fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Witold Waszczykowski: Polowanie na Chiny

AFP
Czy nadmiernie nie demonizujemy Pekinu w kontrze do naszego zachowania wobec Rosji?

Debata na temat wirusa nie może pominąć oczywiście poszukiwania przyczyn i wszystkich czynników odpowiedzialnych za pandemię. Jednak czy w ten sposób nie fundujemy sobie polowania na czarownice? Tyle się mówi w Europie o solidarnym podejściu do walki z pandemią i nadchodzącym kryzysie gospodarczym. Mnożą się różne teorie. O nietoperzach, łuskowcach czy podejrzanych laboratoriach w Wuhanie. Wszystkie łączą się z Chinami. Niektórzy politycy nazwali nawet wirusa „chińskim wirusem".

Podejrzliwość wobec Chin jest oczywiście uzasadniona. Powszechnie oskarża się Chińczyków o ukrywanie przyczyn i skali katastrofy. Wiele pisze się o chińskiej dezinformacji. Oskarża się następnie Pekin o wykorzystywanie pandemicznej sytuacji, np. polityki pomocowej, do promowania swoich geopolitycznych celów. Chińczycy nie są bez winy ws. wirusa. Nie są też aniołami na arenie międzynarodowej. Chiny to druga gospodarka światowa agresywnie zabiegająca o swoje interesy. Mają też w najnowszej historii ciemne karty. Ale i czy my nie jesteśmy bez winy? W ostatnich tygodniach wielu polityków przyznało, że nie przygotowaliśmy się na ten kataklizm.

W ostatnich dniach w Europarlamencie bili się w piersi i przepraszali za błędy Ursula von der Leyen i Josep Borrell. Bolejemy dziś nad brakiem instrumentów walki z pandemią, środków ochronnych i podstawowych lekarstw. Ale to my zdecydowaliśmy przed laty, aby olbrzymią cześć produkcji przemysłowej, zarówno „brudnej", jak i tej mało opłacalnej, przenieść do Chin. Ponosimy więc koszty własnych błędów deindustrializacji.

Krytykując słusznie wiele działań chińskich, zastanawia mnie, czy jednak nadmiernie nie demonizujmy Pekinu w kontrze do naszego zachowania wobec Rosji. Zabiegamy o jak najlepsze relacje z Moskwą, ocierając się często o politykę appeasementu. To dla Rosji otwieramy nasze gospodarki i czynimy nasze systemy obronne do bólu transparentnymi. Liczymy, że Rosja kiedyś stanie się państwem podobnym do nas. Jak dotąd notujemy połowiczne sukcesy w tym procesie transformowania Rosji. Czy zatem, nie mogąc sobie poradzić z bliskim rywalem, nie tworzymy sztucznie odległego i zastępczego rywala? Czy nie zaklinamy rzeczywistości, przechodząc do porządku nad rosyjskim problemem, nie tworzymy sami zagrożenia chińskiego?

Chiny to potężna gospodarka i nuklearne mocarstwo. Pekin pokazuje swoją obecność tu i ówdzie na świecie. Tu zainwestuje w port morski, a gdzie indziej w lotnisko czy szlak komunikacyjny. To są przyczółki do prowadzenia biznesu, ale też instrumenty zdobywania wpływów politycznych i może kiedyś militarnych. Takim supermocarstwem kiedyś był ZSRR. Swoje interesy oparte na ideologii komunistycznej promował daleko bardziej agresywnie i krwawo. Nie poszliśmy jednak na wojnę z Moskwą. Wykorzystaliśmy całe instrumentarium do implozji tamtego imperium zła. Znacząco utemperowaliśmy agresywne zapędy Rosji.

Skorzystajmy dziś z faktu, że Pekin nie powiela tak agresywnych działań Moskwy wobec nas. Może zatem zasługuje na test łagodniejszych relacji z nami niż kiedyś ZSRR?

Autor jest europosłem PiS, b. szefem MSZ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA