fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Zamówienia publiczne: jak technologia może unicestwić przejrzystość postępowania

Adobe Stock
Nie wystarczy, że wykonawca ubiegający się o zamówienie publiczne do złożenia podpisu użyje ważnego kwalifikowanego certyfikatu elektronicznego dostarczonego przez zaufanego dostawcę. Może utracić zamówienie, jeśli złoży podpis z użyciem niewłaściwego algorytmu.

Jeżeli oferta jest podpisywana z wykorzystaniem kwalifikowanego certyfikatu, który jest umieszczony na zaufanej liście, instytucje zamawiające nie mogą stosować dodatkowych wymogów mogących utrudnić oferentom korzystanie z tych podpisów – tyle dyrektywa w sprawie zamówień publicznych z 26 lutego 2014 r. Niestety Krajowa Izba Odwoławcza ma w tej kwestii odmienne zdanie.

Formalizm w postępowaniu

Cyfryzacja zamówień publicznych w codzienności zamawiających i wykonawców powoli przekształca się w cyfrowy koszmar. Realizacja obowiązku komunikacji elektronicznej w procedurze udzielenia zamówienia jest skomplikowana od strony technicznej, a większość uczestników rynku nie ma specjalistycznej wiedzy pozwalającej w szczegółach zrozumieć funkcjonowanie narzędzi elektronizacji. Sprzyja to podtrzymywaniu niechlubnej tradycji polskich zamówień publicznych, czyli czynieniu z formalizmu nadrzędnego celu postępowania.

Rozpowszechniły się nawet opinie, z których wynika w zasadzie, że obowiązek elektronicznego prowadzenia postępowania – zamiast ułatwić ubieganie się o zamówienie –wytworzył bariery w dostępie do zamówień na jednolitym rynku. Tendencji tej nie oparła się również Krajowa Izba Odwoławcza, która w niedawno wydanym wyroku (KIO 2423/18) sformułowała nieistniejącą w przepisach prawa zamówień publicznych zasadę odpowiedzialności wykonawcy ubiegającego się o zamówienie publiczne, który użył kwalifikowanego certyfikatu elektronicznego dostarczonego przez zaufanego dostawcę.

Gdzie szukać podstawy prawnej

Ze stanowiska KIO wynika, jakoby obowiązek sporządzenia dokumentów w procedurze ubiegania się o zamówienie w postaci elektronicznej i opatrzenia ich bezpiecznym podpisem elektronicznym (art. 10 ust. 5 p.z.p.) oznaczał nie tylko konieczność zaopatrzenia się i skorzystania przez wykonawcę z podpisu elektronicznego z godnie z rozporządzeniem eIDAS , oferowanego przez dostawcę z listy NCCert, ale także konieczność użycia danej tej funkcji skrótu: SHA-2 zamiast SHA-1.

KIO taki pogląd zbudowała nie na gruncie Prawa zamówień publicznych czy dyrektywy, ale na podstawie art. 137 ust. 1 ustawy z 5 września 2016 r. o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej, jakoby obowiązek sporządzenia dokumentów w procedurze ubiegania się o zamówienie w postaci elektronicznej i opatrzenia ich bezpiecznym podpisem elektronicznym (art. 10 ust. 5 p.z.p.) oznaczał nie tylko konieczność zaopatrzenia się i skorzystania przez wykonawcę z podpisu elektronicznego oferowanego przez dostawcę z listy NCCert, ale także konieczność zweryfikowania przez wykonawcę, czy dostawca zastosował funkcję skrótu SHA-1 czy SHA-2.

KIO taki pogląd zbudowała nie na gruncie Prawa zamówień publicznych czy dyrektywy, ale na podstawie art. 137 ust. 1 ustawy z 5 września 2016 r. o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej.

Pierwsze zastrzeżenie wobec stanowiska Krajowej Izby Odwoławczej budzi fakt, że KIO jest przecież organem umocowanym na podstawie dyrektywy odwoławczej (2007/66/EWG) do rozstrzygania spraw z zakresu zamówień publicznych, a precyzyjniej: do rozpatrzenia odwołania od decyzji podjętych przez instytucje zamawiające z powodu naruszenia prawa wspólnotowego w dziedzinie zamówienia publicznych lub naruszenia krajowych przepisów transponujących to prawo (art. 1 dyrektywy odwoławczej). Z tak określonym zakresem kognicji KIO koresponduje przepis art. 180 p.z.p.: odwołanie przysługuje wyłącznie od niezgodnej z przepisami ustawy czynności zamawiającego podjętej w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub zaniechania czynności, do której zamawiający jest zobowiązany na podstawie ustawy.

Dlatego Izba, weryfikując czynności zamawiających i obowiązki nałożone na wykonawców, nie powinna sięgać do przepisów innych niż zakreślone ustawą Prawo zamówień publicznych. Izba, sięgając do ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej, poddała wykładni jedynie fragment jej regulacji w oderwaniu od innych przepisów tej ustawy, w szczególności tych wyznaczających adresatów norm zawartych w ustawie. Tymczasem ustawa ta, po pierwsze, określa działalność dostawców usług zaufania, a, po drugie, normę przepisu przejściowego z art. 137 ust. 1 adresuje do dostawców usług zaufania, producentów oprogramowania oraz podmiotów publicznych w zakresie dostosowania infrastruktury wykorzystującej usługi zaufania w związku z przejściem z funkcji skrótu SHA-1 na inny. Ustawa ta nawet nie wspomina o algorytmie rodziny SHA-2, którego wykorzystania przy podpisywaniu oferty KIO wymagała od wykonawcy. W żadnym razie też ustawa o usługach zaufania nie wprowadza sankcji w postaci uznania, że użycie podpisu elektronicznego z algorytmem SHA-1 po wskazanej w art. 137 dacie jest nieważne czy nieskuteczne.

Stanowisko Trybunału Sprawidliwości

Co ważniejsze jednak, rozstrzygnięcie KIO stoi w jawnej sprzeczności tak z cytowanym na wstępie przepisem art. 22 (6) (c) (ii) dyrektywy zamówieniowej (odpowiednio art. 40(6) (c) (ii) dyrektywy sektorowej), jak i ze stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej co do podstaw wykluczenia wykonawcy. TSUE bowiem nie dopuszcza, aby wykluczenie nastąpiło wskutek niedopełnienia przez wykonawcę obowiązku, który nie wynika wyraźnie z dokumentacji przetargowej lub z przepisu obowiązującej ustawy (np. wyroki w sprawach C-27/15 Pippo Pizzo oraz C-35/17 Saferoad).

Taka praktyka bowiem przeczy zasadzie przejrzystości i dodatkowo godzi w zasadę równego traktowania, biorąc pod uwagę konkurencję z innych krajów członkowskich.

Wykładnia prawa zaprezentowana przez KIO w sprawie 2423/18 nie może więc wytyczać kierunku dla zamawiających i wykonawców w kolejnych postępowaniach. Choć zatem przepisy o zamówieniach publicznych przewidują obecnie szereg wymogów w odniesieniu do narzędzi i urządzeń służących do elektronicznego prowadzenia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, a ich wypełnienie wymaga podjęcia określonych czynności technicznych, to jednocześnie kluczowe dla funkcjonowania jednolitego rynku zamówień publicznych zasady pozostały niezmienione.

Dlatego interpretacja wszystkich nowych elementów, jakie technologia wprowadza do procedury w sprawie udzielenia zamówienia, musi zawsze uwzględniać okoliczność, że mają one służyć usuwaniu barier w dostępie do zamówienia w myśl zasady równego traktowania, uczciwej konkurencji, proporcjonalności i przejrzystości. Nie mogą być one traktowane jako as w rękawie służący wyeliminowaniu konkurenta z powodów nieistotnych z punktu widzenia celu postępowania.

Mirella Lechna radca prawny, praktyka infrastruktury, transportu, zamówień publicznych i PPP kancelarii Wardyński i Wspólnicy Co do zasady.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA