fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Asesorzy ofiarami domowej wojny politycznej

Adobe Stock
Wojna polityczna, niedbale stanowione prawo i kurczowe przestrzeganie procedury prowadzić mogą do wypaczenia reguł i odarcia ich ze społecznego szacunku

Od zmian ustrojowych w 1989 r., a następnie w 1997 r. po uchwaleniu Konstytucji RP politycy przyzwyczaili polskie społeczeństwo do tego, iż ich aktywność ma charakter przedwyborczej profilaktyki. I tak oto, jedynie przy okazji większych – nazwijmy to – imprez masowych, takich ja wybory samorządowe, parlamentarne, prezydenckie czy europejskie proponowali mniej lub bardziej śmiałe zmiany w różnych dziedzinach życia, w tym tych, które odnosiły się do wymiaru sprawiedliwości. Większych rewolucji jednak nie przeprowadzali.

Ustrój państwa: inaczej wieczorem, inaczej rano

Odkąd prawo stanowi rządząca obecnie parlamentarna większość, politycy zdążyli przyzwyczaić Polaków do sytuacji zgoła odmiennej, a mianowicie, że ustrój państwa wyglądać może inaczej wieczorem, inaczej zaś rano. A ponadto, iż najskuteczniejszym sposobem na istotną zmianę obowiązującej konstytucji jest uchwalenie nowej ustawy, rzecz jasna – zwykłej i wprawdzie z ustawą zasadniczą niemal całkiem niezgodnej, ale mającej nad nią tę wyższość, iż można ją wprowadzić mocą zwykłej większości parlamentarnej. Tym oto sposobem zmieniono m.in. reguły funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, wypaczono sens istnienia służby cywilnej czy podporządkowano prokuraturę jednej osobie.

Polacy, początkowo skonsternowani, a później oburzeni swobodą, z jaką rządzący ingerują w zasady demokracji wynikające z konstytucji, wyrażali głośny sprzeciw. Protestowali m.in. przeciwko zmianom ustrojowym czy propozycjom zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Manifestowali wsparcie – wobec Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, sędziów.

Później, najpewniej zmęczeni spełnieniem się pewnego chińskiego przekleństwa, tj. życiem w ciekawych czasach, przyzwyczaili się do tego, że normą jest prawna rewolucja, a narzędziem do jej przeprowadzenia dyktat sejmowej większości, a nie rzeczowa parlamentarna dyskusja i merytoryczna wymiana poglądów. Tak oto bowiem, gdy zdawać się mogło, że pewna jest już tylko treść publikowanych w gazetach nekrologów (śmierć bowiem jest niezmienna), a bynajmniej nie ustrój, w którym żyjemy, w czasach, gdy nikt nie powinien być pewien, co przyniesie jutro, przypuszczać należało, że niebawem jedynie lektura nowych przygód Harry'ego Pottera mogłaby poruszyć serca i umysły młodego pokolenia.

Tymczasem stało się inaczej.

Winne są braki formalne

Minister sprawiedliwości powołał 265 asesorów sądowych, od których odebrał ślubowanie, a następnie – w myśl obowiązujących przepisów, przekazał całość dokumentacji organowi powołanemu do stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, tj. Krajowej Radzie Sądownictwa. Ta zaś, także w myśl obowiązujących przepisów, w ustawowym terminie 30 dni zgłosiła sprzeciw wobec podjęcia przez owych asesorów wszystkich czynności sędziowskich, wskazując przy tym powody, którymi się kierowała, a które sprowadzić można do stwierdzenia będącego koszmarem każdego procesualisty: braki formalne.

Wszystko, co się zdarzyło, było zgodne z zasadami sztuki – Krajowa Rada Sądownictwa, zgodnie z ustawą, sformułowała zarzuty wadliwości czynności podjętych przez ministra sprawiedliwości, a nie samych zainteresowanych. Minister, niejako manifestując brak nacisków na KRS, w skład której sam przecież wchodzi, ale także zgodnie z ustawą, nie zajął publicznie stanowiska w sprawie. Asesorzy zaś najpewniej odwołają się, zgodnie z ustawą, do Sądu Najwyższego, który – zaskoczenia być nie powinno – orzeknie zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

Gdyby nie to, że skutkiem opisanych zdarzeń jest pozbawienie 265 osób (absolwentów pięcioletnich studiów prawniczych i 3,5-letniej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, osób, które w czasie nauki w KSSiP zdały 35 egzaminów, a po jej ukończeniu egzamin zawodowy oraz w wielu wypadkach odbyły także obowiązkowy 18-miesięczny staż referendarski) możliwości dojścia do zawodu sędziego zgodnie z obraną przez nie legalną drogą, powiedzieć należałoby, że opisane działania – z jednej strony ministra, a z drugiej KRS, to nic innego, tylko perfekcyjna szarża wojskowa. Szkoda jedynie, że nastąpiła w wojnie domowej, której zakładnikami są żywi ludzie.

Ofiary wojny politycznej

Wydaje się, że minister sprawiedliwości dobrze wiedział o brakach złożonej dokumentacji, a tym samym zakpił nie tylko z obowiązujących przepisów, ale i z ludzi, od których odebrał ślubowanie. Zdawać się może, iż Krajowa Rada Sądownictwa pokazała młodym ludziom, gdzie jest ich miejsce (poza władzą sądowniczą) i podważyła sens kształcenia w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.

Pewne jest natomiast to, że wojna polityczna, niedbale stanowione prawo i kurczowe przestrzeganie procedury prowadzić mogą do wypaczenia reguł i odarcia ich ze społecznego szacunku, oraz to, że rację miał Cyceron, twierdząc, że pokój, nawet niesprawiedliwy, jest pożyteczniejszy niż najsprawiedliwsza wojna.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju Adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl), członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA