fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Sito: Szanse energetyki rozproszonej

Paweł Sito
materiały prasowe
Na czym oprzeć wytwarzanie prądu?

Pisząc o sprawach energetyki na stronach politycznych, nie chcę wprowadzać trudnego języka dziennikarstwa gospodarczego ani chorych klimatów sporu politycznego: kto kogo na rynku energii wytnie, zwalczy, a w rezultacie go zawłaszczy. Znaleźliśmy się w momencie, w którym wybór mniej lub bardziej racjonalnej strategii zwiększania bezpieczeństwa energetycznego może zadecydować o być albo nie być całej polskiej gospodarki – to naprawdę poważna sprawa, która nie powinna być kartą przetargową, a tym bardziej elementem sporu ideologicznego.

Dla wszystkich starczy miejsca

Aby dokonać racjonalnego wyboru strategii rozwoju, nie wolno do tego procesu podchodzić ze stereotypami myślowymi i aksjomatami – szczególnie szkodliwe jest budowanie prostych przeciwieństw, np. energetyka konwencjonalna vs. OZE, scentralizowana vs. małoskalowa, elektrownie atomowe kontra bloki gazowe, węgiel przeciw wiatrakom czy odwrotnie. Prawda jest taka, że dla wszystkich wystarczy miejsca pod warunkiem rozsądnego podejścia – dostrzeżenia z jednej strony, że w palecie naszych zasobów naturalnych znajduje się zarówno nasz węgiel, jak i nasz wiatr czy nasze słońce, jak też zauważenia megatrendów, które już wpływają lub z dużym prawdopodobieństwem będą wkrótce wpływać na kształt paradygmatu energetycznego na całym świecie.

Jeśli kogoś w tej rozmowie o miksie energetycznym boli wspieranie segmentu energetyki określanej jako „odnawialna" (OZE), to proponuję, w celach terapeutycznych, zmienić nazwę na „rozproszona". Jeśli zaś chodzi o wspieranie, dotowanie (zielone certyfikaty) tej gałęzi branży, to postawmy sprawę jasno – dotowana jest tak samo energia odnawialna, jak i konwencjonalna, z tą różnicą, że dopłaty do tej drugiej chowane są pod nazwami opłat przejściowych na naszych rachunkach, „inwestowanie" w kopalnie przez państwowo-giełdowe giganty energetyczne i in. Jednym z nich jest tzw. współspalanie, czyli dodawanie biomasy do spalanego w kotłach węgla, tylko po to, by załapać się do kategorii energii odnawialnej, powodując zaksięgowanie w odpowiednich rubryczkach raportów i dobry wizerunek w UE oraz dostając tak krytykowane przez przeciwników OZE dotacje do... OZE.

Rozwój energetyki rozproszonej (ER) nie ma na celu brutalnego eliminowania energetyki scentralizowanej, ale uzupełnianie jej w czasach nadchodzącego zwiększonego zapotrzebowania na energię elektryczną, redukcję strat przesyłowych, zbliżenie źródeł energii do konsumentów oraz troskę o środowisko. Będzie to się działo ze względu na nieuniknioną już w niedalekiej przyszłości potrzebę zastąpienia tradycyjnych nośników energii używanych przez konsumentów (ropa, gaz), czego najbardziej spektakularnym przejawem jest rozwój elektromobilności.

Do ER zaliczają się przeróżne (jeśli chodzi o technologie, układy właścicielskie i moc) źródła produkcji energii. Najprostszym ich przykładem są coraz liczniej instalowane, także w Polsce (zarówno w budynkach miejskich i wiejskich, jak w firmach czy nawet parafiach!) panele fotowoltaiczne, zamieniające energię słońca w prąd. Rosnący na nie popyt nie wynika tylko z powodów ekologicznych. Od momentu przekroczenia granicy opłacalności dla tych inwestorów oznacza to realne oszczędności. ER to także małe elektrownie wodne, źródła geotermalne, biogazownie z przeróżnymi rodzajami substratów/odpadów.

Mniej znaczy więcej

Równie ważnym argumentem za poważnym potraktowaniem energetyki rozproszonej jest kwestia bezpieczeństwa – małe źródła energii rozlokowane na całym obszarze kraju, głównie na końcówkach sieci, to najlepsza odpowiedź na coraz częstsze awarie systemowe, wynikające bądź to z wyeksploatowania części mocy i sieci, bądź to z sytuacji ekstremalnych warunków pogodowych, które spowodowały 20 stopień zasilania w sierpniu ub. roku czy odłączenie prawie 200 tys użytkowników klika dni temu.

Najrozsądniejszym zastosowaniem generacji rozproszonej, w tym energetyki odnawialnej, wydają się lokalnie działające i bilansujące się niewielkie, kilkumegawatowe układy hybrydowe – złożone z różnych, lokalnych źródeł energii i zapewniające partycypację ekonomiczną lokalnych społeczności w rynku energii (spółdzielnie energetyczne, grupy producenckie, współwłasność źródeł) oraz stabilność i elastyczność dostaw energii do najbliżej położonych jej odbiorców. Umożliwi to odciążenie systemu elektroenergetycznego, który w większym stopniu powinien realizować funkcję zapewnienia stabilizacji i bezpieczeństwa dostaw, w tym w wymiarze międzynarodowym. Oszczędności na przesyle i wykorzystanie lokalnych zasobów – dodajmy – pozytywnie odbiją się na kondycji lokalnych konsumentów indywidualnych i przemysłowych.

Wyobraźmy sobie wzorcowy model klastra/hybrydy. Składać się może z biogazowni wykorzystującej odpady rolne, jednego czy dwóch wiatraków najnowszej generacji (pod warunkiem zmiany ustawy odległościowej eliminującej możliwość rozwoju energetyki wiatrowej oraz akceptacji dla lokalizacji ze strony lokalnej społeczności) i odpowiedniej liczby paneli fotowoltaicznych współpracujących z instalacjami magazynowania energii. Pozytywów wynikających z takich konglomeratów źródeł rozproszonych jest na tyle dużo, że wymienię tylko najważniejsze z nich:

- zwiększenie lokalnego bezpieczeństwa dostaw energii, szczególnie w sytuacjach krytycznych

- redukcja strat sieciowych – w efekcie niższe koszty przesyłu i dystrybucji oraz niższe ceny dla odbiorcy końcowego

- kontraktacje dla rolników – poważny zastrzyk pieniędzy za uprawy roślin energetycznych, uzupełniający/zastępujący dopłaty w ramach wspólnej polityki rolnej UE i zlecenia dla polskiego przemysłu na budowę instalacji

- redukcja efektu wykluczenia energetycznego i stymulator cywilizacyjny dla zapóźnionych regionów.

Układy takie zapewniają również zbilansowanie popytu i podaży energii – w odpowiednich porach, czy to doby czy roku wykorzystywane będzie zawsze któreś z nich, zapewniając ciągłość dostaw energii elektrycznej do odbiorców, a jednocześnie relatywnie najniższe koszty jej wytwarzania.

Biogazownie jako podstawa takich zespołów hybrydowych mogą produkować jako efekt końcowy zarówno energię elektryczną i ciepło, jak i gaz, który po uzdatnieniu może być wprowadzany do sieci – ciekawostką jest, że obecność takiej przeznaczonej do produkcji gazu instalacji w każdej polskiej gminie mogłaby co najmniej o połowę zmniejszyć zapotrzebowanie na import gazu zza wschodniej granicy(!).

Jaka strategia ?

Niestety, nie ma dziś w Polsce otwartego dialogu o miksie energetycznym, a czas na to najwyższy. Nawet jeżeli ER (a zwłaszcza OZE) nie znajdzie w agendzie polityki energetycznej państwa należytego miejsca, to i tak będzie się rozwijać. Tyle tylko że proces ten będzie wolniejszy i droższy z punktu polskich interesów. Jeśli chodzi o przyszłą bezpieczną i elastyczną strukturę miksu energetycznego, właśnie energetyka rozproszona i hybrydowa będzie elementem najbardziej wpasowującym się w światowe trendy.

Takie państwa jak Kanada, Finlandia, Wielka Brytania, Holandia zapowiedziały odejście od energetyki węglowej. Nie należy postulować tego w Polsce, węgiel to faktycznie jeden z naszych narodowych energetycznych skarbów. Lecz właśnie dlatego ograniczmy jego nieodwracalne zużycie w procesach o bardzo niskiej sprawności i zachowajmy go na potrzeby nowych rozwijanych na świecie czystych technologii węglowych, w których można ten zasób wykorzystać dużo lepiej.

Autor jest dziennikarzem z wieloletnim stażem, obecnie pracuje w portalu REO.PL

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA