fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

W czasie pandemii wzrosła liczba zabójstw w Polsce

W maju tragedia rozegrała się w Legnicy. Radosław Rz. dwukrotnie strzelił do swojej byłej partnerki, bo nie mógł pogodzić się z rozstaniem
EAST NEWS
Alkohol, sprzeczka i tragiczny finał. Policja notuje coraz więcej zabójstw.

Jaki wpływ na zachowania ludzi ma pandemia koronawirusa? Trudno o radykalne wnioski, jednak statystyki są wymowne: od początku roku do czerwca odnotowano o 43 zabójstwa więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Tak wynika z danych Komendy Głównej Policji, które przeanalizowała „Rzeczpospolita".

– Pandemia może mieć na to wpływ, zwłaszcza w czasie obowiązywania dużych ograniczeń, kiedy ludzie musieli pozostawać w domach. W izolacji narasta agresja, zdenerwowanie, sięganie po alkohol. A w sytuacjach konfliktowych nic tak ludzi nie dzieli jak wspólne mieszkanie – uważa prof. Brunon Hołyst, kryminolog.

Dolny Śląsk w czołówce

W pierwszym półroczu w kraju doszło do 321 zabójstw (jedno popełnił nieletni), podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 278. Największy wzrost miał miejsce w woj. dolnośląskim, gdzie liczba morderstw się podwoiła – z 16 w pierwszym półroczu ubiegłego roku do aż 37 w tym samym okresie obecnego. Również znaczący, blisko 90-proc. wzrost tych czynów dotyczy Warszawy i okolic (rejonu podległego KSP), gdzie życie z cudzej ręki straciło 36 osób, a rok temu w tym samym czasie – 19.

Częściej do tragedii dochodziło też w woj. pomorskim – tu życie straciło o 9 osób więcej (łącznie 24), a z 6 do 13 wzrosła liczba morderstw w woj. kujawsko-pomorskim. Z 9 do 16 – w woj. lubuskim.

Bezpieczniej na tym tle wypada Śląsk, który ze względu na wielkość aglomeracji jest w krajowej czołówce przestępczości kryminalnej. Jednak tu do czerwca doszło do 36 morderstw, czyli o sześć mniej niż w pierwszej połowie 2019 r. O niemal połowę (z 21 na 12) mniej było ich w Małopolsce, a na Podkarpaciu najmniej – zamordowane zostały cztery osoby.

Jedną trzecią sprawców zabójstw policja złapała na gorącym uczynku. Średnia krajowa wykrywalność wyniosła 97,5 proc., ale w wielu regionach sprawcy są jeszcze ustalani. Najgorzej jest w Małopolsce, gdzie w minionym półroczu wykryto sprawców tylko 84,6 proc. morderstw.

Alkohol i nóż

W policyjnych kronikach wciąż dominują zabójstwa na tle konfliktów i kłótni rodzinnych czy koleżeńskich. Standard to sprzeczka po alkoholu, której powodów sprawcy po wytrzeźwieniu nawet nie pamiętają.

Pod Radomiem po kłótni 55-latek skatował współlokatora i zabił go nożem kuchennym. Kiedy po kilku godzinach uświadomił sobie, co zrobił, zgłosił się do sołtysa wsi, sugerując, że znajomy zmarł na wylew.

– W przeważającej większości w tle są nieporozumienia rodzinne, międzypokoleniowe, i alkohol. Do drastycznych sytuacji konfliktowych kończących się zabójstwami dochodzi też często, gdy młodzi robotnicy mieszkają ze sobą, razem pracują i spędzają czas wolny – zauważa Joanna Kowalik-Kosińska, rzeczniczka pomorskiej policji.

– Sądzę, że wzrasta liczba zabójstw w stosunkach rodzinnych, więcej jest tzw. zabójstw kuchennych, tam, gdzie ludzie dzielą mieszkanie i pozostają w sytuacji konfliktu – ocenia prof. Brunon Hołyst.

Motywem bywała zazdrość. W Legnicy 36-latek (w maju) zastrzelił o rok młodszą byłą partnerkę, bo nie mógł pogodzić się z rozstaniem. Oddał do niej dwa strzały z rewolweru colt z 1837 r. Kobieta zgłaszała wcześniej policji, że były partner jej grozi, więc i ten wątek, czy nie zlekceważono sygnału, zbada prokuratura.

Rzadziej dochodziło do zabójstw są na tle rabunkowym, a sporadycznie – inaczej niż w latach 90. – na tle porachunków przestępczych.

Gwałty rzadko zgłaszane?

Choć porównanie półroczy to za mało, by prognozować trendy, śledczy i eksperci są zgodni – wzrost liczby jest niepokojący. I wątpliwe, by policyjne statystyki „podbiły" wyjaśnione dopiero teraz zabójstwa sprzed lat – to pojedyncze przypadki, bo policja w czasie pandemii była skoncentrowana na czym innym. Większość to tegoroczne zdarzenia.

Z danych policji wynika, że rzadziej dochodziło do gwałtów – w pierwszym półroczu było ich 502, to o 283 mniej niż w tym samym czasie w 2019 r. Jednak możliwe, że ofiary mniej chętnie je zgłaszały.

– Wciąż istnieje duża ciemna liczba takich aktów przemocy, a w czasie pandemii mogła wzrosnąć – mówi prof. Brunon Hołyst.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA