fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Aneta Łazarska: System przydziału spraw premiuje absencje sędziów

AdobeStock
System losowego przydziału spraw miał ważyć sprawy i przydzielać je równomiernie. Wystarczy jednak sięgnąć do statystyk, by zauważyć, że wprowadza znaczące dysproporcje, rzędu nawet kilkudziesięciu spraw. Co więcej, system „premiuje" absencje.

Gdyby w firmie budowlanej szef ustawił maszynę do losowania i powiedział, że od dziś ślepy los będzie rozdzielać między pracowników mniej lub bardziej pracochłonne zlecenia, że mimo to wszyscy pracownicy zarabiają tak samo i w tych samym wymiarze godzinowym swoje zlecenia muszą wykonać, a za opieszałość grozi im dyscyplinarka – nie wiem, ilu pracowników zostałoby w tej firmie.

Jednym z największych problemów sądownictwa jest nierównomierne obciążenie sędziów w skali kraju i poszczególnych sądów. Szokuje, jak rzadko jednak sami sędziowie i ich stowarzyszenia podejmują ten temat. A przecież obowiązek równego traktowania pracowników oraz zakaz ich dyskryminacji wynika także z przepisów Konstytucji RP oraz ratyfikowanych przez Polskę umów międzynarodowych – art. 32 i 33 Konstytucji RP, art. 20–23 Karty praw podstawowych oraz dyrektyw „równościowych" również dotyczą sędziów. Z ugruntowanego orzecznictwa SN wynika, że do naruszenia zasady równego traktowania pracowników (art. 112 kodeksu pracy i zasady niedyskryminacji w zatrudnieniu (art. 113 k.p.) może dojść, gdy różnicowanie ich sytuacji wynika z zastosowania przez pracodawcę niedozwolonego kryterium, a więc w szczególności, gdy nie ma ono oparcia w odrębności obowiązków, sposobie ich wypełnienia czy też kwalifikacjach (wyrok SN z 5 października 2007 r., II PK 14/07, OSNP 2008/21-22/311).

Sędziowie mają istotnie nienormowany czas pracy, co nie znaczy, że można ich nierówno traktować. Rzeczą każdego pracodawcy jest równomierne rozłożenie na pracowników zadań i obowiązków.

W skali mikro-, czyli poszczególnych sądów, a nawet wydziałów, problem ten miał rozwiązać system losowego przydziału spraw. Dla stron z kolei miał być gwarancją ochrony przed arbitralnością i dowolnym przydziałem spraw przez samych sędziów. Warto na początku 2019 r., kiedy mamy już „twarde" dowody ze statystyk sądowych, zweryfikować działanie tego systemu.

Grzech pierworodny

Idea losowania miała być odpowiedzią na arbitralny przydział spraw w wielu sądach przez przewodniczących wydziałów. Przypomnijmy, że nie zawsze było realizowane prawo do ustawowego sędziego, nie było określonych kryteriów przydzielania. Co więcej, sędziowie, którzy mieli wpływ na rozdział spraw, dobierali sobie te najłatwiejsze. Taka praktyka naruszała gwarancje rzetelnego procesu i niestety rzadko była piętnowana przez wizytację sądową. System losowania miał uzdrowić sytuację.

W samym losowaniu nie ma nic złego, jeśli tylko stronom i sądowi jest znany jego algorytm. W świetle zasady I pkt 2e zalecenia nr R (94)12 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich dotyczącego niezawisłości, sprawności i roli sędziów – na przydzielanie sprawy sędziemu nie powinny mieć wpływu życzenia żadnej ze stron ani żadnej osoby zainteresowanej rozstrzygnięciem. Przydzielanie spraw powinno następować np. w drodze losowania, automatycznego ich rozdzielania zgodnie z porządkiem alfabetycznym lub innym podobnym sposobem.

Taki algorytm nie został jednak przez Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniony. Sprawy rozdziela „narzędzie informatyczne działające w oparciu o generator liczb losowych oddzielnie dla każdego repertorium, wykazu lub innego urządzenia ewidencyjnego". Tymczasem rozdział spraw to materia rdzennego obszaru niezawisłości sędziowskiej. Niedopuszczalny jest wpływ na tę sferę zarówno urzędników MS, jak i samych informatyków i osób trzecich. Algorytm ten powinien być znany sędziom, pełnomocnikom i stronom. Nie chodzi bowiem tylko o gwarancje sprawiedliwego rozdziału spraw, ale i prawo strony do ustawowego sędziego. Poza tym sami sędziowie powinni mieć prawo kontroli systemu, aby eliminować nieprawidłowe i nierównomierne rozłożenie spraw.

Prawo do ustawowego sędziego

Prawo do ustawowego sędziego, znane doskonale w innych systemach prawnych, z trudem kształtuje się w świadomości polskiego społeczeństwa i polskich sędziów. Wynika to z odziedziczonego z PRL systemu hierarchicznej struktury sądów i szerokiej władzy przewodniczącego wydziału.

Sąd właściwy, w rozumieniu art. 45 ust. 1 konstytucji, to sąd właściwy zewnętrznie, czyli w kwestii podziału spraw między poszczególnymi sądami, i właściwy wewnętrznie, czyli w aspekcie podziału spraw w obrębie sądu i samych sędziów. Tak należy wykładać konstytucyjne pojęcie sądu właściwego, bo w przeszłości jednym z dość skutecznych sposobów korodowania niezawisłości sędziowskiej były m.in. mechanizmy rozdziału spraw, np. odebranie sprawy czy przydzielenie spraw pracochłonnych, które zajmowały znacznie więcej czasu i mogły prowadzić do przewlekłości i odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego. Dochodziło w ten sposób do naruszenia niezawisłości sędziowskiej w stosunku służbowym. Stąd współcześnie istotny jest właśnie ten aspekt prawa do sądu właściwego, który obejmuje gwarancje tzw. prawa do ustawowego sędziego.

Jest to zatem fundamentalne prawo stron do tego, aby ich sprawa trafiła do ustawowego sędziego. Brak takich gwarancji narusza art. 45 ust. 1 konstytucji.

Przydział kością niezgody

System losowego przydziału spraw miał ważyć sprawy i przydzielać je równomiernie. Wystarczy jednak sięgnąć do statystyk, by zauważyć, że wprowadza znaczące dysproporcje, rzędu nawet kilkudziesięciu spraw. Co więcej, system „premiuje" absencje. Sędziowie sumienni otrzymują de facto najwięcej spraw. System nie uwzględnia w losowaniu sędziów nieobecnych co najmniej cztery dni, po tym okresie ma tak przydzielać sprawy, „aby w okresie roku od rozpoczęcia nieobecności liczba spraw przydzielonych poszczególnym referentom w każdej kategorii była proporcjonalna do liczby dni pracy poszczególnych referentów". W konsekwencji sędziom istotnie nie zwiększa się po powrocie zaległość, ale kosztem innych sędziów – obecnych w pracy. W większości dużych sądów sędziowie mają po kilkaset spraw w referacie. Co miesiąc się kumulują, bo wpływa więcej spraw, niż sędziowie są w stanie skończyć. Zaległość chorujących lub przebywających na urlopach kolegów obciąży innych sędziów, już i tak bardzo przeciążonych.

System ten operuje też kategorią dni pracy sędziego, co jest nieporozumieniem. Sędzia ma możliwość zakończenia sprawy tylko poprzez wyznaczenie sesji i skierowanie sprawy na rozprawę, czyli faktycznie czas jego pracy wyznaczają dni sesyjne. Konieczne jest jednak przygotowanie tych spraw na sesje i sporządzanie uzasadnień, więc wyznacza się jedną, góra dwie sesje w tygodniu. Sędzia obecny w pracy mógłby wyznaczyć w pozostałe dni pracy sesje, aby rozpoznać ową zaległość, ale pytanie, kiedy miałby się do tych spraw przygotować lub napisać uzasadnienia.

System ten niestety nie uwzględnia, ile inni sędziowie, na których proporcjonalnie jest dzielony wpływ, mają sesji do końca roku i czy są w stanie załatwić narastającą zaległość.

Wylano dziecko z kąpielą

Zasada równego traktowania pracowników (także sędziów) nie wyklucza różnicowania praw i obowiązków pracowniczych. Przepis art. 112 k.p. zakłada je bowiem ze względu na odmienności wynikające z ich cech osobistych i różnic w wykonywaniu pracy.

Jest to prawo wynikające wprost z zakazu dyskryminacji i nakazu równego traktowania. Sądowy totolotek narusza obie te zasady. Nie są bowiem znane zasady generowania danych liczbowych, w jakich to następuje konfiguracjach, z jaką częstotliwością i z jakiej puli doboru.

Poza tym pracodawca dorzuca „zaległość" sędziów, którzy są w pracy nieobecni. To szczególnie demotywuje sędziów, którzy do tej pory przez lata likwidowali zaległości w swoich referatach. Czas oczekiwania na wyznaczenie terminu też będzie zależał od tego, czy sprawa trafi do mniej czy bardziej obciążonego referenta.

Sądowa Enigma

Zapowiedź, że system będzie ważył sprawy, od początku był fikcją. Trzeba by było je najpierw dokładnie przeczytać, przeanalizować od strony faktycznej, prawnej, dowodowej i takie dane wprowadzić do systemu. Wówczas komputer byłby w stanie, kierując się np. podstawą prawną, liczbą stron, zakresem postępowania dowodowego, planowanym czasem postępowania, dokonać porównania. Nie słyszałam jednak, aby ktokolwiek taki pomiar prowadził. Przydział spraw jest więc w istocie enigmą. Konia z rzędu temu, kto złamie ów algorytm. Co więcej, przez blisko rok funkcjonowania tego systemu nikt nie zajął się merytoryczną analizą skutków tego przydziału. Sama zaś regulacja niestety razi kazuistyką, co będzie prowadzić do wielu sporów kompetencyjnych. Sędziowie i przewodniczący wydziałów zajmą się zaś administracją sądową, a nie orzekaniem. Sędzia będzie korespondował z wizytacją, a ta z MS w sprawie wykładni zawiłości informatycznych regulaminu sądowego.?

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie i wykładowczynią Uczelni Łazarskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA