fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Mapa kradzieży i rozbojów

123RF
Najmniej bezpiecznie wciąż jest na Dolnym Śląsku, choć złodzieje najaktywniejsi są w Warszawie.

Włamywacze, sprawcy rozbojów i innych przestępstw upodobali sobie zachodnie rejony kraju, a zwłaszcza jeden z najbardziej rozwiniętych, jakim jest Dolny Śląsk. To województwo wciąż jest w czołówce przestępstw w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców – wynika z „Raportu o stanie bezpieczeństwa w Polsce" za 2014 r., który przygotowało MSW. Na przeciwnym biegunie utrzymało się Podkarpacie. Tamtejsza afera korupcyjna jest głośna, ale nie wpłynęła znacząco na statystyki przestępczości.

Szajki przy granicy

Coroczny raport na temat bezpieczeństwa powstał na podstawie informacji, jakie MSW zebrało z podległych mu służb, głównie od policji.

W ubiegłym roku w kraju doszło do 908 tys. przestępstw – to o 14 proc. mniej niż rok wcześniej – z czego kryminalnych było 628 tys.

Spadkowy trend dotyczy niemal wszystkich kategorii z wyjątkiem nadużyć gospodarczych i oszustw. Spadła więc liczba m.in. zabójstw, gwałtów, bójek, ale i uważanych za dokuczliwe społecznie rozbojów, kradzieży i włamań.

Jak co roku zagrożenie przestępczością największe jest w zachodnich rejonach kraju – najwyższe w województwie dolnośląskim, gdzie przestępstw było ponad 3,1 tys. na 100 tys. mieszkańców. Choć to znacznie mniej niż rok wcześniej (wtedy 3,8 tys.), Dolny Śląsk jest jedynym regionem, w którym wskaźnik ten przekroczył 3 tys.

Z pozostałych najbardziej zagrożone przestępczością są kolejno województwa: śląskie, lubuskie i zachodniopomorskie. Zdaniem policjantów na niekorzystny obraz zachodnich regionów wpływa przestępczość przygraniczna: w tym przemyt papierosów czy – zjawisko dosyć nowe – kradzieże maszyn budowlanych.

– Bliskość granicy i atrakcyjność regionu sprawiają, że ściągają do nas nie tylko przedsiębiorcy i turyści, ale także najróżniejsi przestępcy – mówi Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji. – Nie ma tygodnia, byśmy nie rozbili kilku „dziupli" samochodowych, w których skradzione samochody są rozbierane na części. Niedawno rozbiliśmy szajkę, która na dużą skalę kradła rowery.

Ze względu na szczególną aktywność przestępców w obszarze przygranicznym uruchomiono jedyną w kraju polsko-niemiecką grupę operacyjną Nysa.

Także w Małopolsce, choć dobrze wypadła w rankingu, problem z kradzieżami samochodów jest poważny. – Ostatnio coraz częściej są kradzione na części – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik małopolskiej policji.

W stolicy stracisz auto

Wschód kraju wciąż należy do regionów, w których nasilenie przestępstw jest najmniejsze – na czele, w pozytywnym sensie, jest województwo podkarpackie, gdzie dochodzi do 1,3 tys. przestępstw na 100 tys. mieszkańców. To niespełna połowa średniej krajowej. We wschodniej części największą poprawę zanotowało oprócz Podkarpackiego także Lubelskie.

– To m.in. efekt akcji prewencyjnych ostrzegających przed oszustami, zwiększenia liczby patroli na drogach, dzięki którym znacznie ubyło przestępstw popełnianych przez kierowców – wskazuje Andrzej Fijołek z lubelskiej policji.

Na rozboje najmniej narażeni są mieszkańcy Podkarpacia oraz Świętokrzyskiego. Największe prawdopodobieństwo, że stanie się jego ofiarą, jest – oprócz Dolnośląskiego – na Śląsku, w Małopolsce i w Łódzkiem.

Prawdopodobieństwo tego, że padnie się ofiarą przestępstwa kryminalnego, duże jest (znów oprócz Dolnego Śląska) w Warszawie – tu w zeszłym roku doszło do ponad 2 tys. przestępstw na 100 tys. mieszkańców.

Także mieszkańcy stolicy są szczególnie narażeni na kradzieże – w zeszłym roku okradzionych tu zostało 795 osób na 100 tys. mieszkańców. To najwyższy wskaźnik w kraju.

Tu ściągają rzesze ludzi z innych rejonów, za pracą. Złodzieje to wykorzystują – uważają policjanci.

W Warszawie oprócz portfela czy dokumentów również najłatwiej stracić samochód – dochodzi tu do 94 kradzieży aut w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy np. na Podkarpaciu ginie zaledwie sześć pojazdów, a na Lubelszczyźnie – siedem.

Zagrożenie włamaniami jest największe na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie oraz Śląsku.

Na spokojnym skądinąd Podlasiu sporo jest bójek – wskaźnik ich dotyczący jest taki sam jak na Śląsku. Z kolei najrzadziej dochodzi do nich w Wielkopolsce oraz w stolicy, co, zwłaszcza w tym drugim przypadku, może być zasługą dość powszechnego monitoringu ulicznego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA