fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Łukasz Warzecha: Sir Roger i tęczowa parada

Roger Scruton (1944-2020)
Shutterstock
Szkoda czasu na dowodzenie tego, że list ambasadorów o LGBT to nonsens.

To było 5 czerwca ubiegłego roku. Przyjemny ciepły wieczór. Przyjechałem do podwarszawskiego dworku, gdzie znajomy urządził kolację. Najważniejszym i honorowym gościem był jego przyjaciel od wielu lat, sir Roger Scruton. Najwybitniejszy współczesny konserwatywny intelektualista, pogromca architektonicznego, muzycznego i w ogóle estetycznego jazgotu. Autor książek, które u każdego konserwatysty muszą stać na półce, wykazując ślady zużycia.

Tamte kilka godzin niezobowiązującej rozmowy wcale nie o tym, jak świat schodzi na psy, ale o tym, co jest na nim wciąż dobre (polskie jedzenie, dobre alkohole, polowania), to jedno z moich cennych wspomnień. Zwłaszcza że to był pierwszy i ostatni raz, gdy miałem okazję spotkać sir Rogera. Niedługo później ten brytyjski intelektualny dysydent, coraz bardziej wyobcowany we własnym kraju, dowiedział się, że ma raka. Zmarł w styczniu tego roku.

Podczas tamtego pobytu w Polsce sir Roger został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP. Nie było to odznaczenie czysto kurtuazyjne – Scruton był wielkim fanem Europy Środkowej. Bronił naszego prawa do zachowywania tożsamości i wspominał, że czuje się w tej części kontynentu momentami bardziej u siebie niż w Wielkiej Brytanii.

Na uroczystość odznaczenia sir Rogera, która odbywała się 4 czerwca, był zaproszony do Pałacu Prezydenckiego ówczesny ambasador jej królewskiej mości Jonathan Knott. Niestety, nie przybył. Bardzo możliwe, że był zajęty przygotowaniami do Parady Równości 8 czerwca, w którą w ubiegłym roku ambasada Wielkiej Brytanii była bardzo mocno zaangażowana. Ambasady, które w promocji LGBT biorą udział, przekazują sobie rotacyjnie koordynację tych wysiłków i w 2019 r. przypadła ona właśnie ambasadzie Zjednoczonego Królestwa, która dała z siebie wszystko i dosłownie zaspamowała media społecznościowe obrazkami swoich pracowników idących w tęczowym marszu.

Przypomniała mi się ta historia przy okazji awantury związanej z listem ambasadorów w sprawie LGBT. Mam przed oczami te dwa obrazy: skromnego tytana konserwatywnej myśli, z charakterystyczną strzechą nieuładzonych włosów, opowiadającego o przyjemnościach prostego życia na brytyjskiej wsi, którego dekoracji jednym z najwyższych polskich odznaczeń nie zaszczycił obecnością ambasador jego kraju, oraz tegoż samego ambasadora paradującego ledwo kilka dni później w tęczowym tłumie. Priorytety były i są jednoznaczne.

Co powiedziałby sir Roger na list ekscelencji? Przypuszczam, że nic. Wzruszyłby ramionami. Nonsens takich elaboratów byłby jego zdaniem zapewne zbyt oczywisty, żeby tracić czas na dowodzenie tego. Jak napisał we wstępie do swojej najbardziej znanej książki – „Co znaczy konserwatyzm": „Tak jak wszystkie istoty polityczne, konserwatyści są za pewnymi rzeczami, lecz nie z tego powodu, że dysponują argumentami na ich korzyść, tylko dlatego, że je znają, żyją z nimi i rozumieją, że ich tożsamości zagraża [...] próba ingerencji w ich funkcjonowanie".

Autor jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA