskie nie mogą same kontrolować, skąd klient ma pieniądze – ale robią to służby skarbowe, w tym generalny inspektor informacji finansowej. Tymczasem GIIF zainteresował się firmą bukmacherską i jej wyjątkowym klientem dopiero po wybuchu afery, choć STS twierdzi, że zgodnie z obowiązkiem zgłaszał wpłaty Dariusza G. Podobnie miał robić bank, który obsługiwał jego online’owe konto.

Małżeństwo G. pozostaje w areszcie. Obrona Katarzyny G. chce, by została przebadana przez biegłego w zakresie uzależnień od hazardu. To jej linia obrony: pieniądze miała wynosić pod silną presją męża. Mogła więc być jego ofiarą – osobą współuzależnioną.

STS, firma bukmacherska, na której kontach zajęto pieniądze mające związek z Dariuszem G., nie chce odpowiedzieć, jakich argumentów użyto w zażaleniu do sądu. Łukasz Borkowski, rzecznik STS, zapewnił jedynie, że spółka „pozostaje do dyspozycji organów państwowych” i współpracuje z prokuraturą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA