fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

KRS: sędziowie po dwóch stronach lustra

AdobeStock
Nie jest powiedziane, że kandydaci jakiejś partii będą prowadzili politykę tejże.

Znamy już nazwiska sędziów startujących do Krajowej Rady Sądownictwa w nowym trybie. Trybie – jak podkreśla długi szereg uchwał podejmowanych przez środowisko sędziowskie – niekonstytucyjnym. Na nic zdały się apele organizacji sędziowskich, połączone z groźbami usunięcia z organizacji. Nie przyniosły efektu liczne apele samorządów sędziowskich z terenu całej Polski, które wzywały do bojkotu. Nawet groźba postępowań dyscyplinarnych i pozbawienia stanu spoczynku, jaka padła ze strony działaczy Stowarzyszenia Sędziów Themis, nie zmieniły zamiaru pretendentów.

Wszyscy ludzie Iustitii

Dla osób trochę słabiej zorientowanych w wewnętrznych sprawach środowiska sędziowskiego może być zaskoczeniem, że znaczna część kandydatów to członkowie Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, którego władze do ostatniej chwili walczyły o sukces bojkotu. I nie są to jacyś szeregowi, nieznani nikomu członkowie, ale czołowi działacze, którzy w ostatnich latach wywarli istotne piętno na funkcjonowaniu tej organizacji. Wśród kandydatów znajdziemy sędziego Marka Jaskulskiego z Poznania, aktualnego członka Komisji Rewizyjnej Iustitii, i wiceprezesa poznańskiego oddziału tej organizacji, który – obok rzecznika prasowego Iustitii sędziego Bartłomieja Przymusińskiego – jest od lat czołowym działaczem sędziowskim na terenie Wielkopolski. Na liście jest też sędzia Maciej Nawacki – nowy prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie, znany od lat działacz Iustiti z tamtego terenu, w 2013 r. kandydat do zarządu Iustitii, który chciał utworzyć ówczesny pretendent do fotela prezesa Bartłomiej Przymusiński. I wreszcie – last but not least – kandydatem do KRS jest sędzia Rafał Puchalski – ostatnio wicedyrektor departamentu w MS, wcześniej założyciel i administrator „jakobińskiego" Forum Sędziów RP, wiceprezes i członek zarządu Iustitii, wieloletni prezes oddziału przemyskiego tejże.

Wśród kandydatów do KRS naliczyłem ośmioro członków Iustitii. Gdyby wszyscy weszli w skład KRS, byłby to największy liczebny sukces tej organizacji w historii. Do tej pory bowiem najwięcej członków – sześcioro – Iustitia miała po wyborach w 2010 r. Był to jednak stan chwilowy, bo zaraz sędzia Waldemar Żurek odszedł z Iustitii, zakładając nowe stowarzyszenie Themis. Wkrótce potem odeszły dwie kolejne członkinie KRS: Maria Motylska-Kucharczyk, a po około roku Ewa Barnaszewska i stan członków tej organizacji w KRS spadł do trzech. Gdyby jeszcze władze centralne Stowarzyszenia nie przyjęły koncepcji bojkotu i na sześć miejsc przeznaczonych dla opozycji przedstawiły swoich kandydatów – dominacja członków Iustitii w KRS byłaby absolutna.

Poszperajmy w przeszłości

Władze Iustitii jednak jakoś wcale się nie cieszą i do ostatniej chwili starają się nakłonić swoich członków do rezygnacji z kandydowania. Bezskutecznie rzecz jasna. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego z jednej strony duża część środowiska wzywa do bojkotu, a z drugiej grupa prominentnych działaczy tego środowiska decyduje się na krok zgoła odmienny?

Najczęściej podawaną odpowiedzią jest pęd do kariery powodujący zmianę dotychczasowych poglądów. Pogląd ten – przynajmniej w odniesieniu do osób, które znam z dotychczasowej działalności na rzecz środowiska sędziowskiego, bo za wszystkich trudno się wypowiadać – jest jednak mocno krzywdzący. Drugim częstym motywem jest bliska znajomość z wiceministrem Łukaszem Piebiakiem. Jest to rzecz jasna prawdą – sędzia Piebiak był w ostatnim dziesięcioleciu jednym z ważniejszych działaczy Iustitii (w randze wiceprezesa i członka zarządu) i dobrze zna większość uczestników każdej ze stron obecnego sporu, nie wyłączając niżej podpisanego. Sama znajomość niczego jednak nie wyjaśnia, skoro część dawnych znajomych wiceministra stoi obecnie w zupełnie innym miejscu.

Wydaje się, że odpowiedzi szukać należy raczej w dotychczasowej historii wyborów do Krajowej Rady Sądownictwa. Historii – co trzeba podkreślić – właściwie zupełnie nieznanej szerokiej opinii publicznej. Były to bowiem czasy, gdy ustrój sądownictwa nie obchodził właściwie nikogo poza wąskim gronem pasjonatów i nawet takie wydarzenie, jak śmierć Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Stanisława Dąbrowskiego (piątej osoby w państwie) w 2014 r. przeszła właściwie bez echa. A co dopiero mówić o takim wydarzeniu jak wybory do KRS, o której istnieniu – poza środowiskiem prawniczym i dziennikarskim – niemal nikt nie wiedział. Ten stan niewiedzy utrzymuje się zresztą, skoro podczas ostatnich prac legislacyjnych jeden z senatorów partii rządzącej pomylił Krajową Radę Sądownictwa z ... Krajowym Rejestrem Sądowym. W każdym razie obecne wybory do KRS są pierwszymi, które opinia publiczna śledzi z zainteresowaniem. Wybory wcześniejsze – w których miałem zresztą okazję trzykrotnie brać udział – większego zainteresowania nie budziły.

Generalnie przekaz medialny jest taki, że dotychczas sędziowie byli do Rady wybierani przez sędziów, a teraz będą wybierani przez polityków, aczkolwiek jednych ta zmiana cieszy (odebranie przywilejów „nadzwyczajnej kaście"), a innych wręcz przeciwnie (koniec trójpodziału władzy). Jest to rzecz jasna prawda, chociaż szczegółowa ocena dotychczasowego stanu rzeczy tak jednoznacznie nie wygląda. A warto jej dokonać, bo dopiero przez pryzmat stanu dotychczasowego można należycie oceniać stan obecny.

Teoretycznie sędziowie do KRS byli wybierani przez sędziów w zasadzie demokratycznie. Dwa miejsca przypadały sędziom Sądu Najwyższego, dwa sędziom administracyjnym, jedno sędziom wojskowym i dziesięć najliczniejszej grupie sędziów powszechnych. I tu pojawia się pierwszy problem, ponieważ sędziowie sądów powszechnych – wbrew zapisowi konstytucyjnemu – zostali podzieleni na dwie grupy. Uprzywilejowana grupa sędziów apelacyjnych wybierała dwóch członków Rady (jeden na 240 sędziów), a pozostała większość ośmiu członków (jeden na 1170 sędziów). W rezultacie głos sędziów apelacyjnych był niemal pięciokrotnie silniejszy od pozostałych, co rzeczywiście stwarzało sytuację istnienia „nadzwyczajnej kasty" wewnątrz grupy sędziów sądów powszechnych.

W dodatku nawet wśród sędziów „gorszego sortu", czyli okręgowych i rejonowych sytuacja nie wyglądała najlepiej. Tryb wyboru elektorów sprawiał, że sędziowie rejonowi, stanowiący prawie 70 proc. wszystkich sędziów powszechnych, mieli trzykrotnie słabszy głos w wyborach, a w składzie Rady pojawiali się sporadycznie – cztery przypadki w ciągu ćwierćwiecza. Tym samym ta najliczniejsza i najbardziej obciążona pracą grupa sędziów miała znikomą reprezentację w centralnym organie stojącym na straży ich niezawisłości.

Co więcej, od 2002 r. wynik wyborów do KRS był całkowicie przewidywalny. Rozkład głosów elektorskich był bowiem taki, że osiem największych okręgów (Gdańsk, Poznań, Wrocław, Katowice, Łódź, Kraków, Lublin i Rzeszów) dysponowało wystarczającą większością głosów, by ich koalicja mogła samodzielnie decydować o wyniku wyborów. Cztery kolejne składy Rady były wyłaniane właśnie przez tę koalicję, która okazała się bardzo trwała, uzyskując nazwę „spółdzielni". Żaden kandydat spoza tejże nie miał najmniejszych szans na wygraną. Czy tego rodzaju wybory można nazwać w pełni demokratycznymi? To już czytelnik może ocenić sam.

Z deszczu pod rynnę

Ten kurialny system wyborczy był wielokrotnie krytykowany przez SSP Iustitia, a w 2014 r. udało się nawet przeforsować uchwałę wzywającą KRS do zaskarżenia kontrowersyjnych przepisów do Trybunału Konstytucyjnego. Co prawda Rada się nie kwapiła, ale niespodziewanie w sukurs przyszedł minister Zbigniew Ziobro, który podniósł ten problem w swojej skardze konstytucyjnej. I w czerwcu 2017 r. Trybunał orzekł o niekonstytucyjności dotychczasowego trybu wyborów. Problem jednak w tym, że w składzie Trybunału brały udział osoby nieuprawnione do orzekania, tzw. sędziowie dublerzy, wobec czego ten wyrok/niewyrok jest kwestionowany. Nie zmienia to jednak krytycznej oceny dotychczasowych przepisów i praktyki.

Czy nowe przepisy są lepsze? Moim zdaniem nie. Rok temu napisałem artykuł o ówczesnym projekcie ministra Ziobry „Z deszczu pod rynnę". Ten tytuł jest adekwatny także do obecnych czasów, chociaż przyjęty projekt prezydencki ma mniejszą dawkę niekonstytucyjności (o ile niekonstytucyjność można dawkować). Zamiana systemu „oligarchicznego" na „polityczny" jest korzystna tylko o tyle, że rozbija dotychczasową koalicję wyłaniającą KRS. Niestety, tworzy nowy układ, oparty w dodatku na politykach partii rządzącej, która wyłoni dziewięciu (a w razie bojkotu wszystkich 15) członków Rady.

Z deszczu pod rynnę. Pod pędzącymi kołami historii przepadły niestety dwa projekty: jeden autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości w maju 2016 r., drugi przygotowany przez Iustitię na początku 2017 r. Oba różniły się w szczegółach, ale oparte były na ogólnej zasadzie wyborów 15 sędziowskich członków KRS przez sędziów w wyborach zakładających równość głosów sędziów wszystkich szczebli. Oba te projekty zostały jednak odrzucone na różnym etapie prac legislacyjnych i zdecydowano się na koncepcję znacznie bardziej „polityczną".

Czy wybór sędziów do KRS sprawi, że Rada stanie się organem całkiem uległym politykom, jak to stało się w ubiegłym roku z Trybunałem Konstytucyjnym? Wydaje się, że niekoniecznie. W skład KRS wejdą sędziowie w stanie czynnym, którzy siłą rzeczy są przyzwyczajeni do niezależności działania i wcale nie jest powiedziane, że kandydaci popierani przez klub parlamentarny jakiejś partii będą realizowali politykę tejże. Nawet w Trybunale Konstytucyjnym mamy przykład sędziego Pszczółkowskiego, który nie wykonuje celów politycznych rekomendującej go partii. W przypadku KRS taka ewentualność jest o wiele bardziej prawdopodobna. Tym bardziej że na 15 miejsc zgłosiło się tylko 18 kandydatów, więc i możliwości wyboru przez partię rządzącą (przy założeniu bojkotu opozycji) są dosyć ograniczone.

Strach pomyśleć

Jak może wyglądać dalsza faza bojkotu? Tu już pewności nie ma. W jednym z ubiegłorocznych stanowisk Iustitia apelowała o niekandydowanie na wolne stanowiska w Sądzie Najwyższym. Czy apel taki obejmie także kandydowanie na około 400 wolnych stanowisk w sądach powszechnych? Tego nie wiadomo, na razie słychać pojedyncze deklaracje o niestawaniu przed nową Radą. Jedynie nowa prezes SS Themis sędzia Beata Morawiec zadeklarowała w wywiadzie, że nie będzie uznawała wyroków sędziów, którzy przejdą procedurę przed nowa Radą. Jak takie nierespektowanie miałoby wyglądać w praktyce – nie wiadomo. A jakie skutki mogłoby mieć dla porządku prawnego – strach pomyśleć.

Rzecz jasna zakończenie pierwszej fazy rekrutacji wywołało w środowisku sędziowskim duże emocje. Większość sędziów – sądząc po liczbie apeli samorządów sędziowskich o niekandydowanie – była przeciwna kandydowaniu. Grupa najbardziej radykalnych działaczy stowarzyszeń sędziowskich wprost uważa kandydatów za zdrajców, których należy usunąć z macierzystych organizacji. Ba, pojawiły się nawet groźby przyszłych postępowań dyscyplinarnych i pozbawiania stanu spoczynku. Słyszy się, że to koniec trójpodziału władzy i niezawisłości sędziowskiej, a nowa Rada będzie się zajmowała łamaniem kręgosłupów i sędziowskich sumień. Ale są też głosy przeciwne, mówiące, że dopiero teraz będzie można mówić o demokratycznej KRS, wolnej od wpływów sędziowskiej oligarchii i w dodatku mającej oparcie w zwierzchniej woli Narodu – poprzez jego przedstawicieli.

Sytuacja w środowisku wydaje się więc patowa. Jedni działacze sędziowscy uznają legitymizowanie nowej KRS przez udział w jej pracach za haniebne. Inni wręcz przeciwne, uważają nową sytuację za szansę na wprowadzenie korzystnych dla sądownictwa zmian. Problem ma bez wątpienia moja macierzysta organizacja sędziowska, której prominentni przedstawiciele stają po przeciwnych stronach Mocy. I właściwie nie ma szans na szybką zmianę sytuacji, bo polaryzacja poglądów jest bardzo silna. Sędziowie znaleźli się – niczym Alicja – po dwóch stronach lustra. Tylko która z tych stron jest Krainą Czarów?

Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału Płockiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA