Reklama

Nizinkiewicz: Bajki Jarosława Kaczyńskiego

PiS, broniąc wolności w internecie, reglamentuje ją w innych sferach życia.

Aktualizacja: 03.04.2019 19:20 Publikacja: 02.04.2019 18:46

Nizinkiewicz: Bajki Jarosława Kaczyńskiego

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Nie sposób nie zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim, gdy mówi, że wolność w internecie powinna być zachowana. Słuszność ma również prezes PiS, gdy twierdzi, że jego partia dokona takiej implementacji dyrektywy UE o prawie autorskim, by wolność ta była zachowana. Ta wolność nie jest jednak zagrożona i zapowiadanej przez PiS cenzury nie będzie. Zagrożeniem nie jest unijna dyrektywa, jak straszy obóz władzy. A trzeba oddać PiS, że w straszeniu ma doświadczenie nie mniejsze niż opozycja strasząca polexitem.

W kampanii parlamentarnej na sukces PiS złożyło się straszenie najazdem na Polskę uchodźców. Teraz partia ta straszy Polaków, że jeśli opozycja dojdzie do władzy, to odbierze 500+, wymiennie ze straszeniem LGBT.

PiS skutecznie potrafi grać na lękach Polaków. Musi tylko znaleźć temat, wokół którego będzie można stworzyć całą akcję polityczną. A schemat jest prosty. Należy znaleźć lub stworzyć zagrożenie, wyolbrzymić je, wskazać konkurencję polityczną jako sprzyjającą zagrożeniu, napiętnować te media, które niewystarczająco alarmują, i przedstawić się jako polityczny front obrony narodu.

Taki model wdrożył PiS, strasząc społeczeństwo „zabraniem wolności w internecie". I wszystko szłoby zgodnie z planem, gdyby nie problem PiS z wiarygodnością. Ustawienie na szpicy frontu wolności Jarosława Kaczyńskiego, który z technologią nie jest zaznajomiony, nie było fortunne. Słowa prezesa broniącego wolności w internecie były równie przekonujące jak jego słynne: „Wara od naszych dzieci".

Jeszcze kilka lat temu to szef PiS będący przeciwnikiem głosowania przez internet mówił, że internautami najłatwiej manipulować: „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Wiadomo, kto ma przewagę w internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować, na kogo ma zagłosować".

Reklama
Reklama

To PiS był autorem ustawy, która wprowadza niekontrolowaną możliwość sprawdzania przez policję i służby każdego internauty, powołując się na zagrożenie terroryzmem.

To za rządów PiS służby częściej korzystały z prawa do pobierania danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych oraz korzystały z możliwości prowadzenia kontroli operacyjnej.To też poseł Bogdan Rzońca z PiS mówił, że internet musi być kontrolowany.

A to nie koniec. PiS nie pozwala mediom zadawać pytań Jarosławowi Kaczyńskiemu, podobnie jak wielu innym ministrom podczas konferencji, ministerstwa nie odpowiadają tygodniami na pytania dziennikarzy, PiS chciał wyrzucić część dziennikarzy z Sejmu. To tylko niektóre przykłady prób ograniczenia wolności mediów i dostępu do informacji publicznej. A przecież jest jeszcze zakaz handlu w niedzielę ograniczający wolność gospodarczą, zakaz sprzedaży nieruchomości rolnych i leśnych, ograniczenia przy otwieraniu aptek czy przenoszenia biznesu za granicę...

Prezes, chcąc dawać wolność internautom, powinien najpierw sprawdzić, w ilu dziedzinach życia jego ugrupowanie tę wolność Polakom ogranicza.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama