fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Karol Pachnik: reanimacja trupa zwanego ustawą o nieodpłatnej pomocy prawnej

Adobe Stock
Politycy wiedzą, co dla ludu najlepsze. Trwa właśnie reanimacja trupa zwanego ustawą o nieodpłatnej pomocy prawnej

Obecna władza podchwyciła jeden z większych bubli poprzedniej ekipy i na dobrze sprawdzonych hasłach rozdawnictwa społecznego stara się zapewnić także pomoc prawną plus. Skoro można dać 500+ czy 300+, to można i ją zapewnić wszystkim, bez względu na status materialny.

Pisząc wprost – ustawa o świadczeniu nieodpłatnej pomocy prawnej zwana przez prawników ustawą pakamerową (od przeznaczonych na świadczenie pomocy prawnej miejsc, które zapewniają starostwa) jest bublem. Państwo dotuje grupę mających silny lobbing organizacji społecznych, którym przekazuje comiesięczny ryczałt. Nie wpływa na kwotę ryczałtu, kto i za ile taką pomoc będzie świadczył, ani też, czy ktokolwiek z niej skorzysta.

W punktach nieodpłatnej pomocy prawnej dyżurują nie tylko organizacje społeczne, ale też adwokaci i radcowie prawni za wynagrodzeniem ok. 25 zł brutto za godzinę, co zadaje kłam tezie o „zamożnych elitach". To często wchodzący do zawodu młodzi ludzie, po otwarciu zawodów prawniczych pozostawieni przez kolejnych ministrów sprawiedliwości sami sobie. Bez szans na pozyskanie portfela klientów, za to z gigantycznymi kosztami prowadzenia działalności gospodarczej i wieloma obostrzeniami (np. zakazem reklamy).

O klęsce ustawy pakamerowej świadczy fakt, że politycy zdecydowali się pozwolić na korzystanie z nieodpłatnej pomocy prawnej każdemu, kto tylko oświadczy, że nie jest w stanie ponieść kosztów płatnej porady (a te zaczynają się od 10 zł w biurach doradców prawnych). Politycy zdecydowali, że złożenie fałszywego oświadczenia nie będzie miało żadnych konsekwencji. Dlaczego? Dla poprawienia marnej frekwencji.

Czas już skończyć z fikcją i znaleźć pomysł na pomoc, która obecnie dzieli się na dwa wyraźne etapy – przedsądowy i sądowy.

W pierwszym osoby udzielające nieodpłatnej pomocy prawnej wynagradzane są wedle niskiej stawki godzinowej, a organizacje społeczne dostają pieniądze ryczałtem.

W drugim etapie wynagrodzenie płacone jest prawnikom z urzędu „za sprawę", po jej zakończeniu, i zwykle nie przekracza ono kilkuset złotych, a nierzadkie są stawki po 60–120 zł za całą sprawę.

Widać tutaj wyraźny brak pomysłu na rozwiązania systemowe.

A gdyby tak stworzyć kancelarie nieodpłatnej pomocy prawnej? Tak jak lekarze udzielają świadczeń finansowanych z Narodowego Funduszu Zdrowia, tak samo adwokaci mogliby udzielać pomocy prawnej, zawierając np. pięcioletnie umowy ze starostwami w drodze zamówienia publicznego.

Półtora tysiąca punktów pomocy prawnej w całym kraju, pokrywających się co do ilości z obecnie funkcjonującymi punktami pomocy medycznej, w których prawnicy zajmowaliby się sprawami osób uprawnionych do skorzystania z nieodpłatnej pomocy prawnej.

Lokal na wzór wymagań stawianych lekarzom musiałby spełniać określone warunki i byłby oznaczony urzędową tablicą. Wygrywający przetarg mogliby przyjmować tylko sprawy z urzędu. Wytrąciłoby to argument aspirujących polityków, że udzielający nieodpłatnej pomocy prawnej ściągają interesantów na płatne porady. Drugim z walorów byłoby zachowanie zdrowej konkurencji na rynku usług prawnych.

Nadto zniknąłby problem niekompatybilności etapów pomocy przedsądowej i sądowej, a sprawy byłyby w końcu załatwiane do końca, czego dziś w sposób oczywisty systemowi przedsądowej pomocy prawej brakuje. Krąg osób uprawnionych wyznaczałoby kryterium dochodowe odpowiadające kryterium otrzymywania świadczenia 500+ przez samotną matkę i tylko te osoby co do zasady zwalniane by były z kosztów sądowych. Inni tylko wyjątkowo.

Zainteresowane osoby otrzymywałyby zaświadczenia – po weryfikacji deklaracji podatkowych – o możliwości skorzystania z nieodpłatnej pomocy prawnej. Takie zaświadczenia ważne byłyby przez rok.

Warto także pomyśleć o tym, aby każdy absolwent Krajowej Szkoły Sędziów i Prokuratorów w Krakowie przepracował chociaż dwa lata w takiej kancelarii w celu nabycia doświadczenia życiowego i poznania reguł pracy po drugiej stronie stołu sędziowskiego. ?

Autor jest adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA