fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Małgorzata Kluziak: dyskutuję, bo jestem sędzią i obywatelem

Małgorzata Kluziak
tv.rp.pl
Obecny model postępowania dyscyplinarnego budzi wątpliwości autorytetów prawniczych i zwykłych sędziów – mówi Małgorzata Kluziak, była prezes SO w Warszawie.

Zabierała pani głos w programie „Czarno na białym" w TVN24. Program był poświęcony m.in. wiceprezesowi SO Dariuszowi Drajewiczowi. Zastępca rzecznika dyscyplinarnego wszczął za to wobec pani postępowanie wyjaśniające. Czym się pani naraziła?

Rzeczywiście, przesłał mi pismo wzywające w trybie art. 114 § 2 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych do złożenia, cytuję, „pisemnego oświadczenia dotyczącego możliwego popełnienia przewinienia dyscyplinarnego polegającego na uchybieniu godności urzędu poprzez wypowiedzi, które zostały zarejestrowane i wyemitowane w dwóch programach telewizyjnych z cyklu »Czarno na białym«". Moim zdaniem żadna z moich wypowiedzi w tym programie nie uchybiała godności urzędu sędziego w stanie spoczynku. Była wyrazem troski o stan sądu, którym do września 2017 r. kierowałam jako prezes i starałam się wraz z zespołem wiceprezesów, sędziów i pracowników poprawić jego funkcjonowanie.

O jakie słowa poszło?

Nie wiem. Moje wypowiedzi były przede wszystkim prawdziwe, odnosiły się do faktów i zostały wyrażone w sposób właściwy sędziemu.

Wysłała już pani wyjaśnienia do rzecznika?

Nie wysłałam jeszcze wyjaśnień do rzecznika, bo nie upłynął jeszcze termin, i zastanawiam się, czy rzecznik powinien prowadzić to i inne postępowania dyscyplinarne, zwłaszcza że wobec pojawiających się wątpliwości Sąd Najwyższy skierował 12 czerwca 2019 r. pięć pytań prejudycjalnych dotyczących środków ochrony zasady państwa prawa jako podstawowej wartości Unii Europejskiej, w tym umocowania nowo powołanych sędziów Izby Dyscyplinarnej.

To pierwszy raz, kiedy zabierała pani publicznie głos w debacie publicznej na temat sędziów? Ile było takich sytuacji i czego dotyczyły?

W debacie publicznej dotyczącej sądownictwa uczestniczę od lat. Uważam, że udział w publicznej dyskusji na temat sprawnego państwa i wymiaru sprawiedliwości to mój obowiązek jako sędziego i obywatela. Uczestniczyłam także w debacie poświęconej granicom odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, będąc obrońcą w sprawie sędziego Dominika Czeszkiewicza.

W jakim stopniu sędzia powinien udzielać się medialnie? Co mu wolno?

Uważam, że sędziemu nie wolno izolować się od obywateli. Kryzys zaufania do wymiaru sprawiedliwości jest po części wynikiem takiego zachowania w przeszłości, posługiwania się hermetycznym językiem, braku komunikowania się z ludźmi. Sędziowie mieli przekonanie, że powinni wypowiadać się poprzez swoje orzeczenia i uzasadnienia. Tymczasem świat za murami sali sądowej rozwijał się, ludzie uzyskali szeroki dostęp za pośrednictwem internetu do wszelkiej informacji, a my, sędziowie, zostaliśmy w swoich czterech ścianach ze swoją wiedzą tajemną. To są straty, które powinniśmy w szybkim tempie zacząć odrabiać, dla dobra demokracji obywatelskiej, dlatego uważam, że nasz udział w debacie publicznej powinien być jak najszerszy. W Niemczech np. sędziowie prowadzą cykliczne programy informacyjne i edukacyjne z zakresu prawa sądowego i kroniki sądowej, tłumacząc, co się działo ostatnio w sądzie i dlaczego. Podobno cieszą się powodzeniem.

Co pani sądzi o postępowaniach dyscyplinarnych, które dziś się toczą?

Zacznę historycznie od wypowiedzi z 1815 r. Rogera Collarda, znanego prawnika z czasów rewolucji francuskiej. Przemówieniu wygłoszonemu na forum parlamentu nadał formę fikcyjnego dialogu między władzami (wykonawczą i ustawodawczą) a obywatelem, któremu proponują objęcie urzędu sędziowskiego. Odnośnie do postępowania dyscyplinarnego wypowiedź nie traci na aktualności: „Przyrzeknijcie, że ustąpię dopiero wtedy, gdy równi mi sędziowie udowodnią mi w uczciwym procesie, że zdradziłem powierzone mi obowiązki. Dajcie mi gwarancję, że w chwilach złości nie będziecie mogły mnie aresztować; że minister skarbu osłoni mnie od życiowych trosk tarczą dobrobytu; że urzędnicy nie będą mogli mnie przenosić na inne miejsce; że moja pensja i mój awans w sądownictwie nie będą zależeć od tego, czy moje orzeczenia będą się podobały wam, waszym urzędnikom, politykom i prasie. Wtedy narzucę sobie jeszcze wyższe wymagania etyczne od tych, których ode mnie oczekujecie, i będę ich strzegł".

Generalnie uważam, że postępowania dyscyplinarne wobec sędziów powinny być zgodne z wysokimi standardami gwarantującymi niezależność sądów dyscyplinarnych od jakichkolwiek władz, ich transparentność. Powinny być sprawne i skuteczne. Natomiast obecny model postępowania budzi wątpliwości autorytetów prawniczych i zwykłych sędziów. Dlatego też kierowane są pytania prejudycjalne do TSUE dotyczące zgodności tego modelu ze standardami europejskimi. Zastanawia mnie także, dlaczego te same czyny, związane chociażby z opóźnieniami w sporządzaniu uzasadnień wobec niektórych sędziów, spotykają się z reakcją ze strony rzeczników, natomiast wobec innych sędziów brak takiej reakcji.

Czy to, co się dzieje, można nazwać efektem mrożącym?

Efekt mrożący jest trudny do uchwycenia, ale jednak wyraźnie widać, że szeroko pojmowane środki dyscyplinarne kierowane są wobec sędziów aktywnych, znanych ze swoich publicznych aktywności i krytycznych wobec zachodzących zmian, jak np. sędziowie: Tuleya, Frąckowiak, albo też sędziów, których orzeczenia są krytykowane. Na taką skalę nigdy to się nie zdarzało. To budzi zaniepokojenie, tym bardziej że pozytywna krytyka jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i każdego obszaru publicznej aktywności państwa. Podejmowane przez rzeczników działania są śledzone przez 97 proc. sędziów, co wynika z ankiety „Rzeczpospolitej".

Może to stanowić potwierdzenie obaw polskich sądów wyrażonych w uchwałach i pytaniach prejudycjalnych, że efekt mrożący działa, a nowe postępowanie dyscyplinarne ma przede wszystkim na celu kontrolę zachowań sędziów. Mam jednak nadzieję, że sędziowie pozostaną wierni złożonemu ślubowaniu, a zatem również nie ulegną żadnym próbom ograniczenia ich niezawisłości. Od tego zależy nie tylko stan praworządności w naszym kraju, ale i to, jakie miejsce będzie miała Polska we Wspólnocie Europejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA