fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Krzyżak: Potrzeba głębszej refleksji

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Troska o dobro wspólne nie wymaga konfrontacji, lecz dialogu - pisze Tomasz Krzyżak.

Najnowszy dokument społeczny Episkopatu Polski na temat patriotyzmu został przyjęty z entuzjazmem. W komentarzach zwracano uwagę, że był on długo oczekiwany i wreszcie nazywający rzeczy po imieniu. Podziwu dla niego nie krył nawet mocno krytyczny wobec hierarchii prof. Jan Hartman. Inni krytycy Kościoła podkreślali zaś, że polscy biskupi zaczęli wreszcie mówić językiem papieża Franciszka.

Z dobrym przyjęciem spotkało się głównie czytelne uwypuklenie różnic pomiędzy patriotyzmem a nacjonalizmem. A właściwie stwierdzenie, że za „bałwochwalcze uznać należy wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu, czy też szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni".

Entuzjazm dla tego stwierdzenia jest uzasadniony, bo ostatni obszerny list na temat patriotyzmu biskupi wydali w roku 1972. Powstał on w 200. rocznicę pierwszego rozbioru Polski i ze względu na ówczesne warunki polityczne nie dotykał tematów bieżących (choć da się w nim odnaleźć delikatne aluzje do rzeczywistości PRL). Po 45 latach od jego wydania można już jednak nawiązywać do aktualnych wydarzeń.

I biskupi to robią. Piszą o głębokim sporze politycznym, który „dzieli dziś naszą ojczyznę". Nawołują do angażowania się w „dzieło społecznego pojednania" oraz „łagodzenie nadmiernych politycznych emocji". Zwracają też uwagę na język, „jakim opisujemy naszą ojczyznę". Piszą, że „miarą chrześcijańskiej i patriotycznej wrażliwości staje się dziś wyrażanie własnych opinii oraz przekonań z szacunkiem dla – także inaczej myślących – współobywateli, w duchu życzliwości i odpowiedzialności, bez uproszczeń i krzywdzących porównań" (pkt 5).

W innym miejscu – odwołując się do myśli kard. Josepha Ratzingera – stwierdzają, że „za nieuprawnione i niebezpieczne uznać należy nadużywanie i instrumentalizowanie pamięci historycznej w bieżącej konkurencji i rywalizacji politycznej". Tłumaczą, że wszędzie tam, gdzie polityczny spór podsycany jest przez pochopne analogie historyczne, „tam oddala się, a czasem staje się niemożliwa do osiągnięcia, perspektywa godziwego i niezbędnego w społeczeństwie demokratycznym politycznego kompromisu" (pkt 8).

Ale choć w dokumencie ani razu nie pada nazwa żadnej partii, to część komentatorów uważa, że jest on zawoalowaną krytyką Prawa i Sprawiedliwości. Bo przecież to Jarosław Kaczyński dokonał podziału Polaków na lepszy i gorszy sort, bo to PiS wykorzystuje politykę historyczną do osiągnięcia doraźnych korzyści politycznych.

Jeśli czytać ten dokument właśnie w ten sposób, to należałoby uznać, że poprzedni: „W trosce o człowieka i dobro wspólne" – również przygotowany przez Radę ds. Społecznych i przyjęty przez cały Episkopat w marcu 2012 roku – był krytyką rządzącej wówczas koalicji Platformy i PSL. Powstał bowiem na początku ich drugiej kadencji, a we fragmentach odnoszących się do życia społeczno-politycznego był mocniejszy. Podczas gdy w obecnym dokumencie polityka obecna jest głównie w dwóch punktach, to w roku 2012 poświęcono jej cały rozdział: „Etyczne standardy w życiu publicznym".

„[...] polityka nie może być uprawiana z myślą o dobru jedynie określonej partii politycznej czy grupy interesu, ale powinna mieć w centrum uwagi dobro całej społeczności" – pisali biskupi i dodawali, że troski o dobro wspólne nie mogą zastąpić zabiegi o popularność w sondażach.

„W imię tej taniej popularności podejmowane są decyzje, które skazują przyszłe pokolenia na biedę" – stwierdzali w pkt 24.

W kolejnym zauważali, że standardem życia politycznego w Polsce staje się „traktowanie konkurentów politycznych jak wrogów, których należy zwalczać za pomocą wszystkich możliwych środków".

I podobnie jak teraz zwracali uwagę na język debaty publicznej „pełen agresji i wzajemnych oskarżeń, nierzadko posługujący się kpiną, drwiną, a także wulgaryzmami. Moralna dyskredytacja przeciwników, rzucanie podejrzeń, brak szacunku dla przeciwnika politycznego staje się powszechną praktyką" (pkt 25).

Pomostem łączącym oba dokumenty polskiego Episkopatu może być adhortacja „Evangelii gaudium" papieża Franciszka z roku 2013. Jeden z jej rozdziałów traktuje o życiu społeczno-politycznym. Franciszek zauważał, że konflikty są wpisane w politykę. Można je ignorować, ukrywać lub zaakceptować i przemieniać w ogniwa nowych procesów. Dla budowania zgody społecznej papież postulował zasadę: „jedność jest ważniejsza niż konflikt". Pisał, że jej przyjęcie może spowodować, iż „konflikty, napięcia i różnice mogą tworzyć wieloraką jedność rodzącą nowe życie". „Nie oznacza to popierania synkretyzmu ani wchłaniania jednych przez drugich, ale rozwiązanie na wyższym poziomie, zachowujące w sobie cenną konstruktywność dwóch przeciwstawnych biegunów" – zastrzegał (pkt 228).

Żaden z tych dokumentów nie powstał przeciwko komuś. Rolą Kościoła nie jest bowiem piętnowanie partii czy grup społecznych, lecz zwracanie uwagi na problemy, którym muszą stawić czoła. Praktyka pokazuje, że niczym w sklepie z sałatkami każdy wybiera sobie z nich to, co dla niego wygodne, nie przyjmując całości. Tylko czy w ten sposób da się w odpowiedni sposób zadbać o dobro wspólne?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.krzyzak@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA