Słowa Ludwika Jerzego Kerna z popularnego niegdyś serialu „Wojna domowa" przychodzą mi nieuchronnie na myśl, gdy czytam kolejne doniesienia z frontu walki o Sąd Najwyższy ("wojna domowa od wielu wieków trwa, wojna na gesty, wojna na słowa..."). Od początku wojny o SN, która z czasem przerodziła się w swoistą wojnę domową wewnątrz SN, minął zaledwie rok, ale natłok wydarzeń był w tym okresie tak duży, że czytelnikom należy się krótkie przypomnienie najważniejszych wydarzeń. Generalnie walka toczyła się na dwóch frontach. Pierwszy z nich to ochrona sędziów Sądu Najwyższego w wieku 65+, którzy w ubiegłym roku mieli być przymusowo przeniesieni w stan spoczynku. Front drugi to niedopuszczenie do orzekania sędziów, którzy zostali powołani w skład Sądu Najwyższego w myśl nowych przepisów, tzw. sędziów nowych.