fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Laskowski o reformie SN: wypowiedzi prezydenta bolą

Michał Laskowski
rp.pl
Michał Laskowski | Sędzia i rzecznik prasowy Sądu Najwyższego

Zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym, choć długo oczekiwane, weszły już w życie. Sędziowie odesłani w stan spoczynku ze względu na ukończenie 65. roku życia legalnie wrócili do orzekania. Wygląda na to, że Sąd Najwyższy został uratowany, skończyło się zamieszanie i w końcu zapanuje w nim spokój. Czy tak jest rzeczywiście?

Michał Laskowski: Po ogłoszeniu i wejściu w życie ostatniej nowelizacji ustawy o SN rzeczywiście można powiedzieć, że rozwiązany został problem sędziów, którzy przekroczyli 65. rok życia, w tym problem przerwania kadencji pierwszej prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf. W tym zakresie rząd, a za nim ustawodawca i prezydent, ostatecznie zmienili swoje stanowisko. Aktualne pozostaje pytanie, czy jednocześnie zmienili poglądy. Przyjęte rozwiązania ustawowe cieszą, zwłaszcza w tym znaczeniu, że są krokiem w stronę respektowania rozwiązań konstytucyjnych i rządów prawa. Nie traktujemy tego w kategoriach wygranej.

A jak wygląda bilans zysków i strat?

Jeśli sporządzać bilans zysków i strat, które są następstwem zabiegów legislacyjnych wokół Sądu Najwyższego, to raczej nie jest on korzystny. Na bardziej miarodajne opinie przyjdzie czas dopiero po ocenie działalności „nowych" izb SN, w których orzekanie dopiero się zaczyna. Trudna jest także ocena konsekwencji społecznych. Czy poziom zaufania do SN wzrósł, czy zmalał, jaki jest obecnie autorytet tego organu i jaki będzie w przyszłości, to pytania, na które trzeba poszukiwać odpowiedzi zarówno obecnie, jak i w przyszłości. Dzisiaj opinie są bardzo różne. Liczymy na okres względnej stabilizacji sytuacji w Sądzie Najwyższym, trudno jednak powiedzieć, co nas czeka po tegorocznych wyborach.

Czy w takiej chwili, powiedzmy chwili spokoju, ostre słowa prezydenta Andrzeja Dudy na temat sędziów w tym i tych orzekających w Sądzie Najwyższym mniej bolą?

Wypowiedzi prezydenta w odniesieniu do Sądu Najwyższego, także te po podpisaniu ostatniej noweli ustawy o SN, bolą, i to nie tyle w wymiarze osobistym, ile społecznym. O ile można rozumieć, że publicyści prezentują różne – czasem skrajne – opinie, o tyle od prezydenta oczekiwać można umiarkowania i działań zmierzających do tonowania emocji w imię autorytetu państwa.

Sądy, w tym SN, to istotna część tego państwa, którego głową jest prezydent. Wielokrotnie w przestrzeni publicznej pojawiały się i pojawiają głosy, że prezydent powinien być prezydentem wszystkich Polaków, osobą przynajmniej nieco zdystansowaną od bieżących sporów politycznych i poszukującą porozumienia między spierającymi się obozami. Ucząc się prawa konstytucyjnego, tak wyobrażałem sobie rolę prezydenta w demokratycznym państwie prawnym. Zestawienie tych wyobrażeń z rzeczywistością bywa przykre.

A jak układa się współpraca z nowymi sędziami Sądu Najwyższego, sędziami, którymi obsadzono dwie nowe izby: Dyscyplinarną i Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Współpraca „starych" i „nowych" sędziów SN dopiero się rozpoczyna. Właśnie odbyło się pierwsze posiedzenie Kolegium SN z udziałem przedstawicieli nowych izb.

Współpraca ta jest konieczna, przed nami mnóstwo problemów związanych m.in. z bazą lokalową, narzędziami pracy itd. Trzeba je rozwiązywać razem, a pierwszy prezes Sądu Najwyższego powinien być prezesem wszystkich sędziów i pracowników. Nie będzie to łatwe, spotykamy się z problemami, z którymi nie mieliśmy dotychczas do czynienia, a ich rozwiązywanie wymaga roztropności i umiejętności godzenia różnych racji.

Chyba nie do końca przebiega dobrze, skoro jeden z nich, sędzia Kamil Zaradkiewicz, wystąpił z powództwem o nakazanie dopuszczenia go do wykonywania funkcji orzeczniczych sędziego. Krótko mówiąc, sędzia chce sądzić, a prezes mu nie pozwala. Dlaczego?

Pojawiają się różne sytuacje konfliktowe, których szczególnym przykładem jest pozew złożony przez Kamila Zaradkiewicza. Wiąże się to z powstrzymywaniem się od wyznaczania sesji części sędziów po zgłoszeniu zastrzeżeń w odniesieniu do procedury ich powołania i wydane zostały postanowienia o zabezpieczeniu, które zignorowano.

Izba Dyscyplinarna SN jednak częściowo stanęła po stronie sędziego Zaradkiewicza i uwzględniła jego wniosek. Zobowiązała wręcz prezesa SN kierującego pracą Izby Cywilnej do wyznaczania Kamila Zaradkiewicza do składów orzekających (w tym też jako sędziego sprawozdawcę) i przydzielenia mu asystenta sędziego. To chyba świadczy o podziale w SN?

Postanowienie zabezpieczające dotyczące Kamila Zaradkiewicza wydane ostatnio w Izbie Dyscyplinarnej SN będzie respektowane. Problem tego sędziego i innych sędziów w podobnej sytuacji być może zostanie rozwiązany po uzyskaniu odpowiedzi na pytania prejudycjalne skierowane do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Na co teraz czekają sędziowie Sądu Najwyższego?

Między innymi na odpowiedzi na zadane pytania prejudycjalne, ale przede wszystkim na wzrost poczucia stabilności i zaufania do organów państwa. Na ile oczekiwania te są realne? Trudno powiedzieć. Z dużą uwagą obserwować będziemy rozwój wydarzeń. Wydaje się, że w naszych oczekiwaniach poprawy stanu praworządności i poziomu zaufania do państwa nie jesteśmy odosobnieni.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA