fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Zabójstwo Iwony Cygan. Oskarżeni bez cienia skruchy

Iwona Cygan
Archiwum
Skatowana, skrępowana i uduszona. Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie rozpoczął się proces o zabójstwo sprzed 20 lat.

Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie w środę ruszył proces w sprawie okrutnego zabójstwa w 1998 roku 17-letniej Iwony Cygan ze Szczucina.

– Na ten dzień czekaliśmy całe życie – mówiła przed salą rozpraw Aneta Kupiec, jedna z sióstr ofiary, która – wraz z ojcem i drugą siostrą – jest oskarżycielem posiłkowym.

Zbrodnia zostanie poddana osądowi dopiero 20 latach – wcześniej śledztwo kończyło się fiaskiem, a miejscowe organy ścigania prowadziły je tak, by nie wykryć sprawców.

Na ławie oskarżonych zasiada 17 osób. Paweł K., kiedyś majętny mieszkaniec Szczucina, odpowie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, jego ojciec – za współsprawstwo. Z kolei 14 byłych i obecnych miejscowych policjantów – za mataczenie, niszczenie dowodów i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Natomiast dawna koleżanka Iwony - o składanie fałszywych zeznań i przez to utrudnianie śledztwa.

Po latach niemocy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości oskarżonych postawili przed sądem policjanci z krakowskiego Archiwum X i prok. Piotr Krupiński, naczelnik  Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej odczytał jawną część aktu oskarżenia.

Wersja śledczych jest następująca. Dramat rozegrał się w sierpniu 1998 roku. Iwonę celowo miała wywabić z domu koleżanka Renata G.-D., i wbrew temu co twierdziła, wcale się z nią nie rozstała. Nastolatka na rynku wsiadła do poloneza, którym kierował Paweł K., obok siedział jego ojciec, a z tyłu trzy osoby: właściciel miejscowego baru, Iwona i właśnie Renata. Posadzona w środku Iwona nie mogła uciec. Wszyscy pojechali najpierw do ośrodka nad Wisłą, a później do miejscowego baru w Szczucinie – tam Iwona została brutalnie pobita, m.in. kastetami. Według prokuratury miało to się dziać w obecności innych osób, wówczas przebywających w tym lokalu. Kiedy domniemani sprawcy wyprowadzali już pobitą Iwonę z baru, była zakrwawiona i podtrzymywana pod ręce. Na koniec skatowaną nastolatkę przewieziono nad Wisłę, w okolice Łęki Szczucińskiej. Tam jeszcze próbowała się wyrwać, i uciec  - jednak to się jej nie udało. W tym miejscu została brutalnie zamordowana.

Dlaczego Iwona wsiadła do poloneza Pawła K.? Bo ten zatrzymał się tuż za radiowozem – czuła się więc bezpieczna. Policyjny radiowóz nie ruszył jednak za polonezem, ale pojechał za innym samochodem. Gdyby siedzący w radiowozie funkcjonariusze to zrobili, być może nie doszłoby do dramatycznego końca.

Jaki był motyw zbrodni? Ofiara nie chciała się zgodzić na czynności seksualne –  twierdzi prokuratura.

Wsiadającą do poloneza Iwonę widział niejaki Tadeusz Drab (ten, który później został utopiony w Wiśle, kiedy chciał podzielić się wiedzą w programie „997"). Nazajutrz, o 2 nad ranem Drab miał widzieć też z wałów wiślanych sam moment zabójstwa – jak Paweł K. miał zaciskać drut na szyi Iwony. Drab wyjawił to wszystko policjantowi z radiowozu – Leszkowi W., a ten funkcjonariusz w śledztwie potwierdził jego relację.

Mieczysław Cygan, ojciec Iwony, płakał, kiedy prokurator odczytywał okoliczności śmierci jego córki.

Początkowo spokojni oskarżeni w pewnej chwili zaczęli między sobą rozmawiać, jednak sędzia szybko przywołał ich do porządku.

Proces częściowo będzie toczył się za drzwiami zamkniętymi. Część zarzutów dotyczących policjantów znajduje się bowiem w części niejawnej aktu oskarżenia. W sprawie występują także świadkowie incognito.

Sąd wyraził zgodę na obecność dziennikarzy w czasie jawnej części, ale zastrzegł, że nie mogą ujawniać zeznań świadków i wyjaśnień oskarżonych. Nie wolno też podawać personaliów oskarżonych i świadków ani ujawniać ich wizerunków.

– W czwartek sąd odczyta niejawną część aktu oskarżenia, a jeśli czas pozwoli, to możliwe, że zacznie odbierać wyjaśnienia od oskarżonych – mówi nam sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie.

Siostra Iwony po zakończeniu środowej rozprawy komentuje: – Przeraża mnie to, że nie zobaczyłam w ani jednym z oskarżonych skruchy, poczucia wstydu, refleksji nad tym, co się stało. Oni śmiali się, rozmawiali między sobą, kiedy prokurator odczytywał akt oskarżenia – mówi Aneta Kupiec.

Paweł K. nie przyznaje się do zarzutu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA