fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: ustawą w rozum

AdobeStock
Czy mandat wyborczy jest wystarczającym uzasadnieniem, by oddać tworzenie prawa w ręce ludzi niekompetentnych?

Ustawowy zakaz stosowania konstytucji i prawa międzynarodowego wzmocniony potężnymi karami dyscyplinarnymi za podejmowanie przez sądy kwestii politycznych to ostateczny prymat bezmyślności nad rozumem. Bezpośrednie stosowanie konstytucji z uwzględnieniem reguł kolizyjnych pomiędzy ustawą a konstytucją, umową międzynarodową i prawem unijnym jest jednym z najważniejszych instrumentów służących racjonalnemu stosowaniu prawa. Uzupełnia go zasada pierwszeństwa prawa unijnego wpisana do konstytucji. To mechanizmy oparte na rozumieniu systemu prawnego jako całości, w którym normy nie zawsze są względem siebie równorzędne, zaś reguły z art. 8 i 91 konstytucji wskazują sposoby rozwiązania kolizji. Wypracowane w ciągu lat przez znakomitych przedstawicieli doktryny i ukształtowane, nie bez wątpliwości, przez orzecznictwo, tworzą fundament zachodniej cywilizacji prawnej. Pomysł, by zakazać ich wykorzystywania, jest sam w sobie niedorzeczny, a jego wykonanie całkowicie dyletanckie. Jedno z najważniejszych pytań, jakie dziś trzeba zadać, to czy mandat wyborczy jest wystarczającym uzasadnieniem, by oddać tworzenie prawa w ręce ludzi niekompetentnych.

Podległy jak urzędnik

Projekt prowadzi do przekształcenia sędziów w podległych zwierzchności urzędników. Już choćby z tego powodu jest skrajnie antyobywatelski. Niszczy zwykłą ustawą trzy reguły konstytucyjne: nadrzędność norm konstytucyjnych oraz pierwszeństwo stosowania norm międzynarodowych i unijnych. Odrzucając ochronę płynącą z konstytucji i prawa międzynarodowego, odbiera obywatelowi gwarancje słuszności i sprawiedliwości rozstrzygnięcia. Niweczy możliwość korzystania z międzynarodowej ochrony praw człowieka i konstytucyjnej ochrony praw i wolności jednostki. Uderza w cały dorobek i sposób prawniczego rozumowania, tam gdzie jest proobywatelski, oparty na wartościach wyrażanych w konstytucji, prawie UE i prawie międzynarodowym. Politycy chcą go obywatelowi zabrać po to, by nieudolnie rozwiązać wygenerowany przez nich problem ustrojowy.

Uparci dyletanci

Proponowane rozwiązania są całkowicie niespójne i przerażająco nieporadne konstrukcyjnie. Obrazują, w jaki sposób nie wolno myśleć o prawie. Zamierzając wyeliminować mechanizm stosowania konstytucji przez sądy, przekreśla się cały aspekt obywatelski. Chcąc wyłączyć wynikający z wyroku TSUE obowiązek weryfikowania przez sąd krajowy, czy zagwarantowano prawo do rozpoznania sprawy przez sąd niezawisły i niezależny, uznano za stosowne wprowadzenie przepisu zakazującego jakiemukolwiek sądowi lub organowi oceny zgodności z prawem powołania sędziego.

Absurdalność i antyobywatelskość tego rozwiązania obrazuje przykład zasądzającego określoną kwotę „wyroku" wydanego przez powołanych wprawdzie przez prezydenta, ale emerytowanych już sędziów, na który nadano klauzulę wykonalności. Dłużnik, broniąc się w sądzie przed egzekucją komorniczą, zostałby na podstawie projektu ustawy pozbawiony możliwości jakiejkolwiek ochrony z argumentem, że sędziowie nie mogli wydać tego orzeczenia. W świetle tego projektu wszystko, co jest zbudowane formalnie jak wyrok, trzeba traktować jak wyrok i nikt nie może weryfikować, czy został wydany przez osobę uprawnioną.

Gdy dyletanci zakazują fachowcom czynić to, co do nich należy, uzyskujemy taki efekt, jak gdyby ustawą pod groźbą kary nakazać chirurgowi operowanie nożem kuchennym, bo skalpel jest zbyt ostry i niebezpieczny, fizykowi jądrowemu zabronić używania akceleratora, a pilotom myśliwców kazać latać „nisko i powoli".

Ignorowanie dorobku myśli prawniczej pamiętamy z czasów, gdy sędziami mogli być ludzie bez studiów prawniczych, jeśli tylko komunistyczna partia tak zdecydowała. Można się zastanowić, czy dzisiejsi harcownicy nie chcą prześcignąć dawnych mistrzów. Trzeba wyjątkowej bezrefleksyjności, by w kraju, którego rozwój oparty jest na relacjach z UE, podnoszącym się przez ostatnie 30 lat z całkowitego wyniszczenia po pięćdziesięcioletniej chorobie, wkrótce po orzeczeniu TSUE akcentującym znaczenie niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów w ramach Unii, zdecydować się na uderzenie ustawą w całe orzecznictwo unijne i dorobek ukształtowany w ciągu lat. Ignorując reguły tworzenia prawa, autorzy projektu uparli się, by udowodnić, że Komisja ma rację w kolejnej sprawie przeciwko Polsce, którą TSUE ma rozstrzygnąć na początku przyszłego roku i zdecydować, czy Polska stworzyła niezgodny ze standardami system represji dyscyplinarnej w sądownictwie.

Wstyd pozostanie

Autorzy projektu potwierdzają stanowisko Komisji, zakazując przewidzianego w prawie unijnym, w wyrokach TSUE i SN i w art. 91 ust. 3 konstytucji, mechanizmu pierwszeństwa prawa unijnego w przepisach o właściwości sądu. Postulują represje za wydawanie wyroków zgodnych z konstytucją i prawem międzynarodowym, stosowane wobec sędziów przez Izbę niespełniającą w świetle tych wyroków kryteriów niezawisłego i niezależnego sądu. Przypieczętowują te absurdalne regulacje zakazem krytyki władzy w uchwałach w sprawach politycznych i wrogich ustrojowi. Ten ostatni zakaz stawia autorów projektu w jednym szeregu z ludźmi, którzy zajmują najczarniejsze miejsce na kartach historii. Pewnie nieco mądrzejsi politycy zdecydują o wycofaniu tego projektu. Pozostanie jednak wstyd, że coś takiego mogło do Sejmu wpłynąć z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Autorzy są profesorami i adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA