fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Andrzej Duda już nie chce być tylko notariuszem

PAP
Po roku od spektakularnego zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich trudno dostrzec wymierne sukcesy polityczne nowego prezydenta.

Przez macierzystą partię traktowany jest głównie jako notariusz, który ma zgodnie z linią PiS podpisywać uchwalane w ekspresowym tempie ustawy. Wiele wskazuje, że taka wizja funkcjonowania głowy państwa to już zamknięty rozdział.

To właśnie Duda jest wymieniany jako patron najnowszej propozycji kompromisu, który ma zakończyć trwający od ponad pół roku spór o Trybunał Konstytucyjny. Wprawdzie prezydent twierdził, że skoro Sejm go wywołał, to i Sejm powinien go zakończyć, ale uświadomił sobie, że ani opozycji, ani PiS nie zależy na szybkim załatwieniu tej sprawy.

Stąd pomysł zakulisowych mediacji i nacisków na polityków PiS, by zgodzili się na zaprzysiężenie trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji z nadania PO. Duda również tu miał zmienić zdanie, ponieważ wcześniej publicznie twierdził, że nie powinno się tego robić. Prezydent znalazł sojusznika w premier Beacie Szydło, z którą niemal każdego tygodnia rozmawia o problemach i najważniejszych sprawach w państwie.

Szydło w tej grze też ma wiele do zyskania. Sojusz z prezydentem jest dla niej bowiem dodatkową gwarancją i kartą przetargową w relacjach z prezesem PiS.

Jarosław Kaczyński zresztą niemal w każdym wywiadzie prasowym wyraźnie wskazuje miejsce w szeregu, które Szydło i Duda powinni zajmować. Nie pozostawiając przy tym złudzeń, że główny ośrodek decyzyjny jest w jego gabinecie przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. W wywiadzie dla „Do Rzeczy" potwierdził, że nadal uważa rząd z Beatą Szydło na czele za eksperyment. Przyznał także, że prezydent Duda spełnia dobrze swoje zadanie, którego funkcją jest – jak określił – „stać dobrze", a cała reszta jest drugorzędna.

Tyle tylko, że taka wizja prezydentury najwyraźniej Dudzie nie wystarcza. Stąd decyzja, aby przejść do ofensywy mimo groźby narażenia się na nieunikniony konflikt z prezesem. Czego wyrazem było choćby wystąpienie na rocznicy 10 kwietnia, wzywające do pojednania narodowego. O czym Kaczyński nawet nie chce myśleć, dopóki nie posadzi wszystkich winnych katastrofy smoleńskiej.

Za chwilę w Warszawie odbędzie się szczyt NATO, od którego rezultatu zależeć będzie polityczne być albo nie być Dudy. Jeśli zakończy się on sukcesem, czyli realną obecnością wojsk sojuszu w Polsce, będzie to potwierdzenie, że obrany przez prezydenta kurs w polityce międzynarodowej był właściwy. A co ważniejsze, będzie pokazaniem samemu Kaczyńskiemu, że wyłącznie notariuszem dobrej zmiany Duda być nie zamierza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA