fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Nowa opowieść Roberta Biedronia

Robert Biedroń wykorzysta w kampanii prezydenckiej trzy miasta: Krosno, Słupsk i Brukselę
Gerard / REPORTER
Jest historia, którą w tej kampanii ma kandydat Lewicy. Pytanie, czy opowie ją przekonująco.

Kampania rozkręca się na dobre. Dudabus rusza w Polskę, Robert Biedroń zapowiada, że odwiedzi wszystkie powiaty, Kosiniak-Kamysz miał już 50 spotkań, Kidawa-Błońska odwiedza mniejsze miejscowości, trwa też sztafeta Hołowni. Główne pytanie brzmi: Kto wejdzie do drugiej tury? Najciekawiej z się robi, gdy wyniki kandydatów się spłaszczą. Czy jest na to szansa? Z niedawnego badania IBRiS dla tygodnika „Polityka", wynika, że poza Bosakiem wszyscy kontrakandydaci opozycji mają w zasadzie podobny, chociaż oczywiście zróżnicowany potencjał maksymalny poparcia. Czyli wszyscy mają szansę na II turę.

Trzy miasta Biedronia

Wygra najlepsza opowieść wypowiedziana w najsprawniejszy sposób, z wykorzystaniem błędów i kryzysów u konkurencji. Takim na początek kampanii ze strony PiS był gest posłanki Lichockiej. Jak zauważa dziś Michał Szułdrzyński, ten gest otwiera wiele pól, w tym jakość usług publicznych, służby zdrowia. To może być jeden z tematów Lewicy. Nie tylko jej zresztą. PSL też miał swój „Pakt dla zdrowia" w kampanii sejmowej.

Trzy miasta wyznaczają ramy opowieści Roberta Biedronia. To Krosno, w którym się urodził, Słupsk którym rządził, i Bruksela, z której – jak sam powiedział kilka tygodni temu w rozmowie z „Rzeczpospolitą" – wraca. O ile pierwsze dwa były elementem kampanii do PE, o tyle Bruksela pojawia się dopiero teraz jako efekt tego, że Biedroń pozostał europosłem. Krosno daje mu możliwość opowiadania o sobie jako człowieku z miasta, z którym identyfikować się może każdy urodzony poza dużymi metropoliami. Słupsk to opowieść o sukcesie rządzenia. Ale też – do czego Lewica i Biedroń wielokrotnie nawiązują – miejsce spoza dużych metropolii, które kandydat umieścił na mapie Polski.

Bruksela daje kampanii Lewicy możliwość budowania przesłania o Zachodzie, który Biedroń niejako „przywozi" do Polski. Zwłaszcza Skandynawię. Teraz tenże Zachód ma być – taki przynajmniej jest plan – przywieziony nie do dużych miast, ale do Polski małych i średnich miejscowości.

Takie przynajmniej są zręby historii, którą Biedroń opowiada i ma opowiadać aż do wyborów. To w warunkach 24-godzinnej kampanii jeszcze samo w sobie nic nie znaczy. Trzeba umiejętnie swoją historię opowiedzieć, szybko reagować i unikać błędów. W nowych warunkach, bo polityka – jak i Polska – zmieniają się. Nawet w porównaniu z 2019 rokiem.

Nowy etap

Jak wynika z naszych informacji, pod koniec lutego zakończy się proces powoływania w całym kraju lokalnych komitetów poparcia dla Roberta Biedronia. Wtedy też odbędzie się zjazd działaczy i aktywistów, który ma być początkiem nowego etapu kampanii. Lewica chce później frontalnie zaatakować PiS. Głównie na osi takich tematów, jak: usługi publiczne i ich jakość, wykluczenie komunikacyjne, nierówności społeczne w Polsce. To ma być mocne uderzenie w cały projekt „dobrej zmiany" i jego fundamenty. Trochę w podobnej nucie jak zrobił to Adrian Zandberg w trakcie swojego wystąpienia w kontrze do premiera Mateusza Morawieckiego.

Lewica i Robert Biedroń już teraz często korzystają z Sejmu jako swoistej bazy wspomagającej kampanię prezydencką. Służą temu złożone, przygotowane i zapowiadane projekty ustaw. Na przykład we wtorek Biedroń zaproponował projekt ustawy dotyczący renty wdowiej. Jak dodał, na taki projekt ustawy czeka ok. 1,5 mln osób w Polsce.

Biedroń zapowiedział też we wtorek w radiowej Trójce, że ma gotowy projekt ustawy dotyczący uregulowania związków partnerskich. – Uważam, że miarą rozwoju cywilizacyjnego jest niewykluczanie jakiejkolwiek grupy w naszym kraju. A poczucie społeczne w tej sprawie się zmienia. Tę sprawę trzeba w końcu po ludzku uregulować – powiedział. To dla Lewicy również istotny temat, zwłaszcza w kontekście rywalizacji z Koalicją Obywatelską.

Nowa logika

Najbliższe trzy miesiące zapowiadają się na bardzo intensywne. Z wielu powodów.

Bo ciekawym kandydatem z punktu widzenia dramaturgii kampanii jest Kosiniak-Kamysz. – Może się stać konserwatywnym kandydatem bezpiecznego wyboru dla wyborców PiS zrażonych zbyt twardą retoryką lub dla wyborców Kidawy-Błońskiej, jeśli ta zrobi zwrot w lewą stronę – mówi nam Tomasz Karoń, który pracował w kampanii parlamentarnej dla ludowców.

Tempo kampanii może zaskoczyć nawet wytrawnych obserwatorów. Każda kampania jest inna, rządzi się własną logiką. Powrotu do 2015 roku nie ma dla nikogo. To oznacza, że to będzie najpewniej najbardziej zaciekłe i nieprzywidywalne starcie od 1989 r. Lewica musi być na to gotowa, tak, jak wszystkie inne sztaby.

Dotyczy to też sztabu PiS, który składa się z kampanijnych weteranów, ale który musi operować w nowych warunkach. Dla PiS gra o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudy to gra o wysoką stawkę. Dla opozycji, w tym Lewicy, dobry wynik w kampanii prezydenckiej będzie ważny z punktu widzenia kampanii w 2023 roku. I wszyscy, włącznie z samym kandydatem zdają sobie z tego sprawę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA