fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marek Kuchciński: Ulubiony hippis prezesa PiS

Marek Kuchciński przez długie lata uchodził za aparatczyka
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Życie marszałka jest pełne paradoksów. Z hippisa stał się konserwatystą, a z ugodowca despotą.

Oglądając Marka Kuchcińskiego na poniedziałkowej konferencji, zobaczyłem zmęczonego człowieka. Bardzo posiwiał, sprawiał wrażenie kogoś nie z tego świata – mówi jeden z polityków PiS. Jego zdaniem marszałek aferę wokół lotów do Rzeszowa przeżywa niezwykle emocjonalnie. – Są dwa wyjścia. Albo nie będzie kandydował do Sejmu, albo znajdzie się na listach, jednak w nowej kadencji nie będzie już marszałkiem – ocenia.

Oznaczałoby to zakończenie kariery jednego z najbardziej wpływowych ludzi w PiS. Jednak za młodu Kuchciński raczej o takiej władzy nie marzył. Obok wicemarszałka Ryszarda Terleckiego jest w partii rządzącej jednym z dwóch byłych hippisów.

W ekipie „Mundka"

Pisząc o dawnych, barwnych czasach, media zazwyczaj wymieniają ich nazwiska obok siebie. Jednak między hippisem Terleckim a hippisem Kuchcińskim była spora różnica. Terlecki, pseudonim Pies, był jedną z najbardziej znanych postaci ruchu hippisowskiego na przełomie lat 60. i 70., a także pierwszym chłopakiem Olgi „Kory" Jackowskiej. Kuchciński na jego tle jawi się jako postać raczej anonimowa. Choć nie oznacza to, że bez żadnych zasług. Kamil Sipowicz w książce „Hipisi w PRL-u" zaliczył go do grona „ojców założycieli" ruchu hippisowskiego w Przemyślu.

W owym czasie jednym z liderów tamtego środowiska był Edmund „Mundek" Gorzelany. Kuchciński miał wówczas wszystkim zaimponować jako pierwszy w mieście posiadacz płyt Black Sabbath. Nosił spodnie dzwony i długie włosy, a gdy postanowił przystać do hippisów, spytał „Mundka", czy może zapisać się na członka. Stąd wziął się pseudonim Członek, noszony przez Kuchcińskiego. Miał też ksywkę Penelopa o mniej jednoznacznej etymologii.

Jako hippis Kuchciński grał na kongach w zespole Ptah. Kontrowersyjnym tematem z jego młodości jest udział grupy „Mundka" w fałszowaniu recept i włamaniach do aptek. Celem były krople Inoziemcowa, stosowane na ból brzucha i zawierające opium, albo parkopan, stosowany w chorobie Parkinsona. W 2007 roku napisała o tym w „Dzienniku" dziennikarka śledcza Anna Marszałek.

– Zatrzymywaliśmy tego „Mundka" chyba kilkadziesiąt razy. Miał taki pokój zrobiony na czerwono, jak piekło. Raz mi się pociął żyletką – żalił się jej jeden z byłych śledczych.

Czy udział we włamaniach miał też Kuchciński? Z „Mundkiem" nie udało nam się skontaktować. Od jego znajomych usłyszeliśmy, że jest za granicą. Inny z liderów dawnej grupy przemyskich hippisów, pseudonim Wskazówka, apelował w książce „Hipisi w PRL-u", by młodości Kuchcińskiego nie demonizować. – Jeśli chodzi o te włamania do aptek, to bardziej kojarzy mi się to z infantylnym naśladowaniem kowbojskich filmów, aby zdobyć zakazany parkopan, bo chyba o to im chodziło, niż z zalążkami przestępczego zwyrodnienia – powiedział.

Jako hippis Kuchciński poznał swoją przyszłą żonę, z którą wziął ślub, później oficjalnie unieważniony przez Kościół. Zaczął studiować historię sztuki na KUL, a hippisowskie czasy skończyły się dla niego w 1977 roku, gdy poszedł do wojska. Po powrocie do Przemyśla skończył studium ogrodnicze i zaczął uprawiać pomidory. Rozpoczął też działalność w podziemiu, a w 1985 roku trafił nawet na trzy miesiące do aresztu.

Później zaczął być znany w przemyskiej społeczności jako animator kultury niezależnej. Na poddaszu jednorodzinnego domu, z którego było widać okoliczne wzgórza, zaczął prowadzić Strych Kulturalny. Wydawał też pismo o tym samym tytule, a na jedno ze spotkań udało się nawet zaprosić słynnego brytyjskiego filozofa Rogera Scrutona.

Przyboczny prezesa

„Ten »Strych« był rzeczywiście na stylowym strychu. Wydawali coś w rodzaju własnego pisma, almanachu. Tam się zebrało bardzo wielu interesujących ludzi. I zobaczyłem, że to jest bardzo dobra organizacja regionalna naszej partii" – wspominał Jarosław Kaczyński w książce „Polska naszych marzeń".

Poznał on Kuchcińskiego w 1990 roku i szybko wciągnął do Porozumienia Centrum. Będący partyjnym działaczem Kuchciński zasłynął jako autor legendarnego skrótowca TKM („Teraz K... My") i niewiele ponad to. W 1999 roku, gdy PC znalazło się na politycznym aucie, przyjął propozycję objęcia stanowiska wicewojewody podkarpackiego. Kaczyński twierdzi, że sam mu to doradził. – Późno się ożenił, miał dzieci i nie miał z czego żyć – powiedział w książce „Alfabet braci Kaczyńskich".

W 2001 roku Kuchciński po raz pierwszy wszedł do Sejmu i stosunkowo szybko zaczął obejmować lukratywne stanowiska. W 2006 został szefem Klubu PiS. Potem dwie kadencje był wicemarszałkiem. Dlaczego Kaczyński postawił właśnie na niego? Posłowie PiS najczęściej odpowiadają, że ceni sobie wyjątkową lojalność marszałka. „Marek Kuchciński wstaje, gdy rozmawia z prezesem przez telefon" – napisał Piotr Zaremba w biografii Kaczyńskiego „O jednym takim...".

Przemiana marszałka

Kuchciński przez długie lata uchodził za aparatczyka, co nie przeszkadzało mu w zdobyciu sympatii posłów opozycji. – Był spokojny, koncyliacyjny i dało się z nim współpracować – mówi Małgorzata Kidawa-Błońska z PO, była marszałek Sejmu, której zastępcą był Kuchciński. – Gdy dowiedziałam się, że zostanie marszałkiem, uznałam, że to dobra kandydatura – dodaje.

– Ucieszyłem się, że tę funkcję obejmie ktoś z mojego regionu – mówi z kolei podkarpacki poseł PSL Mieczysław Kasprzak.

Dziś zarówno Kidawa-Błońska, jak i Kasprzak marszałkowanie Kuchcińskiego oceniają niezwykle krytycznie. Powodem jest m.in. odgrodzenie Sejmu od obywateli, błyskawiczna legislacja i karanie posłów opozycji wedle własnego uznania obniżeniem uposażenia. Doszła do tego wojna z dziennikarzami, która w grudniu 2016 roku przeistoczyła się w blokadę sali obrad przez opozycję.

Małgorzata Kidawa-Błońska, obecnie wicemarszałek, twierdzi, że Kuchciński zupełnie porzucił swoją ugodowość z czasów, gdy PiS było w opozycji. – Podczas posiedzeń prezydiów Sejmu opozycji nie udaje się osiągać czegokolwiek. Mówię tu o drobiazgach, jak choćby wydłużenie czasu na wypowiedź podczas omawiania niektórych punktów obrad – opowiada.

Jednak Kuchciński stał się niedostępny nie tylko dla opozycji, ale też polityków własnego klubu. Po raz pierwszy od wielu kadencji szeregowi posłowie nie mogą wchodzić do gabinetu marszałka, który zresztą został rytualnie odgrodzony zieloną kotarą. W zamian Kuchciński woli się otaczać funkcjonariuszami straży marszałkowskiej, którzy dostali nowe mundury i paradne szable. Lubi też towarzystwo naukowców, głównie profesorów, takich jak Jan Majchrowski, Tomasz Żukowski i Waldemar Paruch. W PiS żartują, że w ten sposób marszałek rekompensuje sobie braki w wykształceniu.

Afera z lotami nie jest pierwszą z udziałem marszałka. Wcześniej media sugerowały, że może mieć związek z seksaferą na Podkarpaciu. Czy rzeczywiście Kuchcińskiego nie czeka nic innego niż polityczna emerytura? Zdania na ten temat w PiS są podzielone. – A dlaczego nie miałby zostać marszałkiem po wyborach? – pyta jeden z posłów PiS. – Przecież oficjalny partyjny przekaz głosi, że Kuchciński z nawiązką zapłacił za przeloty, a tym, kto najbardziej nabroił, jest Donald Tusk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA