fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Młodzi prawnicy nie mogą dać się zastraszyć. Sukces nie przychodzi szybko

123RF
Młodzi prawnicy nie mogą dać się zastraszyć, że nie mają szans. Mają, i to duże. Rynek dla nich niewątpliwie jest. Ale nigdy już nie będzie dla wszystkich.

Za niespełna trzy tygodnie egzamin wstępny na aplikacje adwokacką i radcowską. Z roku na rok, powoli ale stale, zmniejsza się liczba zainteresowanych. Wszystko wskazuje na to, że rynek usług prawnych traci na popularności. Czyżby młodzi ludzie przekonali się, że trudno dziś utrzymać się na rynku?

Maciej Gutowski: To może być powód, choć mniejszego zainteresowania nie upatrywałbym w trudnej sytuacji na rynku. Mieliśmy lata boomu, a teraz sytuacja wraca do normalności. Rynek usług prawnych jest już nasycony, to prawda. Ale uważam, że dla młodych przedsiębiorczych prawników jest na nim praca. Tylko zawód adwokata zmienia swój charakter. Ci, którzy przyzwyczaili się do tego, że adwokat jest wyłącznie od obsługi spraw sądowych, są w trudnej sytuacji. Spraw w sądach wprawdzie przybywa, ale nie na tyle, by zaangażować wszystkich, poza tym sądy nie nadążają za biznesem. Działają zbyt wolno, zbyt formalistycznie, przytłaczająco urzędowo, zbyt często myląc powagę sądu z arogancją. To powoduje, że wielu przedsiębiorców woli załatwiać swoje sprawy inaczej niż w wieloletnich procesach. Ale to nie znaczy, że nie potrzebują prawników.

A może ta trudna sytuacja młodych prawników po aplikacjach jest wynikiem kiepskiej jej jakości?

Nawet najlepsza aplikacja nie załatwi nikomu klientów i dobrze prosperującej kancelarii.Ma dać narzędzia do wykonywania zawodu. Te narzędzia to bardziej umiejętności niż wiedza książkowa. Ja osobiście jestem przeciwnikiem wkuwania na pamięć kodeksów i komentarzy. Prawo się zmienia tak często, że to, czego się uczymy na początku aplikacji, pod jej koniec jest już nieaktualne. Tak więc pewna podstawowa aparatura prawnicza to fundament, który powinien kończyć się po pierwszym, drugim roku studiów, a potem trzeba postawić na naukę myślenia. Liczy się praktyczna wiedza, rozwiązywanie kazusów, trzeba wiedzieć jak pracować, a nie tylko recytować przepisy czy orzeczenia. Te uwagi odnoszą się więc nie tylko do systemu kształcenia aplikacyjnego, lecz również uniwersyteckiego.

Jak ocenia pan jakość szkolenia na aplikacji?

W izbie wielkopolskiej bardzo duży nacisk kładziemy na zajęcia praktyczne: wykładnia i stosowanie prawa, formułowanie tez dowodowych, konstrukcja żądań, zarzutów, pism procesowych, a także zachowania na rozprawie i wykorzystywanie orzecznictwa. Ale zajęcia to symulacja rzeczywistości. Najważniejsza jest praktyka w kancelarii, bo to jest rzeczywistość i prawdziwa nauka zawodu. Otwarcie zawodu – które było potrzebne – nastąpiło jednak w niekontrolowany sposób, spłaszczając kryteria merytoryczne przyjęcia i ograniczając szanse aplikantów na realną naukę zawodu w kancelariach. Aplikantów było po prostu za dużo. Dziś chodzi o to, by każdy aplikant znalazł swoje miejsce w kancelarii. Oni tam muszą nauczyć się pracować, znaleźć podstawy wykonywania zawodu. Ale pomysł na biznes każdy z nich musi znaleźć już sam.

Wielu adwokatów uważa, że powinno się przywrócić część ustną na egzaminie zawodowym.

Jestem zwolennikiem egzaminu ustnego. To jedyna sposobność, by zobaczyć kandydata do zawodu, kiedy mówi, jak przekonuje, uzasadnia, argumentuje, jak działa w stresie, który jest nieodłącznym elementem adwokackiej profesji. Przywrócenie go jest niełatwe, ale tylko technicznie. Powinno nastąpić z zachowaniem maksymalnie obiektywnych kryteriów. Egzamin sędziowski ma część ustną, a nie słyszałem zarzutów, że nie jest prawidłowy. Wracając jednak do obecnej rzeczywistości, uważam, że bardzo źle się stało, że zrezygnowano z testu na egzaminie, a w jego miejsce wprowadzano egzamin z etyki. Etyka to jednak przede wszystkim uczciwość i prawość, a tylko po części wiedza, zbyt łatwa do opanowania na zadanie kazusowe. Większość deliktów dyscyplinarnych polega na świadomym naruszeniu zasad etyki i prawa, a nie na ich nieznajomości, a jakaś forma egzaminu sprawdzającego ogólną wiedzę prawniczą jest niezbędna.

A gdyby miał pan dziś coś doradzić młodym ludziom, którzy zaczynają karierę w korporacji?

Żeby przyjęli pewną cezurę, po której zaczną mierzyć swój wynik zawodowy. Ja wiem, że młodzi ludzie chcą i muszą szybko zarabiać. Ale w tym zawodzie sukces nie przychodzi szybko. Poza tym, na wiedzę zdobywaną na aplikacji trzeba patrzeć jak na podstawę. Aby osiągnąć sukces, trzeba szukać własnego pomysłu, niszy, wykorzystywać te umiejętności, których doświadczeni adwokaci nie mają, albo których nie wykorzystują z powodu rutyny. I niech szanują klientów. Warto próbować współpracy z doświadczonymi adwokatami – to daje potężny efekt synergii i obopólne zadowolenie. Warto podpierać się działalnością naukową, nauką języków, a zwłaszcza zasad właściwych dla innych systemów prawnych. To ułatwia komunikację z zagranicznymi klientami i prawnikami, dla których mogą być podwykonawcami. Przede wszystkim jednak niech nie dadzą się zastraszyć, że nie mają szans. Mają, i to duże. Rynek dla prawników niewątpliwie jest. Ale nigdy już nie będzie dla wszystkich.

Młodzi prawnicy – przy wsparciu samorządów – powinni apelować do polityków, którzy zdecydowali o otwarciu zawodów. Przypominać im, że decyzja ta jest zarazem zobowiązaniem wobec młodych ludzi. Skoro kończą aplikację, to powinno im się stworzyć szanse uczciwej konkurencji - z sobie równymi. Z jednej strony zaś niedopuszczalne jest funkcjonowanie na rynku pseudodoradców, których nie dotyczą żadne ograniczenia etyczne, dyscyplinarne, nie muszą się uczyć i zdawać egzaminów oraz nie podlegają obowiązkowi ubezpieczenia. Z drugiej strony niedopuszczalne jest, by lwią część dochodu z rynku prawniczego (ponad połowa) – w niemałej części opartego na obsłudze spółek Skarbu Państwa – trafiała do kilku zagranicznych kancelarii.

Na koniec zapytam o bardzo gorący od kilku dni temat: połączenie zawodu adwokata i radcy prawnego.

Nie wydaje mi się taki gorący. Ewentualna decyzja powinna należeć do samych adwokatów i radców prawnych. Można mnożyć argumenty za i przeciw, jak w przypadku zawarcia małżeństwa. Ale ewentualna inicjatywa powinna wyjść od samorządów, a na razie jej nie ma. Najważniejsze jednak, by samorządy dostawały realne wsparcie od ministerstwa. By politycy zdawali sobie sprawę, jaki ogrom zadań publicznych realizują samorządy i żeby wreszcie to docenili i wzmacniali polski rynek prawniczy. A że samorządy niekiedy bywają krytyczne? Trudno. Taka uroda wolnych zawodów – w końcu ten zawód polega na obronie ludzi i prawa.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Maciej Gutowski jest adwokatem, profesorem, dziekanem poznańskiej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA